"Całe moje życie to wielka partia szachów. A praca w Polsce jest jedną z najtrudniejszych, jakie rozgrywałem" - mówi DZIENNIKOWI trener reprezentacji Leo Beenhakker. W sobotę piłkarzy czeka kolejny mecz eliminacji do mistrzostw Europy - z Kazachstanem.
Takich kłopotów jeszcze pan chyba nie miał w swojej karierze. Rzadko zdarza się, żeby selekcjoner nie miał do dyspozycji aż tylu podstawowych zawodników.
Lista jest długa: Michał Żewłakow, Ireneusz Jeleń, Jacek Krzynówek, Mirosław Szymkowiak, a teraz Arkadiusz Głowacki i Mariusz Jop.
Rzeczywiście kontuzji jest sporo, ale nie zamierzam się żalić. Spośród czterech rezerwowych dwóch, Piotr Giza i Krzysztof Łągiewka, otrzymało już powołania. Łągiewka przyleci dopiero w dziś rano. Długo nie wiedzieliśmy, czy znajdziemy dla niego dobre połączenie z rosyjskiej Samary. Ustaliliśmy, że jeśli nie będzie mógł dołączyć do nas w środę, to lepiej, by nie przylatywał do Niemiec, tylko od razu do Kazachstanu. Cały czas chodzi mi o to, by budować tu odpowiednią atmosferę, dzięki której tworzy się prawdziwa drużyna. Dlatego obecność Krzysztofa jest tak ważna.
Tych treningów nie ma wcale tak dużo. Poniedziakowe i wtorkowe nie odbywały się w pełnym składzie.
To kolejny problem. Poważną pracę mogliśmy zacząć dopiero we wtorek. W poniedziałek nie miałem jeszcze wszystkich graczy do dyspozycji, bo kilku było w drodze. Ośmiu zawodników, którym dałem wolne na wtorkowym porannym treningu, przez ostatni tydzień rozegrało po trzy mecze. Dlatego musieliśmy zindywidualizować zajęcia na początku zgrupowania.
Wie pan coś o Kazachstanie?
Wiemy wszystko, czego potrzebujemy, mamy nagrane mecze z Belgią i Azerbejdżanem. Ale naszym największym problemem nie jest gra Kazachstanu. Najważniejsza jest forma naszej drużyny. Piłkarze są tylko ludźmi, którym może przytrafić się gorszy dzień. Zdarzył się nam wypadek w meczu z Finlandią, ale to się przecież przytrafia się nawet najlepszym. Spójrzmy na Bayern Monachium, który wygrał w Mediolanie z Interem, a kilka dni później przegrał Wolfsburgiem. Pokazaliśmy, na co nas stać w meczu z Serbią, zwłaszcza w pierwszej połowie. Teraz trzeba zrobić wszystko, by na takim poziomie grać zawsze. Jestem pewien, że to możliwe. Wierzę w mój zespół, mam zaufanie do trenujących tu chłopaków. Oni na pewno na nie zasługują.
Zna pan osobiście holenderskiego trenera piłkarzy Kazachstanu Arno Pijpersa?
Oczywiście, prowadził akademię młodzieżową w Feyenoordzie Rotterdam, gdy ja byłem tam trenerem pierwszej drużyny. A co do Kazachstanu, to znamy jego wszystkie słabe i silne strony tej drużyny. Wiem, że zawodnik z numerem siódmym jest bardzo szybki, a dziesiątka próbuje rozgrywać piłkę. Wiem, że boczni obrońcy są zbyt wolni i zostawiają przeciwnikom dużo miejsca. Ale wolę myśleć o naszej grze. By wykorzystać słabość obrońców, musimy znaleźć się blisko pola karnego rywali. Będziemy mieć na to większe szanse, jeśli przez 70 minut to my będziemy mieli piłkę, a rywale tylko przez pozostałe dwadzieścia. Musimy więc grać po swojemu i nie skupiać się za bardzo na rywalach. Mogę przecież przygotować kompletne dossier jakiegoś kazachskiego obrońcy, ustalić, jak ma na imię jego żona, a jak pies, ale Maćkowi Żurawskiemu i tak te wszystkie informacje nic nie pomogą, jeśli pomocnicy nie podadzą mu dobrze piłki. Skoncentrujmy się więc na sobie.
