Dobra passa Murraya rozpoczęła się w połowie roku. Łącznie wygrał osiem turniejów, z czego najcenniejsze to wielkoszlemowy Wimbledon oraz zmagania olimpijskie w Rio de Janeiro. Szkot jako pierwszy tenisista w historii wywalczył dwa złote medale igrzysk w singlu.

Jesienią imponuje równą formą - wygrał cztery ostatnie imprezy, w których startował - w Pekinie, Szanghaju, Wiedniu i Paryżu. Docierając zaś do finału zmagań w stolicy Francji, zapewnił sobie - jako pierwszy Brytyjczyk w historii - miano pierwszej rakiety świata.

Do ATP World Tour Finals zakwalifikował się po raz dziewiąty z rzędu, ale raz zrezygnował z udziału w turnieju. W dwóch ostatnich edycjach odpadł w fazie grupowej. W poprzednim sezonie jednak skupiał się przede wszystkim na odbywającym się tydzień później finale Pucharu Davisa. Jego najlepszym wynikiem w tych zawodach jest półfinał, do którego dotarł trzykrotnie, ostatnio w 2012 roku.

Zdaniem ekspertów 29-letni gracz ma duże szanse, by nie tylko poprawić to osiągnięcie, ale i po raz pierwszy w karierze wygrać masters. On sam nie ukrywa swoich ambicji, choć stara się tonować oczekiwania.

"To był wspaniały rok i chcę go zakończyć najlepiej jak tylko mogę. Nie myślę zbyt wiele o tym, że zagram w tej imprezie jako nr 1 na świecie. Chcę po prostu korzystnie zaprezentować się w hali O2. Nie zawsze spisywałem się tu dobrze i chciałbym to zmienić" - zadeklarował.

W znacznie gorszym humorze przed rozpoczęciem rywalizacji w Londynie jest broniący tytułu Novak Djokovic. To właśnie Serb, który w ostatnich miesiącach przeżywa kryzys, został zepchnięty przez Murraya z fotela lidera listy ATP, na którym zasiadał nieprzerwanie od lipca 2014 roku.

Ostatni triumf w turnieju ATP zanotował trzy i pół miesiąca temu. Później zdołał jeszcze dotrzeć do finału wielkoszlemowego US Open, ale po drodze miał sporo szczęścia - kilku rywali skreczowało w meczu z nim lub oddało spotkanie walkowerem. Choć jego obecna forma stoi pod dużym znakiem zapytania, kibice zawodnika z Belgradu wierzą, że stać go na powrót na szczyt rankingu oraz na piąty z rzędu, a szósty w karierze triumf w kończącej sezon imprezie masters. Gdyby mu się to udało, zrównałby się w liczbie zwycięstw w klasyfikacji wszech czasów ze Szwajcarem Rogerem Federerem.

Murray w Grupie Johna McEnroe zmierzy się ze Szwajcarem Stanem Wawrinką (3.), Japończykiem Kei Nishikorim (5.) i Chorwatem Marinem Cilicem (7.). Djokovica z kolei w Grupie Ivana Lendla czekają mecze z Kanadyjczykiem Milosem Raonicem (4.), Francuzem Gaelem Monfilsem (6.) i Austriakiem Dominikiem Thiemem (8.). Dwaj ostatni zadebiutują w ATP World Tour Finals.

Thiem znalazł się w gronie uczestnistków zawodów korzystając z faktu, że wcześniej tegoroczne starty zakończył wyprzedzający go w rankingu "Race to London" Hiszpan Rafael Nadal.

Do półfinału awansuje po dwóch najlepszych zawodników z obu grup. Ta sama zasada obowiązuje w grze podwójnej. W masters deblistów w ostatnich latach pojawiali się Polacy, ale tym razem w Londynie nie wystąpi żaden z biało-czerwonych.

Impreza zakończy się 20 listopada. Zmagania toczyć się będą nie tylko o sukces sportowy, ale też imponujące premie. Pula nagród wynosi 7,5 mln dolarów.

Panie rywalizowały pod koniec października w Singapurze w turnieju WTA Finals, gdzie triumfowała Słowaczka Dominika Cibulkova. Broniąca tytułu Agnieszka Radwańska odpadła w półfinale.