We Francji mieszka od 40 lat. Gdy przyjeżdżał do tego kraju, był skromnym nastolatkiem, którego dobytek mieścił się w jednej niewielkiej walizce. Teraz Waldemar Kita ma miliony. Majątku dorobił się prowadząc firmę Corneal, będącej jednym z rynkowych potentatów w produkcji szkieł kontaktowych. Niedawno sprzedał ją za 180 mln euro i zaczął szukać nowych możliwości do inwestowania.

"Nantes próbowałem kupić już w 1998 roku. Wówczas pewien układ polityczny mnie upupił i nie pozwolił przejąć klubu. Teraz się udało. To wspaniale, bo będę częścią zespołu, który ma wielkie tradycje, tysiące wiernych kibiców i świetną szkółkę młodzieżową" - mówi DZIENNIKOWI Kita, zapowiadając przy okazji rewolucję w swoim klubie.

Co to oznacza? "Od piątku zakasuję rękawy i zaczynam ostrą pracę. Rozliczę piłkarzy, trenerów i lekarzy. Każdy kto zawiódł w poprzednich rozgrywkach, odejdzie" - tłumaczy biznesmen.

Na pytanie czy sprowadzi do Nantes jakiegoś Polaka, odpowiada: "Niby kogo? Zawodnicy z naszej ligi są za słabi, a z zagranicy za drodzy. Choć kto wie, może w przyszłym sezonie, po planowanym awansie do ekstraklasy, wysupłam trochę grosza i kupię Irka Jelenia. Ten chłopak bardzo mi się podoba, na pewno byłby sporym wzmocnieniem drużyny" - przyznaje.

Praca z Nantes nie będzie dla Kity pierwszym kontaktem z futbolem, albowiem w latach 1998-2001 był właścicielem szwajcarskiego Lausanne Sports. Dokonał tam sporego wyczynu. Z zespołu, który walczył o utrzymanie, zrobił wicemistrza kraju. "Futbol od lat był moim hobby" - przyznaje Kita. "Jak to z pasją bywa, nastręczała mi czasem trochę kłopotów. Na przykład wtedy, gdy latałem na mecze do Lozanny i zostawiałem małżonkę samą na weekend" - śmieje się biznesmen.

Niewykluczone, że jego kolejnym zakupem będzie Wisła Kraków. "Chciałem odkupić ten klub jakiś czas temu. Niestety, właściciel Białej Gwiazdy potraktował mnie niepoważnie. Zamiast osobiście pojawić się na rozmowach, wysłał jakichś prawników. Ale nie wykluczam, że gdy Bogusław Cupiał wreszcie zechce porozmawiać ze mną w cztery oczy, to ponowię ofertę. Biorę też pod uwagę możliwość kandydowania na prezesa PZPN. Mam doświadczenie w futbolu. Myślę, że mógłbym się przydać naszej piłce. Sęk w tym, że od dawna nikt się do mnie nie zgłosił. A szkoda" - podsumowuje milioner.