Majewski: Nie akceptuję pozycji numer dwa
Kulomiot Tomasz Majewski właśnie zaczął przygotowania do trzeciego sezonu w czołówce. "Pchanie zaczynamy dopiero w grudniu. Na razie jestem w Szczyrku, w górach ma mi wrócić kondycja. Potem przez cały miesiąc będę solidnie zasuwać w Spale" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" sportowiec.
- Amerykanie vs. Majewski na Pedros Cup
- Oddadzą złoty medal sprzed 6 lat. Za doping
- Majewski kontra Cantwell pojedynkiem roku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
MARTA MIKIEL: Dlaczego w 2010 roku zamierza się pan skupić na sezonie halowym? Na ogół lekkoatleci wyżej cenią sukcesy na otwartym stadionie.
TOMASZ MAJEWSKI: Dla mnie coraz ważniejsza staje się rywalizacja z Amerykanami. To ona mnie napędza, głównie dla niej trenuję. Na najwyższym szczeblu zmierzymy się w tym sezonie marcu, w halowych mistrzostwach świata w Dausze.
Tytuł najlepszego kulomiota Europy to żaden splendor?
Mniejszy. Liczą się rywale. Niemiec Ralf Bartels był co prawa trzeci na MŚ w Berlinie, ale ze znacznie słabszym wynikiem niż reszta podium, czyli Christian Cantwell i ja. Już dziś mogę założyć, że jeżeli nic złego mi się nie przytrafi, to latem w Barcelonie tym mistrzem Europy zostanę. Ale moje pojedynki z Amerykanami, najbardziej z Cantwellem, ale także z Reese'em Hoffą – to była ozdoba naszej konkurencji przez ostatnie dwa lata.
Chyba ciągle nie przeszła panu złość na Cantwella za to, w jaki sposób odebrał panu złoty medal w Berlinie?
To siedzi we mnie głęboko. Nie zostałem mistrzem świata, ale dzięki temu mam motywację, żeby starać się nim zostać. Taka sportowa złość daje solidnego kopa, żeby dalej próbować. Moja reakcja w Berlinie była może trochę przesadna. To dlatego, że ja tam miałem wygrać, tylko na to byłem nastawiony. Dopiero potem dotarło do mnie, że przegrałem tytuł po pięknym konkursie. Christiana tego dnia był lepszy, w przedostatniej próbie pchnął jak szalony. Ja mogę mieć do siebie pretensje tylko o to, że nie walczyłem do końca, w ostatniej chwili nie wyciągnąłem królika z rękawa. W głębi duszy na to liczyłem. Ale to już są moje rozliczenia z samym sobą. Wszyscy inni powinni się z tego wicemistrzostwa cieszyć.
Ma pan prawo do takich potknięć, przecież pozycję w światowej elicie zdobył pan niedawno. Przed Pekinem był tylko brąz halowych mistrzostw świata w Walencji.
Byłem w światowej czołówce, ale tej szerokiej. Na szczyt wdarłem się dopiero na igrzyskach, ale zostałem tam przez cały kolejny sezon. W pchnięciu kulą w czołówce jest stała rotacja. Mało komu udaje się utrzymać na szczycie przez wiele lat. Ja chcę to zrobić.
Złoty medal w Berlinie miał był pierwszym elementem tego planu?
Chciałem być pierwszym kulomiotem, który wygra igrzyska i mistrzostwa świata. To nie udało się jeszcze nikomu przez te 26 lat, od kiedy MŚ są rozgrywane. Myślę, że mam na to szansę.
Przed zawodami wyobraża pan sobie jakiś wymarzony wynik, czy wystarczy, że będzie pan lepszy do Cantwella?
Zawsze kiedy z nim wygrywam jestem szczęśliwy. A do liczb się specjalnie nie przywiązuję. Chciałbym pchnąć 22 metry, brakuje mi raptem pięciu centymetrów.
Nie wkurza pana, że ostatnie rekordy w pchnięciu kulą ustanawiali miotacze, u których potem wykrywano doping?
Te wyniki ciągle stoją w tabelach, bo akurat w tych zawodach nikt ich nie złapał za rękę. Ale to mnie nie frustruje. Kilka osób, które się znają na tym sporcie wie, że mój rekord życiowy jest w pierwszej piątce na świecie, jeśli liczyć wyniki osiągane na czysto.
A jaką odległość można uznać za „czysty” rekord świata?
Nawet rekord Randy'ego Barnesa – 23.12 – można pchnąć na czysto, ale w tej chwili byłby do tego zdolny tylko Cantwell. On jest silniejszym od nas wszystkich. Ja w życiu nie zbuduję takiej siły.
Czytaj dalej...








































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!