Już od kilku dni wielu ekspertów podkreślało, że Muguruza to jedyna zawodniczka, która może przeszkodzić Williams w zdobyciu 22. wielkoszlemowego tytułu. Co prawda miała kłopoty w meczu otwarcia, ale później radziła sobie coraz lepiej. Jej szanse wzrosły, gdy Amerykanka w dwóch ostatnich meczach – tak jak w poprzedniej edycji French Open – walczyła nie tyle z rywalkami, co bardziej sama ze sobą.

Głośno było też o jej ewentualnych kłopotach zdrowotnych. Początkowo dementowała te pogłoski, ale w piątek potwierdziła, że ma problem z udem. W sobotę zaczęła mecz jednak bardzo zmobilizowana i wydawało się, że wróciła do dobrej dyspozycji. Hiszpanka z kolei, która dzień wcześniej wspominała o kłopotach z opanowaniem emocji, nadal nie radziła sobie z nerwami, w efekcie często notowała podwójne błędy serwisowe.

Przez pierwsze pół godziny kibice obejrzeli mało wymian – punkty zdobywano głównie za sprawą serwisu – udanego lub nie - oraz returnu. Gdy już dochodziło do dłuższych akcji, to na początku częściej rozstrzygała je na swoją korzyść czwarta rakieta świata, co cieszyło spragnioną niespodzianki publiczność. To wyżej notowana z zawodniczek jako pierwsza miała okazje na przełamanie – zmarnowała obie w czwartym gemie. Hiszpanka po chwili wykazała się lepszą skutecznością, a gdy utrzymała własne podanie, to prowadziła 4:2.

Wówczas za odrabianie strat zabrała się z powodzeniem Amerykanka. Gdy zapisała na swoim koncie trzy gemy z rzędu, to wydawało się, że opanowała sytuację. Muguruza jednak nie rezygnowała – drugiego „breaka” zaliczyła przy stanie 5:5, po chwili dwa razy wybroniła się przed stratą podania. 34-letnia Williams wymownie rozkładała ręce, sygnalizując, że nie wie, jak może przeciwstawić się młodszej o 12 lat przeciwniczce. Ta ostatnia wykorzystała trzecią piłkę setową, posyłając piłkę po prostej.

W drugiej partii obie zawodniczki początkowo nie były w stanie wygrywać gemów przy własnym serwisie. Pierwszej – przy stanie 2:1 – udało się to urodzonej w Wenezueli Hiszpance. Gdy Amerykanka zmniejszyła straty, jej sztab zerwał się z miejsc, bijąc jej brawo. Nie pomogło jej to jednak doprowadzić do wyrównania. Przy prowadzeniu 5:3 u Muguruzy znów dały o sobie znać nerwy. Liderka listy WTA z kolei z pełnym opanowaniem obroniła cztery piłki meczowe. Dla przeciwwagi kolejny gem potoczył się bardzo szybko – Hiszpanka nie straciła nawet punktu.

W ostatniej akcji posłała loba w okolice linii końcowej. Williams zrezygnowała z odbicia tej piłki, co okazało się bardzo kosztownym błędem. Jej rywalka początkowo nie wiedziała, że właśnie odniosła największy sukces w karierze. Dopiero po reakcji publiczności i bliskich oraz komunikacie sędziego zrozumiała, że mecz się zakończył i rozpoczęła celebrowanie triumfu. Jej rywalka porażkę przyjęła spokojnie, z uśmiechem pogratulowała zwyciężczyni. Spotkanie trwało godzinę i 43 minuty.

Muguruza triumfowała w Wielkim Szlemie po raz pierwszy w karierze, a w finale zagrała po raz drugi. Przed rokiem dotarła do decydującej rundy londyńskiego Wimbledonu, ale wówczas przegrała z... Williams. Tym razem okazała się lepsza od bardziej doświadczonej Amerykanki - po raz drugi w piątym pojedynku.

Wcześniej tylko jedna tenisistka z Półwyspu Iberyjskiego triumfowała w paryskiej imprezie. Była nią Arantxa Sanchez Vicario, która świętowała sukces trzykrotnie (1989, 1994, 1998).

Za zwycięstwo Muguruza otrzyma premię w wysokości 2 milionów euro. Jej rywalka dostanie czek na sumę o połowę mniejszą.

Dzięki wygranej Hiszpanka awansuje z czwartego na drugie miejsce światowego rankingu, zajmowane obecnie przez Agnieszkę Radwańską. Polka odpadła z turnieju w stolicy Francji w 1/8 finału, po porażce z Bułgarką Cwetaną Pironkową.

Williams przegrała finał French Open po raz pierwszy, a zagrała w nim wcześniej w 2002, 2013 i 2015 roku. Amerykanka wciąż potrzebuje jednego triumfu w Wielkim Szlemie, aby wyrównać rekord Niemki Steffi Graf, która po tytuł w najważniejszych turniejach sięgnęła 22 razy.