Lubinianie przyjechali do stolicy Wielkopolski po trzech porażkach z rzędu i bez czterech zawodników: Janusza Gancarczyka, Dominykasa Galkeviciuisa, Błażeja Telichowskiego oraz Macieja Małkowskiego, którzy w ubiegłym tygodniu zostali odsunięci od pierwszego zespołu. Szansę otrzymali inni, m.in. Ariel Famulski, który w debiucie w ekstraklasie zdobył gola.

Gospodarze już w dziewiątej minucie po strzale Bośniaka Semira Stilica mogli objąć prowadzenie, lecz piłka uderzyła w poprzeczkę. W myślę przysłowia "co się odwlecze, to..." lechici dopięli swego. Po dośrodkowaniu Bułgara Aleksandara Tonewa Rudniew głową nie dał szans Serbowi Bojanowi Isailovicowi.

Po zdobyciu bramki piłkarze Lecha spuścili z tonu. Grali nonszalancko, czasami wręcz "na stojąco", jakby chcieli oszczędzać siły przed... przerwą zimową. Tymczasem drużyna gości zaczęła coraz odważniej atakować. Najpierw nieśmiało na bramkę Jasmina Burica uderzył Damian Dąbrowski, a potem Łukasz Hanzel huknął z rzutu wolnego, ale w obu sytuacjach Bośniak był na posterunku.

Niewiele brakowało, by Grzegorz Wojtkowiak wyręczył piłkarzy Zagłębie, bowiem po jego niezbyt fortunnym wybiciu piłka poszybowała nad zdezorientowanym Buricem, ale i poprzeczką. Dwukrotnie groźnie, ale niecelnie strzelał Arkadiusz Woźniak.

Druga odsłona zaczęła się po myśli "Kolejorza". Wzorowo wyprowadzony kontratak zakończył precyzyjną główką Rudniew, ale słowa uznania należą się też Mateuszowi Możdżeniowi za idealne dośrodkowanie.

Radość Lecha trwała jednak krótko, bowiem już w kolejnej akcji w sytuacji sam na sam Buric sfaulował Hanzela, a Litwin Darvydas Sernas pewnie wykorzystał "11".

Prawdziwe emocje na kibiców czekały w ostatnich 10 minutach. Gdy po raz trzeci na listę strzelców wpisał się Rudniew, wydawało się, że gospodarze mogą już dopisać sobie trzy punkty. Tymczasem lubinianie znów błyskawicznie odpowiedzieli, a ładnym strzałem z dystansu popisał się Famulski. Ostatnie minuty były niezwykle nerwowe, a arbiter musiał przerwać spotkanie na dwie minuty, bowiem sympatycy gospodarzy odpalili race, a gęsty dym uniemożliwił grę.

W doliczonym przez sędziego doliczonym czasie gry lechici gubili się w obronie, a goście mieli znakomite okazje do wyrównania. Najlepszą zmarnował Sernas, który z pięciu metrów nieczysto trafił piłkę, która przeleciała obok słupka bramki Lecha.

Lech Poznań - KGHM Zagłębie Lubin 3:2 (1:0)
Bramki: 1:0 Artjom Rudniew (21-głową), 2:0 Artjom Rudniew (53-głową), 2:1 Darvydas Sernas (55-karny), 3:1 Artjom Rudniew (80), 3:2 Ariel Famulski (82).

Żółta kartka - Lech Poznań: Jasmin Buric. KGHM Zagłębie Lubin: Michal Hanek.

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów 9 150.

Lech Poznań: Jasmin Buric - Grzegorz Wojtkowiak, Marcin Kamiński, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Semir Stilic (70. Jakub Wilk), Mateusz Możdżeń (61. Rafał Murawski), Siergiej Kriwiec, Dimitrije Injac (42. Hubert Wołąkiewicz), Aleksander Tonew - Artjom Rudniew.

KGHM Zagłębie Lubin: Bojan Isailovic - Marcin Kowalczyk, Michal Hanek, Csaba Horvath, Costa Nhamoinesu - Arkadiusz Woźniak (77. Dawid Abwo), Patryk Rachwał (85. Mouhamadou Traore), Łukasz Hanzel, Damian Dąbrowski (63. Ariel Famulski), Szymon Pawłowski - Darvydas Sernas.