Mundial już za nami. Kolejny za cztery lata w Afryce. Jakie to były mistrzostwa? Nie rozbłysła żadna nowa gwiazda, za to zgasły dawne. Za cztery lata Ronaldo będzie stary, Ronaldinho jeszcze słabszy niż teraz, a Lampard co najwyżej znów przeciętny. Kto zagra zatem główną rolę? Wiele wskazuje na to, że ponownie największą gwiazdą zostanie Diego Maradona, efektowniejszy na trybunach niż inni na boisku. Było dość nudno, za to w ładnym opakowaniu.
Co nowego w taktyce?
Futbol to dziś bardziej Gattuso niż Ronaldinho - powiedział... reprezentant Włoch Gennaro Gattuso. I ma rację. Czasy, gdy Pele przemierzał boisko truchtem, pozdrawiając siedzącą na trybunach rodzinę, już dawno minęły. Teraz futbol jest połączeniem gry w piłkę ze sztukami walki. Piłkarz musi wiedzieć, jak uderzać na bramkę i jak w wątrobę rywala. W środku pola trwa bezlitosna walka na wyniszczenie. Na nic nie ma czasu, nawet na oddanie strzału z dystansu. Stąd takich goli jak na lekarstwo - żadnego nie strzelił Lampard, żadnego Totti, żadnego Ronaldinho, Riquelme czy Ballack. Poza tym taktyka bez zmian - jedenastu na jedenastu, chyba że sędziuje Iwanow.
Jak spisali się sędziowie?
Źle. Najbardziej skompromitował się Graham Poll, który jednemu Chorwatowi pokazał trzy żółte kartki. "Dzisiaj sędzia Poll ma urodziny, wyślij mu trzy kartki!" - ironizowały kilka dni później angielskie gazety. Żółta kartka najbardziej należała się sędziemu - tak szef FIFA Sepp Blatter skomentował pracę Rosjanina Walentina Iwanowa, który w meczu Portugalii z Holandią pokazał 4 czerwone i 16 żółtych kartek. Nie zabrakło też innych, mniej spektakularnych wpadek, łącznie z dyskretnym holowaniem Niemców (zwłaszcza w meczu z Argentyną). Pretensje miało pół świata - od Anglii po Ghanę.
Czy trenerzy mieli wpływ na grę?
Tak. Największy trener Argentyny Jose Pekerman, który postanowił nie wpuszczać na boisko najlepszych piłkarzy: Messiego, Saviolę Aimara... Potem wszystko wydarzyło się błyskawicznie - przegrał mecz i stracił pracę. Być może wróci do jeżdżenia taksówką, co już kiedyś robił i podobno wówczas zawsze osiągał cel. Ale były i przykłady pozytywne - Klinsmann swoimi zmianami wygrywał mecze, Lippi potrafił tak tasować zawodnikami w czasie gry, że odwracał losy spotkań, a Scolari był najlepszym motywatorem. Czyli jak zawsze - dobry trener pomagał, a zły przeszkadzał. Tylko Polska wyjątkowo zlekceważyła rywali, bo przyjechała na mundial w ogóle bez szkoleniowca (za to z kucharzem).
Kto najgorzej strzelał na bramkę?
Nie, wcale nie Polacy - Szwajcarzy! Odpadli z turnieju, mimo że jako jedyna drużyna nie stracili ani jednego gola. Za to skompromitowali się w rzutach karnych z Ukrainą. Niemiecki "Bild" zamieścił zdjęcie tych, którzy nie trafili w bramkę (a nie trafił nikt) i napisał: "Wilhelm Tell trafiał z sześćdziesięciu metrów w jabłko, a ci nieudacznicy nie potrafili z jedenastu w bramkę".
Kto był najbardziej wyśmiewanym uczestnikiem mundialu?
Crouch i Ronaldo czyli współcześni Flip i Flap. Pierwszy jest chudy i niezdarny, a drugi gruby i rozlazły. O pierwszym pisano: "W świecie inżynierów mówi się: jeśli coś wygląda dobrze, to jest dobre. Crouch nie wygląda dobrze, raczej jak żyrafa po zawale, z namalowanym numerem na grzbiecie". Natomiast Ronaldo dostał nowy przydomek - McDonaldo. Jego sobowtór w niemieckiej telewizji musiał doczepiać sobie worek z piaskiem, bo - choć na co dzień rusza się mało - był za szczupły.
Kto na mistrzostwach najwięcej zarobił?
