Rozstawiony z "trójką" Federer w tym sezonie zwyciężył w Australian Open i Wimbledonie. W US Open triumfował pięć razy, ale dawno temu, w latach 2004–2008. Z del Potro przegrał w finale tej imprezy przed ośmioma laty. Później Szwajcar wygrał większość pojedynków z tym rywalem (16 z 21), ale w środę, kiedy stawką był półfinał, znów lepszy okazał się Argentyńczyk. Mecz trwał dwie godziny 50 minut.

Grałem w sposób, który nie był wystarczająco dobry, aby wygrać ten turniej. W tej sytuacji lepiej, że szansę zwycięstwa dostanie ktoś lepszy ode mnie - powiedział Federer, który poniósł pierwszą tegoroczną porażkę w turnieju cyklu Wielkiego Szlema (dotychczas miał bilans 18-0); nie grał we French Open.

To był mój najlepszy mecz w turnieju i mam nadzieję, że jestem w stanie powtórzyć sukces z 2009 roku, kiedy w półfinale wygrałem z Nadalem, a w finale z Federerem - stwierdził Argentyńczyk, który ma na koncie jeden triumf wielkoszlemowy. W niedalekiej przeszłości miał sporo problemów z kontuzjowanym nadgarstkiem, poddawał się kolejnym operacjom i groziło mu nawet zakończenie kariery.

Kilka godzin wcześniej Nadal gładko pokonał Rosjanina Andrieja Rublowa 6:1, 6:2, 6:2.

Kibice i eksperci liczyli na 38. bezpośredni pojedynek dwóch gwiazd kortów - Nadala z Federerem. Co ciekawe, nigdy wcześniej nie spotkali się na Flushing Meadows. Tym razem na "przeszkodzie" stanęła bardzo dobra forma del Potro i rozczarowująca postawa Szwajcara.

Oczywiście, że szkoda porażki, ale Juan Martin będzie miał większe szanse na pokonanie Rafy - dodał 36-letni Federer, który popełnił 41 niewymuszonych błędów.

Już we wtorek wyłonienie zostali dwaj półfinaliści - Hiszpan Pablo Carreno Busta (12.) zagra z Kevinem Andersonem (28.), który jest pierwszym od 2003 roku reprezentantem RPA w najlepszej czwórce tak prestiżowych zawodów.