Do incydentu doszło kilka minut po pierwszym gwizdku sędziego na St. Andrew's. Sprawca wbiegł na boisko z sektora zajmowanego przez kibiców gospodarzy, podbiegł prosto do stojącego tyłem 23-letniego Graelisha i uderzył go pięścią w okolice policzka. Piłkarz upadł na murawę, a jego koledzy z drużyny Glenn Whelan i Tammy Abraham pomogli służbom porządkowym złapać mężczyznę. Według informacji BBC napastnik ze stadionu trafił prosto do aresztu.

Kapitan Aston Villi po chwili wstał o własnych siłach. Okazało się, że nie odniósł poważniejszych obrażeń i mógł grać dalej. Co więcej, w drugiej połowie zdobył bramkę, która przesądziła o zwycięstwie gości 1:0 w 36. kolejce Championship.

W futbolu jest rywalizacja, ale moim zdaniem na coś takiego nie ma miejsca. Starałem się po prostu wykonywać swoją pracę i chyba to właśnie zrobiłem. To najlepszy dzień w moim życiu. Przyjechałem tu po raz pierwszy jako kapitan Aston Villi i zdobyłem zwycięską bramkę. To spełnienie marzeń - powiedział Graelish na antenie Sky Sport.

W oficjalnym komunikacie Birmingham City stanowczo potępiło zachowanie kibica i obiecało, że nie będzie on miał już prawa wstępu na stadion St. Andrew's.

Poprzemy także ewentualne kary, jakie może nałożyć na niego wymiar sprawiedliwości. Na to, co się wydarzyło, nie ma miejsca w futbolu ani w ogóle w społeczeństwie - napisano.

Konsekwencje może wyciągnąć też operator rozgrywek English Football League (EFL). To sytuacja, w jakiej nigdy nie powinien znaleźć się żaden piłkarz - podkreślono.

Dzięki wygranej Aston Villa wyprzedziła lokalnego rywala w tabeli. Zajmuje dziewiąte miejsce z dorobkiem 51 punktów, a Birmingham City o jeden mniej. Liderem jest Norwich City - 72 pkt.