"Fantastique!" - tak zdjęcie włoskiego tenisisty podpisało "Corriere dello Sport" dodając, że Djokovica "rozłożył na łopatki".

"La Gazzetta dello Sport" na pierwszej stronie pisze: "Ale wyczyn na Roland Garros!". Grę "Cecka", jak nazywają rodacy niespodziewanego półfinalistę paryskiej imprezy, określa jako "rewelacyjną". Przypomina, że to pierwszy Włoch w półfinale French Open od 40 lat. Wtedy, w 1978 roku, był to 65-letni dziś Corrado Barazzutti, który uległ późniejszemu zwycięzcy turnieju słynnemu Szwedowi Bjoernowi Borgowi.

"Nareszcie przyszedł ktoś po mnie" - oświadczył w reakcji na sukces Cecchinato Barazzutti.

Największy sportowy dziennik przytacza słowa zajmującego dotychczas 72. miejsce w światowym rankingu Sycylijczyka o tym, że dałby wszystko, aby zagrać w finale z Rafaelem Nadalem. "To wyznanie najlepiej wskazuje, jak daleko chciałby dojść" - zauważa się.

Już teraz, dodaje gazeta, po awansie do półfinału mało dotychczas znany w świecie tenisista "przeszedł do historii". "Wygrała taktyka i odwaga" - podsumowuje jego styl sportowa gazeta i dodaje, że sukces świętuje teraz całe rodzinne miasto tenisisty - Palermo.

"Mówi się o nim wszędzie - w barach, w urzędach, w miejscach spotkań młodzieży" - podkreśla się w relacji z Sycylii.

Nie inaczej niż zagraniczni dziennikarze w Paryżu, również włoskie media zadają sobie pytanie, skąd wziął się Cecchinato, który w ćwierćfinale wyeliminował utytułowanego Djokovica.

"Paryska ziemia stała się dla niego złotem" - stwierdza "La Repubblica" na pierwszej stronie środowego wydania.

Rzymski dziennik dodaje, że to "zwyczajny chłopak i wielkoduszny altruista". Odnotowuje, że kiedy porównano go ze Szwajcarem Stanem Wawrinką, odpowiedział: "Wybaczcie, ale ja chciałbym tylko być sobą".

Największe gazety wyjaśniają, że Cecchinato poważnie zainteresował się tenisem dopiero, gdy miał 17 lat i zjeździł cały kraj w poszukiwaniu najlepszych trenerów i wartościowych partnerów, którzy pozwoliliby mu wrodzony talent zamienić na solidne sportowe rzemiosło. W Bolzano poznał starszego od siebie o dziewięć lat Andreasa Seppiego, uważanego za wschodzącą gwiazdę włoskiego tenisa. Jak zauważają komentatorzy, wydawało się, że pozostanie on dla Cecchinato niedoścignionym wzorem.

Ale tak było do kwietnia tego roku, gdy Sycylijczyk pokonał swego mistrza w turnieju w Budapeszcie. To jedyna impreza ATP, jaką wygrał.

Prasa podkreśla, że Cecchinato zazwyczaj stronił do tej pory od zawodów na najwyższym światowym poziomie, uważając, że do niego nie dorasta i pozostanie zawsze "średniakiem". Widział się już nawet w roli instruktora w jakimś niewielkim klubie, gdzie mógłby przekazywać swoją wiedzę niewiele młodszym od siebie zawodnikom.

"Turniej Roland Garros pokazał, że Cecchinato wyszedł z cienia i okazało się, że w niczym nie ustępuje najlepszym" - zaznaczają komentatorzy.

Przytaczają też osobliwą opinię zagranicznych ekspertów, którzy zaczynają podejrzewać, że... Włosi ukrywali jego istnienie, wiedząc że będzie on w pewnym momencie ich "cudowną bronią".

"La Stampa" tłumaczy najbardziej prawdopodobne przyczyny tego, dlaczego zdolny Sycylijczyk przez pewien czas wydawał się zagubiony w środowisku włoskiego tenisa. Latem 2016 roku, podejrzany o udział w nielegalnych zakładach, Cecchinato został zdyskwalifikowany na półtora roku i ukarany grzywną w wysokości 40 tysięcy euro. Zawieszenie zostało później skrócone do roku, a grzywna o połowę, po czym sportowy wymiar sprawiedliwości uznał, że zarzut stawiany młodemu tenisiście był bezpodstawny.

Pamiętają o tym niektórzy obserwatorzy i wyrażają opinię, że ten epizod stał się dla niego bodźcem do radykalnej zmiany podejścia do sportu i własnej kariery.

Wtedy też, w reakcji na doznaną niesprawiedliwość, jak pisze turyńska gazeta, narodził się jego fantastyczny backhand, którym tak zachwycili się w Paryżu sprawozdawcy największych światowych telewizji.

W czwartek o finał French Open Włoch powalczy z rozstawionym z "siódemką" Austriakiem Dominicem Thiemem.