Dziennik Gazeta Prawana logo

Małysz: Dochodzę do formy sprzed lat

12 października 2007, 13:46
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Obaj lubimy samochody i szybką jazdę. Kubica docenia to, co ja - chce mieć spokój, chroni życie prywatne. Wie, że w takich warunkach więcej osiągnie" - mówi Adam Małysz DZIENNIKOWI. Nasz skoczek nie jeździł nigdy bolidem F1, ale ciągle ma nadzieję, że kiedyś mu się to uda.
Wie pan, ile zostało do początku sezonu zimowego?
Dokładnie nie, około 50 dni.

Stęsknił się pan już za śniegiem?
Szczerze? Nie wiem. W tym roku przerwa między sezonami jest dość krótka mamy październik, a nasze „lato dopiero się kończy. Dla mnie to akurat dobra wiadomość. Skacze mi się dobrze, więc rywalizację na śniegu mógłbym zacząć już teraz, jak najszybciej.

Uda się panu utrzymać dobrą dyspozycję do pierwszych zawodów Pucharu Świata?
Mam nadzieję, że tak. Wydaje mi się, że powoli dochodzę do takiej formy jak przed laty. Jednak te 50 dni to długi okres i nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się w tym czasie wydarzy. Teraz możemy sobie tylko pospekulować.

Co jest jeszcze do poprawienia?
Muszę popracować nad stylem. Na przykład w trakcie lotu krzyżują mi się narty. Jestem nastawiony optymistycznie, bo metody pracy nowego szkoleniowca bardzo mi się podobają. Hannu do każdego z nas podchodzi indywidualnie. Traktuje mnie jak partnera i chętnie przyjmuje moje uwagi. Oczywiście to on wydaje polecenia, w końcu jest trenerem, ale często mnie wysłuchuje i korzysta z sugestii. Nieraz zdarza się, że kilka godzin o czymś myśli, a potem przychodzi i mówi: „Miałeś rację, zrobimy to po twojemu.

A eksperymenty ze sprzętem?
Nie trzeba eksperymentować, wszystko mam odpowiednio dobrane.

Spodziewa się pan mniejszej presji ze strony kibiców?
Raczej nie. Początek zimy będzie ciężki. Rozbudziłem oczekiwania kibiców tym, co pokazałem latem. Znowu wszyscy będą mówić, że jestem faworytem. Jestem na to przygotowany.

Debiut Roberta Kubicy w wyścigach Formuły 1 nie miał wpływu na pana popularność?
Nie, przynajmniej ja tego nie odczułem. Ruch pod moim domem się nie zmniejszył. Byłbym w siódmym niebie, gdyby było inaczej. Cenię swobodę i prywatność. A jak tu zrobić coś w ogrodzie, kiedy w miejscu, z którego najlepiej widać, co dzieje się za moim płotem, ustawia się tłum ludzi?

A kibicuje pan Kubicy?
Oczywiście. Oglądaliśmy jego wyścigi wspólnie z chłopakami z kadry. Niektórzy z nich zainteresowali się Formułą 1 dopiero teraz, ale ja śledzę tę rywalizację od kilku lat.

I jak nasz kierowca sobie radzi?
Bardzo fajnie. To będzie gwiazda, może dużo namieszać w tym środowisku.

Szkoda tylko, że jego zespół na razie mu w tym nie pomaga...
No tak, ale przecież na początku kariery nie mógł sobie wybrać zespołu i współpracowników. Przypuszczam, że ludzie w BMW Sauber jeszcze nie do końca się z nim liczą. Kubica musi powalczyć o dobre wyniki, znaleźć się kilka razy na podium, to zaczną go traktować poważnie. Tylko że wtedy nie będzie mu wcale łatwiej. Kiedy zacznie współdecydować, spadnie na niego część odpowiedzialności.

Można porównać wyścigi ze skokami narciarskimi?
I tu, i tu występuje ryzyko, decyduje szybkość i rozwaga, ale w rzeczywistości to zupełnie inne sporty. Formuła jest daleko, daleko przed skokami. Tam inwestuje się ogromne pieniądze, wykorzystuje niesamowitą technikę, nie wspominając już o popularności na świecie. Niemcy kiedyś próbowali zrobić coś podobnego ze skokami, taką zimową Formułę 1. Stacja telewizyjna RTL zapewniła organizację i duży jak na skoki budżet. Niestety, nic z tego nie wyszło ponieważ zawiodły największe gwiazdy niemieckich skoków. Sven Hannawald skończył karierę, a Martin Schmitt do tej pory nie może odzyskać formy.

Pan był najpopularniejszym polskim sportowcem, Kubica ma spore szanse nim zostać. Łączy was coś jeszcze?
Obaj lubimy samochody i szybką jazdę. Kubica docenia to, co ja - chce mieć spokój, chroni życie prywatne. Wie, że w takich warunkach więcej osiągnie. Zamieszanie dekoncentruje.

Jechał pan bolidem F1?
Siedziałem tylko w środku. Wywołałem sensację, bo udało mi się wcisnąć do kokpitu i wysiąść z niego bez zdejmowania kierownicy. To podobno wielka sztuka. Wyjechać na tor nie miałem okazji, ale nie tracę nadziei. Przecież są bolidy dwuosobowe. Kto wie, może w przyszłości Robert zaprosi mnie na przejażdżkę?
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj