Dziennik Gazeta Prawana logo

Bezśnieżna Australia w gronie medalistów

26 lutego 2010, 18:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mimo śladowych ilości śniegu w ich ojczyźnie Australijczycy osiągnęli w Vancouver więcej niż niejeden kraj chłodnej strefy klimatycznej. Mają trzy medale: dwa złote i jeden srebrny. Z powodzeniem kontynuują marsz do czołówki krajów świata w sportach zimowych.

Australia miała medale w pięciu minionych zimowych igrzyskach, korzystając z prostego "patentu" - przekształcania utalentowanych sportowców dyscyplin letnich na specjalistów konkurencji zimowych. Żartobliwie można by powiedzieć, że wystarczy do letniej specjalności dodać wody, zamrozić ją i gotowe. W ten sposób gimnastycy szkoleni byli w narciarstwie, w stylu wolnym, w australijskiej specjalności - skokach akrobatycznych (aerial). Surferzy przekwalifikowywani byli na snowboardzistów, a z kolei kolarze szybko stawali się panczenistami.

Większość australijskich olimpijczyków dorastała na plażach, spędzając młodość na surfowaniu po oceanicznych falach lub ćwicząc na ciepłych plażach. Niemal do pełnoletniości nigdy nie widzieli śniegu i nart. Alisa Camplin, była gimnastyczka, zdobyła złoty medal ZIO 2002 r. w Salt Lake City w konkurencji aerial, a pośliznęła się i upadła, niszcząc swój bukiet kwiatów, gdy próbowała zjechać na nartach z ceremonii medalowej na obowiązkową konferencję prasową.

Nowa "polityka" w sportach zimowych zaczęła przynosić wymierne efekty w tabelach medalowych. Mimo że Australia uczestniczy w zimowych igrzyskach od 1952 r., do Lillehammer (1994) nie zdobyła żadnego medalu. A dziś ma w dorobku pięć złotych krążków tylko z trzech ostatnich igrzysk.

Australijskie metody zwróciły już uwagę konkurentów z innych krajów, bogatszych w zasoby ludzkie, w tym wielkie Chiny. Gdy Lydia Lassila wygrała konkurencję aerial w narciarstwie dowolnym w Vancouver na podium towarzyszyły jej dwie Chinki. Wynik skopiowania australijskiego modelu w znacznie większej skali.

Chwilę potem Lassila odbierała telefon z gratulacjami do premiera Australii Kevina Rudda i pozwoliła sobie poprosić o zwiększenie funduszy na budowę lepszych obiektów narciarskich w kraju. Przekonywała premiera, że ona i inni chcieliby więcej trenować w kraju, a nie spędzać poza nim dziewięć miesięcy w roku. Rząd buduje ośrodek treningowy dla sportów na lodzie i obiekt dla trenowania skoków narciarstwa dowolnego w jednej z niewielu australijskich stacji narciarskich. Ma też w planach zbudowanie halfpipe'u o międzynarodowym standardzie oraz kolejnego ośrodka treningowego, rampy do skoków do wody w tropikalnym Queenslandzie.

"Jest wiele spraw do zrobienia, byśmy mogli nadal konkurować z innymi. Myślę, że przeszliśmy spory dystans na drodze naszej zaradności, ale musimy zrobić jeszcze dodatkowy krok naprzód" - powiedział szef misji olimpijskiej Australii Ian Chesterman.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj