W polskich mediach dość szeroko opisano sytuację z drugiego seta poniedziałkowego pojedynku, gdy po jednej z akcji, przy stanie 2:1 dla Timei Bacsinszky, prowadząca spotkanie Juan Zhang zdecydowała o przyznaniu punktu Szwajcarce po challenge'u zamiast nakazać powtórzenie akcji. Radwańska na początku ostro zareagowała na pomyłkę chińskiej arbiter i wdała się z nią w dyskusję, ale po chwili wróciła do gry. Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego w dalszej części spotkania spisywała się słabiej, a rywalka złapała wiatr w żagle. Krakowianka przegrała 6:2, 4:6, 2:6.

Moim zdaniem to zdarzenie nie miało dużego wpływu na wynik. Obserwując zachowane Agnieszki w dalszej części meczu nie zauważyłem, by siedziało jej to w głowie. Nie wykonywała żadnych znaczących gestów ani nie posyłała wymownych spojrzeń w stronę sędzi. Polka słynie z tego, że potrafi szybko zapomnieć o takich sytuacjach, wyłączyć się - ocenił Fibak.

Jego zdaniem nie można mówić, by w tej sytuacji Radwańskiej zabrano punkt, a podarowano Szwajcarce.

Krakowianka co najwyżej mogła zyskać powtórkę akcji i to przy serwisie rywalki. Poza tym Bacsinszky zasłużyła na ten punkt. Tuż przed niepotrzebnym zatrzymaniem akcji wyrzucona z kortu Agnieszka odegrała krótką piłkę, zostawiając otwarty kort. Na 99 procent przeciwniczka zakończyłaby po chwili wymianę. Poza tym Polka mogła jeszcze potem podgonić w tej partii, mogła też wygrać trzecią odsłonę - zwrócił uwagę.

Według zwycięzcy 15 turniejów ATP w singlu do porażki Radwańskiej w głównym stopniu przyczynił się "wolny, tępy kort", na którym toczyła się rywalizacja na Florydzie.

Nawierzchnia była wolniejsza niż ta w Indian Wells, na której zawodniczki grały ostatnio, a tamta też nie była szybka. To było bardzo niekorzystne dla naszej tenisistki. Ona lubi szybką grę, skracanie akcji. Timea czuła się na tym korcie znacznie lepiej i wykorzystała to. Posyłała niewygodne dla Agnieszki półloby i zwalniała grę. Wymiany były coraz dłuższe - analizował.

Fibak uważa, że to, iż w poprzedzającym imprezę w Miami turnieju w Indian Wells Polka dotarła do półfinału, nie miało zbytnio wpływu na jej występ.

Przed startem na Florydzie miała prawie tydzień przerwy. W turniejach w Kalifornii i w Miami przerwy między poszczególnymi rundami są dłuższe niż w przypadku innych imprez WTA. Całe ostatnie pół roku było u Agnieszki intensywne i może to się trochę nałożyło, ale wydaje mi się, że znacznie ważniejsza była specyfika kortu. Gdyby mecz z Bacsinszky toczył się w Indian Wells, to spotkanie do końca byłoby bardziej wyrównane i krakowianka miałaby większą szansę na zwycięstwo - zaznaczył.

Dotychczasowe wyniki podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego w dwóch wspomnianych turniejach nie wskazują jednoznacznie, w którym z nich lepiej spisuje się. W Miami triumfowała w 2012 roku, a w Indian Wells dotarła do finału dwa lata później. W pierwszych zawodach w półfinale odpadła raz (2013), w drugich dwukrotnie (2010, 2016). W przypadku obu imprez najgorszym jej rezultatem jest druga runda, w której wyeliminowana została raz - odpowiednio - w 2008 roku i dziewięć lat temu.

Takie statystki nie są ważne - skwitował krótko były tenisista.

Podkreślił, że Bacsinszky zanotowała słaby początek sezonu i poniedziałkowym meczem z Radwańską odrodziła się. Polka grała z nią dwukrotnie i w obu przypadkach schodziła z kortu pokonana.

Timea to jedna z niewygodnych rywalek dla Agnieszki - regularna, mocno bije piłkę i jak ma swój dzień, to trafia w linie. Krakowianka grała dobrze w pierwszy secie, ale nie zachwycała. Czy będzie przegrywać regularnie ze Szwajcarką, tak jak z Amerykanką Sereną Williams? Tak czarnego scenariusza bym nie pisał - zastrzegł.

Podopieczna Wiktorowskiego w poniedziałek straci na rzecz Niemki polskiego pochodzenia Angelique Kerber pozycję wiceliderki światowej listy, na którą wróciła - po prawie czterech latach przerwy - 21 marca.

Szkoda, że tak krótko cieszyła się z tego drugiego miejsca. Zwłaszcza, że w 2012 roku, po finale Wimbledonu, też nie zagrzała długo miejsca na fotelu wiceliderki. Tak naprawdę jednak nie ma znaczenie, czy będzie druga, trzecia czy nawet czwarta. Wciąż jest w ścisłej czołówce - zaznaczył.

Fibak przyznał, że szybkie odpadnięcie w Miami wielu zawodników zarówno w kobiecym, jak i w męskim turnieju, jest złą wiadomością dla organizatorów.

Wiadomo, że nazwiska tych największych przyciągają kibiców. Podejrzewam, że w turniejach wielkoszlemowych topowi tenisiści dotrą dalej - przewidywał.