Przypomnijmy, w pojedynku na szczycie polskiej Ekstraklasy, który odbył się w sobotę doszło do kontrowersyjnych sytuacji. W obu przypadkach interweniujący we własnym polu karnym obrońcy Legii dotykali piłki ręką. Sędzia Stefański w obu tych przypadkach uznał jednak, że zarówno Artur Jędrzejczyk i William Remy najpierw zatrzymywali piłkę zgodnie z przepisami, a dopiero później przypadkowo zagrywali ją ręką i dlatego nie podyktował żadnej "jedenastki".

Inną ocenę tej sytuacji ma Boniek. Prezes PZPN stwierdził, że za zagranie Jędrzejczyka Lechii należał się rzut karny. Szef polskiej piłki uważa, że Stefański w tym przypadku podjął błędną decyzję. Były reprezentant naszej kadry przeprosił trenera, piłkarzy i kibiców z drużyny z Gdańska za pomyłkę arbitra, ale dodał, że ona nie zdecydowała o wyniku meczu.

Co ciekawe z opinią sternika polskiego futbolu nie zgadza się przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN. Zbigniew Przesmycki uważa, że arbiter meczu Lechia-Legia w obu kontrowersyjnych sytuacjach nie pomylił się w swojej ocenie i wytłumaczył dlaczego.

Artur Jędrzejczyk w trakcie próby zablokowania strzału na bramkę dostał piłką w okolice talii na wysokości żeber. Futbolówka została więc zatrzymana ciałem zawodnika, a nie ręką. Jeżeli nawet poruszała się to już w kierunku środka boiska. Ręka miała kontakt z piłką później, a stało to się, powtórzę, po wcześniejszym legalnym zatrzymaniu piłki ciałem i w kontakcie tym nie było nic z rozmyślności. Co innego byłoby, gdyby piłka po uderzeniu w ciało dalej poruszała się w kierunku bramki i wtedy zatrzymana byłaby ręką. Wtedy byłoby to przewinienie. Daniel Stefański to bardzo dobrze wyszkolony sędzia. Obejrzał sytuację z kilku ujęć pokazanych mu przez sędziego asystenta wideo (VAR) i podjął dobrą decyzję. W drugiej sytuacji William Remy podjął próbę zablokowania lecącej w jego kierunku piłki nogą. Jego interwencja była nieprecyzyjna. Zagrana piłka nieznacznie tylko zmieniła kierunek i trafiła w jego tzw. podpierającą rękę. I właśnie fakt, że była to „podpierająca ręka” powoduje, że jej kontakt z piłką nie jest przewinieniem. Tu nie mam nic do dodania, tak należy rozstrzygać w podobnych sytuacjach, bez względu na to czy to nam się podoba, czy też nie - stwierdził w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" szef polskich sędziów.