Elizabeth Swaney urodziła się i wychowała w Stanach Zjednoczonych, ale w Pjongczangu reprezentowała Węgry - kraj pochodzenia jej dziadków. Szczęśliwie ukończyła oba przejazdy w halfpipe, ale nie wykonała przy tym ani jednej akrobacji, która byłaby bardziej skomplikowana niż obrót o 180 stopni. Przez to jej noty nie dały jej najmniejszych szans na kwalifikację do finału. Więcej - 33-letnia zawodniczka znacznie odstawała od wyprzedzającej ją Dunki Dany Laili Friis-Salling. Swaney zajęła ostatnie miejsce, uzyskując odpowiednio 30.00 i 31.40 punktów i stratę aż 13.60 punktów.

- Nie zakwalifikowałam się do finału, jestem naprawdę rozczarowana. Pracowałam przez wiele lat, żeby to osiągnąć - powiedziała po zawodach, cytowana przez "The Guardian".

Jak to możliwe, że Swaney, mimo tak skromnych umiejętności, w ogóle pojechała na igrzyska? Udział w zawodach tej rangi był jej celem, od kiedy skończyła 25 lat - dopiero wtedy nauczyła się jeździć na nartach. Nim rozpoczęła przygotowania do  wyjazdu do Korei Południowej, przez lata zmieniała dyscypliny sportu i kraje, które reprezentowała - w pewnej chwili była nawet reprezentantką Wenezueli. W 2016 roku ogłosiła zbiórkę publiczną, która miała pozwolić jej na przygotowania do startu w zawodach olimpijskich. Ale oprócz pieniędzy, musiała się jeszcze do Pjongczangu zakwalifikować...

Swaney, absolwentka Harvardu, podeszła do tematu pragmatycznie - jej zadaniem było gromadzenie startów w zawodach pucharu świata i utrzymywanie się zawsze w pierwszej trzydziestce. Zawodniczka więc wybierała tylko te imprezy, w których w kobiecym halfpipe startowało mniej niż 30 pań. Wtedy wystarczało po prostu ukończyć przejazd i się nie przewrócić. Swaney nawet nie próbowała wykonywać żadnych akrobacji.

Najlepszy wynik uzyskała w zawodach w Chinach, gdzie zajęła 13 miejsce na 15 zawodniczek. Akurat tak się złożyło, że w tym samym czasie większość jej olimpijskich rywalek startowała w Grand Prix Stanów Zjednoczonych w Copper Mountain - podkreśla "The Guardian".

Ale to nie wszystko - wybór Węgier jako kraju, który reprezentuje, również nie był przypadkowy. Jeden kraj może bowiem wysłać na igrzyska maksymalnie czworo zawodników z jednej konkurencji. A że w amerykańskiej reprezentacji Swaney nie miałaby miejsca, postanowiła skorzystać z gościnności ojczyzny swych dziadków.

Ona sama obrusza się na sugestie, że cynicznie wykorzystała zasady, by mimo braku talentu dostać się na igrzyska. - Chcę inspirować innych na Węgrzech i na całym świecie do zainteresowania się freestylem. Może jestem łącznikiem z tymi, którzy chcą zacząć i którzy na moim przykładzie zobaczą, że to możliwe niezależnie od tego, co się do tej pory robiło - stwierdziła.