Przed hotelem w Muehlheim znajduje się wielka szachownica. Poustawiał pan już na niej swoje figury?
Jeśli macie na myśli skład, to jedenastka ukształtuje się podczas zgrupowania w Niemczech. A co do szachów to bardzo lubię tę grę. Całe moje życie to wielka partia. Praca w Polsce jest jedną z najtrudniejszych, jakie rozgrywałem.
Rzeczywiście kontuzji jest sporo, ale nie zamierzam się żalić. Spośród czterech rezerwowych dwóch, Piotr Giza i Krzysztof Łągiewka, otrzymało już powołania. Łągiewka przyleci dopiero w dziś rano. Długo nie wiedzieliśmy, czy znajdziemy dla niego dobre połączenie z rosyjskiej Samary. Ustaliliśmy, że jeśli nie będzie mógł dołączyć do nas w środę, to lepiej, by nie przylatywał do Niemiec, tylko od razu do Kazachstanu. Cały czas chodzi mi o to, by budować tu odpowiednią atmosferę, dzięki której tworzy się prawdziwa drużyna. Dlatego obecność Krzysztofa jest tak ważna.
Tych treningów nie ma wcale tak dużo. Poniedziakowe i wtorkowe nie odbywały się w pełnym składzie.
To kolejny problem. Poważną pracę mogliśmy zacząć dopiero we wtorek. W poniedziałek nie miałem jeszcze wszystkich graczy do dyspozycji, bo kilku było w drodze. Ośmiu zawodników, którym dałem wolne na wtorkowym porannym treningu, przez ostatni tydzień rozegrało po trzy mecze. Dlatego musieliśmy zindywidualizować zajęcia na początku zgrupowania.
Wie pan coś o Kazachstanie?
Wiemy wszystko, czego potrzebujemy, mamy nagrane mecze z Belgią i Azerbejdżanem. Ale naszym największym problemem nie jest gra Kazachstanu. Najważniejsza jest forma naszej drużyny. Piłkarze są tylko ludźmi, którym może przytrafić się gorszy dzień. Zdarzył się nam wypadek w meczu z Finlandią, ale to się przecież przytrafia się nawet najlepszym. Spójrzmy na Bayern Monachium, który wygrał w Mediolanie z Interem, a kilka dni później przegrał Wolfsburgiem. Pokazaliśmy, na co nas stać w meczu z Serbią, zwłaszcza w pierwszej połowie. Teraz trzeba zrobić wszystko, by na takim poziomie grać zawsze. Jestem pewien, że to możliwe. Wierzę w mój zespół, mam zaufanie do trenujących tu chłopaków. Oni na pewno na nie zasługują.
Zna pan osobiście holenderskiego trenera piłkarzy Kazachstanu Arno Pijpersa?
Oczywiście, prowadził akademię młodzieżową w Feyenoordzie Rotterdam, gdy ja byłem tam trenerem pierwszej drużyny. A co do Kazachstanu, to znamy jego wszystkie słabe i silne strony tej drużyny. Wiem, że zawodnik z numerem siódmym jest bardzo szybki, a dziesiątka próbuje rozgrywać piłkę. Wiem, że boczni obrońcy są zbyt wolni i zostawiają przeciwnikom dużo miejsca. Ale wolę myśleć o naszej grze. By wykorzystać słabość obrońców, musimy znaleźć się blisko pola karnego rywali. Będziemy mieć na to większe szanse, jeśli przez 70 minut to my będziemy mieli piłkę, a rywale tylko przez pozostałe dwadzieścia. Musimy więc grać po swojemu i nie skupiać się za bardzo na rywalach. Mogę przecież przygotować kompletne dossier jakiegoś kazachskiego obrońcy, ustalić, jak ma na imię jego żona, a jak pies, ale Maćkowi Żurawskiemu i tak te wszystkie informacje nic nie pomogą, jeśli pomocnicy nie podadzą mu dobrze piłki. Skoncentrujmy się więc na sobie.
Przed hotelem w Muehlheim znajduje się wielka szachownica. Poustawiał pan już na niej swoje figury?
Jeśli macie na myśli skład, to jedenastka ukształtuje się podczas zgrupowania w Niemczech. A co do szachów to bardzo lubię tę grę. Całe moje życie to wielka partia. Praca w Polsce jest jedną z najtrudniejszych, jakie rozgrywałem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|