Federer występem w Indian Wells po raz kolejny przypomniał, że mimo 35 lat i tego, iż ponad połowę poprzedniego sezonu stracił na walkę z problemami zdrowotnymi, wciąż należy do ścisłej światowej czołówki. W styczniu zwyciężył w wielkoszlemowym Australian Open, a jak zaznaczył po sukcesie w Kalifornii, nie miał żadnych konkretnych oczekiwań co do pierwszych trzech miesięcy tegorocznych startów.

"Mój sen wciąż trwa. Triumf w Melbourne i tutaj nie był częścią planu. Celem był tylko awans do +ósemki+ rankingu po Wimbledonie. Udało mi się to znacznie szybciej. Po Miami i turniejach za kortach ziemnych wyznaczę sobie nowe cele, skoro ta bajka już się zaczęła" - podkreślił zawodnik z Bazylei.

W niedzielę po raz 23. zmierzył się z Wawrinką i po raz 20. wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko. Był lepszy we wszystkich ich 15 meczach na kortach twardych.

"To najlepszy gracz wszech czasów. Wszystko jest u niego perfekcyjne. Wspaniale się porusza po korcie, ma świetne czucie piłki. Wszyscy już się przyzwyczailiśmy, że z nim przegrywamy" - podsumował Wawrinka.

Sukces Federera oklaskiwała z trybun jego rodzina - żona i dzieci.

"To dla mnie wspaniały początek sezonu. W ubiegłym roku nie wygrałem żadnej imprezy. Zwrot akcji jest ogromny, to cudowne uczucie" - zapewnił.

Dzięki tej wygranej zapewnił sobie awans na szóste miejsce w rankingu ATP. W dorobku ma łącznie 90 tytułów. W Indian Wells był najlepszy pięciokrotnie. Żaden inny tenisista nie może pochwalić się większą liczbą triumfów w tej imprezie, a tyle samo ma Serb Novak Djokovic.

Federer zwyciężył w niedzielę, mając 35 lat i siedem miesięcy. Został najstarszym triumfatorem kalifornijskich zawodów.

Wynik finału:
Roger Federer (Szwajcaria, 9) - Stan Wawrinka (Szwajcaria, 3) 6:4, 7:5