Wczoraj w jednej z ukraińskich gazet ukazał się wywiad z czołowym piłkarzem tego kraju - Rebrowem, który mówi m.in. o Euro 2012. "Właściciel klubu Hrihorij Surkis zdradził, że
mamy wielkie szanse na organizację Euro. Jeśli on tak twierdzi, to ja mu wierzę, bo zawsze gdy mówi coś z taką pewnością, to jest to realne" - zapewnił Rebrow, były piłkarz m.in.
Tottenhamu, West Hamu i Fenerbahce.
Wychodzi na to, że afery związane z PZPN nie zaszkodziły wspólnej ofercie Polski i Ukrainy. Stało się tak z jednego powodu - nasi rywale do organizacji Euro 2012 mają jeszcze większe
problemy. We Włoszech afera korupcyjna zatacza coraz większe kręgi. Zamieszane w nią są wielkie kluby - nie tylko Juventus, Milan, ale i Inter. Nie podoba się to UEFA, bo odbija się negatywnie
na wizerunku Ligi Mistrzów.
Z kolei kandydaturze Chorwacji i Węgier zaszkodził kryzys polityczny na Węgrzech. Podczas wizyty delegacji UEFA w Budapeszcie pod oknami hotelu, w którym Węgrzy przedstawiali swoją
kandydaturę, zebrało się 300 kibiców różnych klubów. Protestowali przeciwko organizacji Euro 2012 w ich kraju. Takie wydarzenie nie miało miejsca w żadnym innym kraju–kandydacie.
Węgierscy kibice, zamiast Euro, chcą naprawy piłki w ich kraju, która osiągnęła dno. Ich zdaniem winę za to ponoszą działacze i rząd.
"Jeśli premier Węgier oszukuje swoich rodaków, to może także oszukać UEFA" - zaatakował rywala Surkis. Wiedział co robi. Incydent z kibicami może mieć duże znaczenie.
Przy organizacji Euro, UEFA zwraca szczególną uwagę na trzy rzeczy – gwarancje rządu, zaangażowanie miejscowego biznesu i poparcie społeczne. Polska z Ukrainą spełnia te warunki.
Prezydenci i premierzy obu krajów są zaangażowani w walkę o Euro, wielki biznes reprezentują Ukraińcy Surkis i Rinat Ahmetow oraz nasza TP SA. Także społeczeństwa Polski i Ukrainy chcą
organizacji Euro. Według PENTORA popiera ją 67 proc. Polaków. U naszych sąsiadów poparcie sięga aż 85 proc.