Williams wywalczyła awans do najlepszej "czwórki", ale będąca jedną z największych niespodzianek imprezy Putincewa sprawiła jej w pierwszych dwóch partiach sporo kłopotów.

Przed spotkaniem w mediach podkreślano, jak wiele dzieli niespełna 35-letnią Amerykankę, która ma w dorobku 21 tytułów wielkoszlemowych i młodszą o 14 lat rywalkę, która nie wygrała jeszcze ani jednego turnieju cyklu WTA.

Zawodniczka z Kazachstanu zagrała jednak w czwartek bez kompleksów, za co zebrała sporo pochwał. Ofensywnie nastawiona 60. rakieta świata prowadziła w pierwszej partii 3:0, a później rozstrzygnęła na swoją korzyść końcówkę. Był to pierwszy przegrany przez Williams set w tej edycji.

Po ubiegłorocznym French Open kibice przyzwyczaili się już, że potrafi ona nieraz dopuścić do groźnej sytuacji, by ostatecznie zanotować zwycięstwo. W jej boksie zrobiło się jednak nerwowo, gdy w drugim secie przegrywająca 1:4 Putincewa zapisała na swoim koncie trzy kolejne gemy, a po chwili miała dwie okazje na przełamanie. Liderka rankingu WTA, która popełniała wcześniej sporo niewymuszonych błędów, zachowała spokój i doprowadziła do wyrównania stanu rywalizacji. W decydującej odsłonie nie miała już problemu z zapewnieniem sobie wygranej, choć przeciwniczka obroniła trzy piłki meczowe.

Julia grała niesamowicie. Szczerze mówiąc, to nie sądziłam, że będę w stanie wygrać drugą odsłonę, ale w jakiś sposób jednak mi się to udało - podsumowała triumfatorka.

Zawodniczki zmierzyły się po raz trzeci, a Williams odniosła komplet zwycięstw. Amerykanka świętowała sukces w Paryżu dotychczas trzy razy - 2002, 2013 i 2015 roku. W tym sezonie chce udowodnić, że jest w stanie obronić tytuł w tej imprezie.

Tenisistka z Kazachstanu - mimo porażki - ma powody do zadowolenia. Dotychczas jej najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie była trzecia rundą, do której dotarła raz - w styczniowym Australian Open.

Kolejną rywalką pierwszej rakiety świata będzie Bertens, która wygrała z rozstawioną z "ósemką" Szwajcarką Timeą Bacsinszky 7:5, 6:2. Holenderka po pierwszym secie poprosiła o przerwę medyczną z powodu kłopotów z lewą łydką, którą od początku miała obandażowaną. W dalszej części pojedynku nie było widać jednak u niej problemów z poruszaniem się. Po ostatnim punkcie położyła się na korcie, a po chwili popłynęły łzy radości.

Bacsinszky była czwartą rozstawioną rywalką, którą Bertens pokonała w drodze do pierwszego w karierze wielkoszlemowego półfinału. 24-letnia zawodniczka rozpoczęła wyeliminowaniem triumfatorki tegorocznego Australian Open Niemki polskiego pochodzenia Angelique Kerber, turniejowej "trójki".

Dotychczas najlepszym wynikiem Holenderki w Wielkim Szlemie była 1/8 finału, do której dotarła raz - dwa lata temu właśnie w Paryżu. Pozostałe jej starty w imprezach tej rangi kończyły się na pierwszej lub drugiej rundzie. Poprzednio tenisistka z tego kraju znalazła się w najlepszej "czwórce" Wielkiego Szlema 39 lat temu. Wówczas jedną z półfinalistek US Open była Betty Stove.

Bertens kontynuuje świetną passę, którą zaczęła na początku maja. Obecnie może się pochwalić serią 12 wygranych spotkań. Tuż przed przyjazdem do Paryża jako kwalifikantka zwyciężyła w turnieju WTA w Norymberdze. Ostatnie sukcesy znalazły odzwierciedlenie w jej sytuacji rankingowej. Miesiąc temu była 89., a dzięki czwartkowemu awansowi do półfinału zapewniła sobie miejsce w najlepszej "30" światowej listy.

Gdyby ktoś przed pierwszym meczem eliminacji w Norymberdze powiedział mi, że wygram 12 kolejnych spotkań i będę w półfinale French Open, to powiedziałabym, że to najlepszy żart świata. Mentalnie czuję się dobrze, ale fizycznie dziś nie było łatwo. Zrobię wszystko, by być sprawna na jutrzejszy półfinał - zapewniła.

Z Sereną Williams zmierzyła się wcześniej raz - w drugiej rundzie ubiegłorocznego US Open przegrała w dwóch setach.

O drugie miejsce w finale powalczą Hiszpanka Garbine Muguruza (nr 4.) i Australijka Samantha Stosur (21.).