Po zaciętym, trwającym prawie godzinę pierwszym secie zwycięstwo w drugim przyszło Vandeweghe już łatwiej. W ostatnim gemie co prawda musiała bronić "break pointa" i zmarnowała w prosty sposób pierwszą piłkę meczową, ale przy kolejnej pomyliła się Pliskova.

Atutem Czeszki zazwyczaj jest serwis, ale w tegorocznym US Open nie błyszczała pod tym względem. W środę posłała zaledwie dwa asy. O trzy więcej miała jej ćwierćfinałowa rywalka.

Zawodniczki te zatrzymały w tym roku na Flushing Meadows obie znajdujące się w drabince Polki - Vandeweghe w trzeciej rundzie wyeliminowała rozstawioną z "10" Agnieszkę Radwańską, a Pliskova na otwarcie pokonała Magdę Linette.

Czeszka w 1/8 finału rozgromiła w 47 minut Amerykankę Jennifer Brady 6:1, 6:0, ale jej dwa wcześniejsze spotkania były trzysetowe, gdzie w trzeciej rundzie była o punkt od odpadnięcia.

Pliskova w ubiegłym roku dotarła w Nowym Jorku aż do finału, a sezon wcześniej odpadła w 1. rundzie. W połowie lipca została liderką światowego rankingu. By utrzymać pierwsze miejsce musiała jednak powtórzyć ubiegłoroczne osiągnięcie na Flushing Meadows. W związku z tym, że jej się to nie udało, to od poniedziałku na szczycie zestawienia zadebiutuje Garbine Muguruza. Hiszpanka, która obecnie jest trzecia na liście WTA, odpadła z US Open w 1/8 finału.

Trenująca pod okiem słynnego przed laty Australijczyka Pata Casha Vandeweghe powtórzyła swój największy sukces w Wielkim Szlemie. W styczniu dotarła do półfinału Australian Open, a w lipcu do ćwierćfinału Wimbledonu. W Nowym Jorku dotychczas najlepszym wynikiem tenisistki urodzonej w tym mieście była druga runda.

W "ósemce" kobiecego singla US Open po raz pierwszy od 15 lat znalazły się cztery reprezentantki gospodarzy. W 2002 roku było ich nawet pięć, w tym Venus Williams, która teraz jest już pewna - tak jak i Sloane Stephens - gry w półfinale. By po raz pierwszy od 1981 roku cała stawka na tym etapie zmagań składała się z Amerykanek, rozstawiona z "15" Madison Keys musi pokonać wracającą po przewlekłych problemach zdrowotnych Estonkę Kaię Kanepi (418. WTA).