Oskarżony o kupowanie meczów trener drugoligowego Górnika Polkowice wyszedł wczoraj z aresztu. Zdecydował się na współpracę z prokuraturą i - jak mówi - nie żałuje. "Tym posunięciem uratowałem swoją rodzinę" - mówi Mirosław D. DZIENNIKOWI.
Śledczy postawili trenerowi wiele zarzutów. Chodzi m.in. o łapówki - w zamian za nie Mirosław D. zapewniał swej drużynie zwycięstwa. Po
wyjściu z prokuratury powiedział, że nad współpracą z wymiarem sprawiedliwości zastanawiał się miesiąc.
"To dopiero początek. Trafi tutaj jakieś 400 osób" - zapowiada w rozmowie z DZIENNIKIEM Mirosław D. "Przecież jeśli zawodnicy zrzucali się na łapówkę, to dawali wszyscy. Cała jedenastka. Proszę więc wyobrazić sobie skalę zjawiska" - mówi trener, który za wolność musiał zapłacić 40 tys. zł poręczenia.
"To dopiero początek. Trafi tutaj jakieś 400 osób" - zapowiada w rozmowie z DZIENNIKIEM Mirosław D. "Przecież jeśli zawodnicy zrzucali się na łapówkę, to dawali wszyscy. Cała jedenastka. Proszę więc wyobrazić sobie skalę zjawiska" - mówi trener, który za wolność musiał zapłacić 40 tys. zł poręczenia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|