"Jestem wściekły, bo zabiera mi się współpracownika, którego bardzo ceniłem" - tak Leo Beenhakker skomentował odsunięcie od kadry Andrzeja Dawidziuka. "Pan Engel zadzwonił do mnie w piątek jako szef wyszkolenia" - opowiada Dawidziuk. "Powiedział mi, że w kadrze może być tylko jeden człowiek od trenowania bramkarzy. Zatem to nie Beenhakker podjął taką decyzję. On był jej przeciwny" - dodaje.
Paradoksem jest to, że Dawidziuk miał nie tak dawno oferty ze szkockiego Hearts of Midlothian i Zagłębia Lubin. Odrzucił je, bo jak stwierdził, uważa się za idealistę i praca z kadrą jest dla niego najważniejsza. No to się napracował.
Beenhakker ma szczerze dość tej szopki. Ciąga się go do Sejmu, przestał decydować o personaliach, a piłkarzy ma takich samych jak w Trynidadzie i Tobago, gdzie poprzednio był zatrudniony. Sukcesu z nimi nie odniesie, a tylko rozmieni swoją sławę na drobne.
Można mieć pewność, że Engel na tym nie poprzestanie i że na Dawidziuku zwolnienia się nie skończą. Wiceprezes PZPN rozgrywa bowiem swoją partię szachów. Pierwsza figura została zbita. Kto będzie następny?