Przyjazd mistrza kraju i wicelidera nie wzbudził w stolicy Wielkopolski większego zainteresowania, ale wpływ na niską frekwencję miała słaba postawa "Kolejorza" w ostatnich spotkaniach. W piątkowy wieczór na trybunach zasiadło zaledwie nieco ponad osiem tysięcy kibiców – najmniej w tym sezonie na poznańskim obiekcie.

Ci, którzy pojawili się na stadionie, przez pierwsze 45 minut mogli czuć się trochę rozczarowani. Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo, Lech nie miał pomysłu jak przebić się przez szczelną defensywę gliwiczan i ich akcje zwykle kończyły się przed linią pola karnego. Dośrodkowania rzadko trafiały do adresatów, a nieliczne strzały z dystansu blokowali piłkarze Piasta, bądź były bardzo niecelne.

Podopieczni Waldemara Fornalika, choć momentami oddawali inicjatywę gospodarzom, sprawiali wrażenie, że kontrolują spotkanie. Swoich szans szukali w kontratakach, ale także mogli liczyć na "prezenty" ze strony poznaniaków. W 13. minucie Karlo Muhar popełnił fatalny błąd, stracił piłkę przed swoim polem karnym i Piotr Parzyszek miał przed sobą tylko Mickey’a van der Harta. Napastnik Piasta był chyba zaskoczony, że znalazł się w tak doskonałej sytuacji, że uderzył wprost w Holendra.

Parzyszek miał jeszcze dwie okazje, ale najpierw minimalnie spóźnił się do podania Gerarda Badii, a potem z dystansu próbował pokonać bramkarza rywali, ale van der Hart naprawił swój wcześniejszy błąd.

Przed przerwą zarysowała się przewaga podopiecznych Dariusza Żurawia, ale wciąż w atakach lechitów brakowało konkretów, choć Kamil Jóźwiak i Tymoteusz Puchacz starali się znaleźć luki w obronie gości.

Do końca pierwszej połowy zostało zaledwie kilkanaście sekund, gdy na indywidualną akcję zdecydował się Pedro Tiba. Portugalczyk został lekko podcięty w polu karnym, a gliwiczanie nawet nie protestowali. Gytkjaer pewnie wykorzystał jedenastkę i sędzia Szymon Marciniak zaprosił piłkarzy do szatni.

Po zmianie stron Piast próbował bardziej zdecydowanie zaatakować bramkę gospodarzy. Trener Fornalik nie widząc jednak efektów, wzmocnił siłę ofensywną, wprowadzając drugiego napastnika Patryka Tuszyńskiego. Tymczasem gola zdobyli lechici - Wołodymyr Kostewycz idealnie dośrodkował na głowę Gytkjaera, a napastnik reprezentacji Danii zdobył 10. gola w tych rozgrywkach.

W tym momencie mistrzowie Polski postawili wszystko na jedną kartę i zaatakowali większą liczbą zawodników. To z kolei otworzyło szanse poznańskiej drużynie na wyprowadzanie kontrataków. Gytkjaer mógł "ustrzelić" hat-tricka po wyjątkowo efektownej akcji całego zespołu, ale mając przed sobą tylko Frantiska Placha strzelił nad poprzeczką. Bliski podwyższenia wyniku był również Jóźwiak, który z powodu kontuzji nie dokończył spotkania.

Goście z każda kolejna minutą tracili wiarę na uzyskanie korzystnego wyniku, z rzutu wolnego van der Harta próbował zaskoczyć Mikkel Kirkeskov, ale Holender był dobrze ustawiony.

Wynik ustalił Joao Amaral, który wykorzystał dokładne podanie Tiby i z bliska pokonał Placha. W końcówce Marciniak miał trochę pracy, bowiem doszło do przepychanek między zawodnikami obu drużyn. Skończyło się tylko na trzech żółtych kartkach.

Lech Poznań - Piast Gliwice 3:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Christian Gytkjaer (45+1-karny), 2:0 Christian Gytkjaer (56-głową), 3:0 Joao Amaral (90+1)
Żółta kartka - Lech Poznań: Robert Gumny, Joao Amaral. Piast Gliwice: Patryk Sokołowski, Bartosz Rymaniak, Mikkel Kirkeskov
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 8 241
Lech Poznań: Mickey van der Hart - Robert Gumny (66. Tomasz Dejewski), Lubomir Satka, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz - Kamil Jóźwiak (81. Tymoteusz Klupś), Karlo Muhar, Darko Jevtic, Pedro Tiba, Tymoteusz Puchacz (73. Joao Amaral) - Christian Gytkjaer
Piast Gliwice: Frantisek Plach - Bartosz Rymaniak, Piotr Malarczyk, Uros Korun, Mikkel Kirkeskov - Sebastian Milewski (77. Martin Konczkowski), Patryk Sokołowski, Tomasz Jodłowiec, Gerard Badia (54. Patryk Tuszyński) - Piotr Parzyszek (61. Dominik Steczyk), Jorge Felix