FIFA, bukmacherzy, koniki, niemieccy handlarze, piłkarze Ukrainy i... Kamil Kosowski. FIFA - wiadomo - kilkaset milionów euro. Bukmacherzy obłowili się na odpadnięciu Brazylii - w ich sejfach zostały pieniądze postawione na to, że "Canarinhos" zostaną mistrzami świata (było tak dużo zakładów, że płacono za to ledwie 1,35 do 1, podczas gdy za Włochów lub Francuzów 16 do 1). Dużo przegrali angielscy fani, bo przed meczem z Portugalią postawili łącznie kilkadziesiąt milionów funtów na to, że ich zespół wygra. Koniki sprzedawały bilety nawet po 2 tys. euro, a handlarze parówki za 20 złotych. Z kolei reprezentanci Ukrainy za awans do ćwierćfinału zarobili 6,5 mln euro. Kosowski? Złapał dwa szczupaki, na wiecznym bezrobociu dobre i to.
Jaka przyszłość czeka mistrzostwa świata?
Sepp Blatter, prezydent FIFA, chce zwiększać bramki, zmniejszać liczbę zawodników i zmieniać przepisy. Zapomniał biedak, że zmienić to może co najwyżej fryzurę (choć i tu ogranicza go natura), a bramki zmniejszyć jedynie te wejściowe na stadiony (choć tu ogranicza go straż pożarna). Wszystko zostanie po staremu. Jedyne, co się zmieni, to fakt, że szybko możemy nie zobaczyć Pucharu Świata w rękach Europejczyków. Następne mundiale odbędą się w RPA (z pewnością Afrykanie mocno zaatakują, a przed ich atakiem obronią się tylko Latynosi) i Brazylii (murowany tytuł dla gospodarzy). Łatwo obliczyć, że w ciągu najbliższych ośmiu lat reprezentacja Polski rozegra co najwyżej sześć meczów w mistrzostwach. Taka świecka tradycja narodziła się nam w mistrzostwach.
Kto mówił, że polscy kibice to hołota?
Dziś nikt się nie przyznaje. Okazało się, że jedyni ludzie, którzy mogą zrobić naszemu krajowi dobrą reklamę, to właśnie nasi fani. Zauważono tylko trzech kibiców, którzy nie śpiewali i ujawniono ich dane osobowe - Sebastian Mila, Piotr Giza, Seweryn Gancarczyk. Wstyd, panowie!
Jak wypadła Polska?
Szybko.
Jaki napis powinniśmy mieć na autokarze za cztery lata?
Jesteśmy tu tylko przejazdem.
Futbol to dziś bardziej Gattuso niż Ronaldinho - powiedział... reprezentant Włoch Gennaro Gattuso. I ma rację. Czasy, gdy Pele przemierzał boisko truchtem, pozdrawiając siedzącą na trybunach rodzinę, już dawno minęły. Teraz futbol jest połączeniem gry w piłkę ze sztukami walki. Piłkarz musi wiedzieć, jak uderzać na bramkę i jak w wątrobę rywala. W środku pola trwa bezlitosna walka na wyniszczenie. Na nic nie ma czasu, nawet na oddanie strzału z dystansu. Stąd takich goli jak na lekarstwo - żadnego nie strzelił Lampard, żadnego Totti, żadnego Ronaldinho, Riquelme czy Ballack. Poza tym taktyka bez zmian - jedenastu na jedenastu, chyba że sędziuje Iwanow.
Jak spisali się sędziowie?
Źle. Najbardziej skompromitował się Graham Poll, który jednemu Chorwatowi pokazał trzy żółte kartki. "Dzisiaj sędzia Poll ma urodziny, wyślij mu trzy kartki!" - ironizowały kilka dni później angielskie gazety. Żółta kartka najbardziej należała się sędziemu - tak szef FIFA Sepp Blatter skomentował pracę Rosjanina Walentina Iwanowa, który w meczu Portugalii z Holandią pokazał 4 czerwone i 16 żółtych kartek. Nie zabrakło też innych, mniej spektakularnych wpadek, łącznie z dyskretnym holowaniem Niemców (zwłaszcza w meczu z Argentyną). Pretensje miało pół świata - od Anglii po Ghanę.
Czy trenerzy mieli wpływ na grę?
