Słowenia to spadkowicz z elity i uczestnik lutowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Zdaniem wielu miała być faworytem zmagań w stolicy Węgier, ale na razie zawodzi. Najpierw uległa Wielkiej Brytanii 1:3, a tym razem nie sprostała Polsce.

Biało-czerwoni zagrali lepiej niż dzień wcześniej z Włochami i odnieśli zasłużone zwycięstwo. Rywale co prawda strzelali częściej, ale podopieczni trenera Teda Nolana byli znacznie skuteczniejsi.

Prowadzenie Polakom już w trzeciej minucie dał Damian Kapica. W drugiej tercji inicjatywę przejęli Słoweńcy, a jej rezultatem był wyrównujący gol Jana Drozga w 25. minucie.

Na stratę bramki Polska zareagowała właściwie i prowadzenie odzyskała po niespełna trzech minutach. Na listę strzelców wpisał się Bartłomiej Neupauer.

Później nastąpił okres gry pełen przewinień. Biało-czerwoni w pewnym momencie grali nawet w pięciu przeciwko trzem rywalom, ale przewagi nie wykorzystali. W 37. minucie sędziowie podyktowali rzut karny dla Polski, a skutecznym wykonawcą okazał się Marcin Kolusz.

W trzeciej odsłonie niemający nic do stracenia Słoweńcy skupili się na ataku. W bramce dobrze spisywał się jednak Przemysław Odrobny, a w 52. prowadzenie podwyższył Aron Chmielewski. Rywali stać było tylko na zmniejszenie rozmiarów porażki. W końcówce trafił Jan Urbas.

Kolejnymi rywalami biało-czerwonych w środę będą Brytyjczycy.

Dwie najlepsze drużyny awansują do elity. Najsłabsza spadnie do Dywizji 1B.

Polska - Słowenia 4:2 (1:0, 2:1, 1:1)
Bramki: dla Polski - Damian Kapica (3), Bartłomiej Neupauer (28), Marcin Kolusz (37), Aron Chmielewski (52); dla Słowenii - Jan Drozg (25), Jan Urbas (59)
Strzały: Polska - 27; Słowenia - 38
Kary: Polska - 10 minut; Słowenia - 12 minut