Stephens była faworytką pierwszego w karierze pojedynku tych tenisistek i z tej roli wywiązała się w stu procentach.

Zawodniczki te dzieli przepaść. 20-letnia Fręch kilka tygodni temu dotarła do drugiej rundy (1/8 finału) turnieju WTA w Rabacie. Zanotowała tam pierwszy w karierze wygrany mecz w głównej drabince zawodów tego cyklu. 25-letnia Stephens wygrała sześć imprez, w tym tegoroczną edycję prestiżowych zawodów w Miami. Jednak największym jej sukcesem jest wrześniowy triumf w US Open. Wywalczenie przez nią tytułu wielkoszlemowego w Nowym Jorku było dużą niespodzianką - po operacji stopy i rehabilitacji wróciła do gry dopiero w lipcu, po prawie rocznej przerwie.

Łodzianka nie przestraszyła się znacznie wyżej notowanej rywalki i zaprezentowała w środowym meczu kilka efektownych zagrań. To było jednak za mało na dobrze dysponowaną Amerykankę.

Za podsumowanie tego meczu mogłyby posłużyć dwie wymiany z samego jego początku. W jednej Fręch posłała skrót, ale rywalka dobiegła do niego i odpowiedziała takim samym zagraniem, na tyle precyzyjnym, że Polka nie sięgnęła już piłki. W drugiej zaś podopieczna trenera Andrzeja Kobierskiego miała szansę na zakończenie akcji punktem, bo wydawało się, że rywalka jest pod ścianą. Zajmująca 136. miejsce w światowym rankingu tenisistka uderzyła mocno, ale trafiła dokładnie w nadstawioną przez Stephens rakietę.

Już w pierwszym gemie łodzianka musiała trzykrotnie bronić się przed przełamaniem, ale zrobiła to skutecznie. Później już lepiej pilnowała swojego serwisu, ale sama w żaden sposób nie była w stanie pokusić się o "breaka". W tej odsłonie Amerykanka przy swoim serwisie tylko raz straciła dwa punkty. Fręch, która zbyt często posyłała piłkę na aut, w tej partii jeszcze raz - przy stanie 4:2 dla przeciwniczki - straciła podanie.

Podobnie ułożył się drugi set. Polka co prawda posłała dwa asy, ale ponownie dwukrotnie dała się przełamać. Sama zaś w całym pojedynku nie miała ani jednego "break pointa".

Stephens - po 62 minutach gry - wykorzystała pierwszą piłkę meczową.

Był to pierwszy pojedynek tych zawodniczek. Fręch zanotowała 24 niewymuszone błędy, a jej rywalka 13.

Polka do głównej drabinki dostała się z eliminacji. W pierwszej rundzie pokonała Rosjankę Jekaterinę Aleksandrową 6:3, 3:6, 6:3. Wielkoszlemowy debiut zaliczyła niespełna pół roku temu w Australii. Wówczas także przedarła się przez kwalifikacje, a w zasadniczej części turnieju przegrała mecz otwarcia.

Za dotarcie do drugiej fazy rywalizacji w Paryżu otrzyma czek na 79 tysięcy euro. W kolejnym notowaniu rankingu WTA powinna zaś awansować w okolice 120. miejsca.

Najlepszym wynikiem Stephens we French Open jest 1/8 finału, gdzie dotarła w latach 2012-15. Poprzednią edycję opuściła z powodu wspomnianej kontuzji stopy. Za środowy występ pochwalił ją Patrick McEnroe.

"Dla waszej informacji - Sloane Stephens wygra ten turniej" - napisał na Twitterze były kapitan reprezentacji USA w Pucharze Davisa.

W singlowej stawce French Open z Polaków został już tylko Hubert Hurkacz. W czwartek w drugiej rundzie zmierzy się z rozstawionym z "trójką" Chorwatem Marinem Cilicem.

Wynik meczu 2. rundy gry pojedynczej kobiet:
Sloane Stephens (USA) - Magdalena Fręch (Polska) 6:2, 6:2