Tak. Największy trener Argentyny Jose Pekerman, który postanowił nie wpuszczać na boisko najlepszych piłkarzy: Messiego, Saviolę Aimara... Potem wszystko wydarzyło się błyskawicznie - przegrał mecz i stracił pracę. Być może wróci do jeżdżenia taksówką, co już kiedyś robił i podobno wówczas zawsze osiągał cel. Ale były i przykłady pozytywne - Klinsmann swoimi zmianami wygrywał mecze, Lippi potrafił tak tasować zawodnikami w czasie gry, że odwracał losy spotkań, a Scolari był najlepszym motywatorem. Czyli jak zawsze - dobry trener pomagał, a zły przeszkadzał. Tylko Polska wyjątkowo zlekceważyła rywali, bo przyjechała na mundial w ogóle bez szkoleniowca (za to z kucharzem).
Kto najgorzej strzelał na bramkę?
Nie, wcale nie Polacy - Szwajcarzy! Odpadli z turnieju, mimo że jako jedyna drużyna nie stracili ani jednego gola. Za to skompromitowali się w rzutach karnych z Ukrainą. Niemiecki "Bild" zamieścił zdjęcie tych, którzy nie trafili w bramkę (a nie trafił nikt) i napisał: "Wilhelm Tell trafiał z sześćdziesięciu metrów w jabłko, a ci nieudacznicy nie potrafili z jedenastu w bramkę".
Kto był najbardziej wyśmiewanym uczestnikiem mundialu?
Crouch i Ronaldo czyli współcześni Flip i Flap. Pierwszy jest chudy i niezdarny, a drugi gruby i rozlazły. O pierwszym pisano: "W świecie inżynierów mówi się: jeśli coś wygląda dobrze, to jest dobre. Crouch nie wygląda dobrze, raczej jak żyrafa po zawale, z namalowanym numerem na grzbiecie". Natomiast Ronaldo dostał nowy przydomek - McDonaldo. Jego sobowtór w niemieckiej telewizji musiał doczepiać sobie worek z piaskiem, bo - choć na co dzień rusza się mało - był za szczupły.
Kto na mistrzostwach najwięcej zarobił?
FIFA, bukmacherzy, koniki, niemieccy handlarze, piłkarze Ukrainy i... Kamil Kosowski. FIFA - wiadomo - kilkaset milionów euro. Bukmacherzy obłowili się na odpadnięciu Brazylii - w ich sejfach zostały pieniądze postawione na to, że "Canarinhos" zostaną mistrzami świata (było tak dużo zakładów, że płacono za to ledwie 1,35 do 1, podczas gdy za Włochów lub Francuzów 16 do 1). Dużo przegrali angielscy fani, bo przed meczem z Portugalią postawili łącznie kilkadziesiąt milionów funtów na to, że ich zespół wygra. Koniki sprzedawały bilety nawet po 2 tys. euro, a handlarze parówki za 20 złotych. Z kolei reprezentanci Ukrainy za awans do ćwierćfinału zarobili 6,5 mln euro. Kosowski? Złapał dwa szczupaki, na wiecznym bezrobociu dobre i to.
Jaka przyszłość czeka mistrzostwa świata?
Sepp Blatter, prezydent FIFA, chce zwiększać bramki, zmniejszać liczbę zawodników i zmieniać przepisy. Zapomniał biedak, że zmienić to może co najwyżej fryzurę (choć i tu ogranicza go natura), a bramki zmniejszyć jedynie te wejściowe na stadiony (choć tu ogranicza go straż pożarna). Wszystko zostanie po staremu. Jedyne, co się zmieni, to fakt, że szybko możemy nie zobaczyć Pucharu Świata w rękach Europejczyków. Następne mundiale odbędą się w RPA (z pewnością Afrykanie mocno zaatakują, a przed ich atakiem obronią się tylko Latynosi) i Brazylii (murowany tytuł dla gospodarzy). Łatwo obliczyć, że w ciągu najbliższych ośmiu lat reprezentacja Polski rozegra co najwyżej sześć meczów w mistrzostwach. Taka świecka tradycja narodziła się nam w mistrzostwach.
Kto mówił, że polscy kibice to hołota?
Dziś nikt się nie przyznaje. Okazało się, że jedyni ludzie, którzy mogą zrobić naszemu krajowi dobrą reklamę, to właśnie nasi fani. Zauważono tylko trzech kibiców, którzy nie śpiewali i ujawniono ich dane osobowe - Sebastian Mila, Piotr Giza, Seweryn Gancarczyk. Wstyd, panowie!
Jak wypadła Polska?
Szybko.
Jaki napis powinniśmy mieć na autokarze za cztery lata?
Jesteśmy tu tylko przejazdem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|