Islandczycy po sobotnim meczu w Marsylii (1:1) natychmiast odlecieli do bazy w Annecy w Alpach przy granicy szwajcarskiej, opuszczając nawet umówione wcześniej spotkanie z dziennikarzami w jednym z hoteli.

Media przyjęły to ze zrozumieniem i, jak podkreślił dziennik "Visir", nie byłoby to wskazane, ponieważ "wszędzie dookoła krzyczeli uradowani węgierscy kibice, wznosząc toasty za swoją drużynę. Wszyscy mieliśmy już tego dosyć".

Szkoleniowiec wyjaśnił, że w tym meczu piłkarze w niezrozumiały dla niego sposób pogubili głowy: "To nie była taka Islandia, jaka miała być: po uzyskaniu prowadzenia przestali walczyć o piłkę, aby grać z kontry i uparcie broniąc się, w końcu popełnili błąd. W ostatnich minutach zabrakło nam zimnej krwi i cynizmu, atrybutów, które pozwoliły nam wygrać eliminacje i zostaliśmy ukarani. Teraz jednak, po przeżuciu tego co się stało w Marsylii, zespół jest już gotowy na kolejny mecz".

W rozmowie ze szwedzkim dziennikiem "Aftonbladet" podkreślił, że "nie taki był plan. Uparte bronienie się na własnej połowie nie jest rozwiązaniem, lecz selekcjoner siedząc na ławce podczas meczu już niewiele może zrobić. Spotkanie z Austrią będzie definitywnie inne. Mamy dwa punkty, lecz w dalszym ciągu jesteśmy niepokonani i tak ma pozostać".

Gazeta skomentowała, że Islandia, aby myśleć o awansie do 1/8 finału, musi zdecydowanie wygrać ten mecz, lecz statystyka jest okrutna i opierając się na niej będzie to trudne zadanie - Lagerbaeck w swojej karierze szkoleniowca prowadząc Szwecję, Nigerię i teraz Islandię uczestniczył aż w siedmiu wielkich turniejach i rozegrał 23 mecze. Wygrał jednak tylko cztery, dziewięć razy przegrał i dziesięć zremisował.

Islandia, która jak na razie ma dwa punkty, rozegra swój ostatni mecz grupowy w środę w Paryżu z Austrią.