Do tragicznego zdarzenia doszło 9 czerwca w Palm Beach Gardens. 37-letnia Williams wymusiła pierwszeństwo na skrzyżowaniu i doprowadziła do zderzenia z innym autem, którym podróżowało małżeństwo - 68-letnia Linda Barson i o 10 lat starszy Jerome. Oboje z urazami trafili do szpitala; po 13 dniach Jerome zmarł.

W poniedziałek rozstawiona z "10" Williams zainaugurowała swój 20. występ w Wimbledonie, pokonując Belgijkę Elise Mertens 7:6 (7-5), 6:4. Dziennikarze już na samym początku konferencji zapytali, jak się czuje po ostatnich trudnych dla niej tygodniach. Zawodniczka początkowo unikała odnoszenia się bezpośrednio do tematu wypadku i opowiadała tylko o odczuciach związanych z tenisem. Otworzyła się dopiero wtedy, gdy jeden z przedstawicieli mediów odniósł się do jej emocjonalnego wpisu dotyczącym sprawy na portalu społecznościowym i spytał, czy chciałaby jeszcze coś dodać w tym temacie.

Nie ma słów, które mogłyby oddać to, jak druzgoczące... zupełnie brak mi słów. Ja po prostu... - powiedziała doświadczona tenisistka i zaczęła płakać. Moderator zaapelował do dziennikarzy, by nie poruszali już więcej tego tematu. Spytał też Williams, czy potrzebuje chwili, by się uspokoić na zewnątrz. Amerykanka przystała na to i poprosiła, by po jej powrocie na salę skupić się na pytaniach o tenis.

Poza pięcioma sukcesami w Wimbledonie w singlu ma ona w dorobku również sześć tytułów wywalczonych w tej imprezie w deblu.

Dziennikarze nie skupili się podczas konferencji Williams wyłącznie na meczu lub wypadku. Musiała ona zmierzyć się też z pytaniem o... różowy biustonosz. Musiała go zmienić podczas przerwanego na chwilę z powodu deszczu spotkania z Mertens ze względu na obowiązującą zawodników na Wimbledonie zasadę białego ubioru.

Nie lubię rozmawiać o bieliźnie na konferencjach prasowych. To dziwaczne. Możecie o tym rozmawiać ze znajomymi, ja spasuję - zaznaczyła słynna zawodniczka z USA.