Zarówno Halep, jak i Pliskova miały za sobą niełatwe mecze na wcześniejszym etapie. Rumunka błyszczała w Paryżu od pierwszej rundy, ale w ćwierćfinale była o krok od pożegnania się z turniejem. Zaliczyła jednak imponujący powrót. Ukrainka Jelina Switolina prowadziła już 6:3, 5:1, ale wówczas nastąpiło odrodzenie finalistki sprzed trzech lat, która ostatecznie wygrała 3:6, 7:6 (8-6), 6:0. Czeszka z kolei rundę wcześniej potrzebowała trzech setów, by wyeliminować Paragwajkę Veronicę Cepede - 2:6, 6:3, 6:4.

Początek czwartkowego spotkania wskazywał, że Halep wróciła na właściwe tory po środowym dreszczowcu. Jedyne w pierwszej partii przełamanie zaliczyła przy stanie 1:1. W dziewiątym gemie zmarnowała dwie piłki setowe, ale w kolejnym już się poprawiła. W tej części meczu wyższa od niej o prawie 20 cm rywalka często wyrzucała piłkę na aut. Znacznie lepiej spisywała się w drugiej odsłonie i tym razem to ona popisała się jednym "breakiem". W decydującym secie dominowała już zawodniczka z Konstancy.

Miała ona dobrą skuteczność w akcjach po pierwszym podaniu. Zdobyła 71 procent punktów w tym wypadku. Pliskova tradycyjnie korzystała ze swojej broni - serwisu - posłała siedem asów. Czeszka miała też 45 uderzeń wygrywających, ale statystyki psuje 55 niewymuszonych błędów i cztery podwójne.

"To niesamowite uczucie. Jestem szczęśliwa. To był ekstremalnie trudny mecz - Karolina jest trzecią rakietą świata i bardzo wymagającą rywalką. Miło być tu ponownie w finale. Mam nadzieję, że tym razem zagram w nim lepiej. Po drugiej stronie będzie młoda tenisistka. Szykuje się interesujące spotkanie" - zaznaczyła Halep.

Z pięciu wcześniejszych pojedynków z Pliskovą wygrała cztery. Czwartkowa konfrontacja miała dodatkowe znaczenie - obie bowiem miały szansę zdetronizować liderkę rankingu WTA Niemkę polskiego pochodzenia Angelique Kerber. Czeszce wystarczyłby do tego sam awans do finału, w przypadku Rumunki konieczne jest jeszcze wygranie turnieju.

Rumunka, która czeka na pierwszy wielkoszlemowy triumf, po raz drugi zagra w finale turnieju tej rangi. Poprzednio do tego etapu dotarła trzy lata temu, również w Paryżu. Wówczas przegrała z Rosjanką Marią Szarapową 4:6, 7:6 (7-5), 4:6. W tym samym roku dotarła do półfinału Wimbledonu, a w kolejnym sezonie była w "czwórce" US Open.

Jej menedżerką od czasów juniorskich jest była rumuńska tenisistka Virginia Ruzici, która triumfowała na kortach im. Rolanda Garrosa w 1978 roku (w tej samej edycji wygrała w deblu, a w mikście dotarła do finału), a dwa lata później przegrała mecz o tytuł.

Rumunka brylowała tuż przed przyjazdem do Paryża - wygrała prestiżowy turniej w Madrycie, a w Rzymie i Stuttgarcie dotarła do finału. W decydującym spotkaniu w stolicy Włoch uszkodziła kostkę i szanse na występ we Francji oceniała na "pół na pół".

Pliskova po raz drugi w karierze, a pierwszy we French Open dotarła do najlepszej "czwórki" w Wielkim Szlemie. W poprzednim sezonie wystąpiła w finale US Open, w którym musiała uznać wyższość Kerber 3:6, 6:4, 4:6. W Paryżu nigdy wcześniej nie przeszła drugiej rundy.

Przed drugim z czwartkowych półfinałów odbyła się krótka uroczystość na cześć Any Ivanovic. Serbka, która pod koniec grudnia ogłosiła koniec kariery, jedyny tytuł wielkoszlemowy wywalczyła właśnie w Paryżu w 2008 roku.

Z głębi serca chciałam podziękować za tę sposobność. Mam wiele wspaniałych wspomnień związanych z tym turniejem - zawsze czułam się tu jak w domu. Kiedy wygrałam Roland Garros i zostałam liderką światowego rankingu, wiedziałam, że stworzyłam więź z tym turniejem. Teraz stoję tu bez rakiety w ręce....To zaszczyt mieć mały udział w historii tej imprezy - podkreśliła była już tenisistka.