Dziennik Gazeta Prawana logo

Zaczarowana bramka uratowała Finlandię

29 maja 2010, 10:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
To był mecz debiutów - czterech polskich piłkarzy pierwszy raz wystąpiło w kadrze. Żaden nie zawiódł, choć wynik rozczarowuje. Polacy mieli bowiem wiele sytuacji strzeleckich, jednak albo powstrzymywał ich bramkarz, albo fatalnie pudłowali.

Zgodnie z przewidywaniami Franciszek Smuda wystawił w podstawowym składzie trzech debiutantów: bramkarza Przemysława Tytonia oraz pomocników Adriana Mierzejewskiego i Adama Matuszczyka. Obaj zagrali w środku drugiej linii i mieli konstruować ataki biało-czerwonych.

Angielski trener Finów Stuart Baxter też potraktował sobotni mecz eksperymentalnie. Już wcześniej kontuzje wyeliminowały kilku doświadczonych piłkarzy (Petri Pasanen, Alexei Eremenko jr), a na dodatek na ławce rezerwowych usiedli m.in. znani Mikael Forsell i Mika Vayrynen.

Mecz rozpoczął się od ataku Finów, który dość niespodziewanie mógł przynieść im gola. Po dośrodkowaniu gości w pole karne Grzegorz Wojtkowiak - próbując wybić piłkę - trafił w... słupek.

Chwilę potem prawie komplet kibiców na kieleckim stadionie po raz pierwszy mógł jednak bić brawo. Ładny strzał z dystansu oddał Łukasz Piszczek, ale fiński bramkarz Otto Fredrikson był na posterunku. Od tego momentu biało-czerwoni uzyskali wyraźną przewagę. Wiele akcji rozpoczynało się od Mierzejewskiego, który zagrywał z reguły na prawą stronę do Jakuba Błaszczykowskiego. Pomocnik Borussii Dortmund kilka razy próbował dośrodkować w pole karne, ale piłka padała z reguły łupem fińskich obrońców.

W sumie podopieczni Smudy, mimo wyraźnej przewagi, nie stworzyli w tej części żadnej naprawdę groźnej sytuacji. W końcówce pierwszej połowy kontuzji doznał Michał Żewłakow. Selekcjoner chciał jeszcze przed przerwą wprowadzić w jego miejsce Macieja Sadloka, ale Smudę uprzedził sędzia, który zakończył grę. Do zmiany doszło w 46. minucie.

Po przerwie napór biało-czerwonych był jeszcze większy, a akcje groźniejsze. Kibice nie zdążyli jeszcze usiąść na dobre na krzesełkach, gdy przed szansą stanął Ireneusz Jeleń. Napastnik Auxerre nie trafił jednak głową z około trzech metrów. W 64. minucie Błaszczykowski huknął z bliska w słupek, a chwilę później Jeleń znalazł się w sytuacji sam na sam (po świetnym podaniu Mierzejewskiego), lecz górą był Fredrikson.

Finowie ograniczali się do nielicznych kontrataków, które kończyły się przed polem karnym gospodarzy. Najmniej usatysfakcjonowany takim obrotem sprawy był chyba Przemysław Tytoń, który bardzo rzadko miał okazję przekonać do siebie selekcjonera. Tak naprawdę najwięcej problemów sprawiali mu... koledzy z drużyny. W pierwszej połowie wspomniany Wojtkowiak, a po przerwie bliski strzelenia samobójczego gola był rezerwowy Maciej Rybus.

W końcówce spotkania gospodarze znów uzyskali bardzo wyraźną przewagę. W 89. minucie fińskiego bramkarza jeszcze raz próbował pokonać Jeleń - oddał mocny strzał, ale ponownie górą był Fredrikson. Natomiast w ostatniej minucie doliczonego przez sędziego czasu gry świetnej okazji nie wykorzystał wprowadzony chwilę wcześniej kolejny debiutant - Artur Sobiech (bardzo niecelny strzał z kilku metrów).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj