Agnieszka Radwańska wyróżnia się w kobiecym tenisie techniką i sprytem, które przeciwstawia silniejszym fizycznie rywalkom. Po triumfie w turnieju WTA w Miami (pula nagród 4,828 mln dol.) porównywana jest do byłej liderki rankingu Szwajcarki Martiny Hingis.

W finale rozstawiona z numerem piątym krakowianka pokonała aktualną wiceliderkę rankingu WTA Tour - Rosjankę Marię Szarapową 6:4, 7:5. Tenisistka z Niagania na Syberii, mieszkająca od lat na Florydzie, jest uznawana za mistrzynię w narzucaniu swojego stylu gry rywalkom. Jednak w sobotę to Radwańska dyktowała warunki gry, dzięki długim piłkom na linię końcową uniemożliwiała przeciwniczce przejmowanie inicjatywy w wymianach.

Maria przyzwyczaiła nas do tego, że to ona rozdaje karty, a właściwie zabójcze ciosy w narożniki kortu. Mało kto potrafi z nią utrzymać wyrównaną grę z linii głównej. Tym razem jednak trafiła na ścianę, w postaci Radwańskiej, która nie uderzała tak mocno piłek jak ona, nie była tak agresywna, ale zwyczajnie nie pozwoliła jej rozwinąć skrzydeł. Radwańska prowadziła wymiany jak Martina Hingis, a konsekwentną grą kątową skutecznie wyprowadzała z równowagi Szarapową, która przez to popełniła 45 niewymuszonych błędów - można przeczytać w relacji "Miami Herald".

Porównanie do Hingis nie jest przypadkowe, bowiem kres ery zwycięstw "złotej Martiny" nastąpił w momencie, gdy czołówkę rankingu zawojowały potężnie zbudowane amerykańskie siostry Venus i Serena Williams. Ich atletyczny tenis okazał się skuteczniejszy od finezyjnej i technicznej gry Szwajcarki, zdecydowanie drobniejszej od rywalek.

Radwańska jest niższa od Szarapowej o 12 centymetrów, ale obie są szczupłe. Natomiast choćby aktualna liderka rankingu Białorusinka Wiktoria Azarenka czy numer trzy na świecie - Czeszka Petra Kvitova, mają raczej męskie sylwetki, które zawdzięczają wielu godzinom spędzanym na siłowni.

Szarapowa wreszcie zrozumiała, że od swoich potężnych uderzeń może zarówno przeżyć, jak i zginąć. W 30-stopniowym upale uderzała piłki głębiej, mocniej, bardziej zdecydowanie i szybciej od Radwańskiej, ale nie tak precyzyjnie jak rywalka. Cierpliwość, opanowanie i żelazna konsekwencja okazały się skuteczniejszym rozwiązaniem, niż ciągłe bombardowanie - napisał dziennikarz na portalu internetowym amerykańskiej stacji telewizyjnej ESPN.

Był to dziewiąty pojedynek tych tenisistek, a krakowianka wygrała dopiero po raz drugi. Poprzednio udało jej się to w trzeciej rundzie wielkoszlemowego US Open w 2007 roku, gdzie nieoczekiwanie wyeliminowała wówczas broniącą tytułu Rosjankę. Później nastąpiła seria zwycięstw Szarapowej.

To co się stało wtedy na Flushing Meadow było chyba raczej szczęśliwym zbiegiem okoliczności biorąc pod uwagę późniejszą bezsilność w spotkaniach z Szarapową. Jednak teraz nie ma mowy o przypadku. To już nie jest mało znana zawodniczka, która po meczu opowiada o swoich szczurach Flipie i Flapie, tylko faktycznie druga obecnie wśród najlepszych tenisistek świata. Jedyną rywalką, jakiej w tym roku nie pokonała jest Wiktoria Azarenka - napisał "The New York Times", wypominając jednocześnie Rosjance trzeci przegrany finał w tym sezonie.

Radwańska w styczniu przegrała z Białorusinką w półfinale imprezy WTA w Sydney oraz ćwierćfinale wielkoszlemowego Australian Open. W lutym znów - także w trzech wyrównanych setach - musiała uznać jej wyższość w półfinale w Dausze, a tydzień później triumfowała w Dubaju. Przed przyjazdem do Miami poniosła najbardziej bolesną porażkę w tym roku w ćwierćfinale w Indian Wells, gdzie zdołała urwać rywalce tylko dwa gemy.