Bo kto normalny wytrzymałby takie obciążenie psychiczne w pracy? Najpierw Leo Beenhakker musiał tłumaczyć się, co w kadrze robi Jerzy Dudek. Potem do Sejmu ściągnęli go posłowie, którym wyjaśniał, dlaczego powołał tych piłkarzy, a nie innych. Potem dziennikarze odkryli, że Beenhakker pracuje na czarno, bo PZPN nie załatwił mu pozwolenia na pracę.
Gdy już się wydawało, że trener będzie miał chwilę spokoju, wyszła rzecz kolejna. Jerzy Engel kazał mu zwolnić trenera bramkarzy. I wreszcie do Holendra dotarło, jakie chore zasady obowiązują w polskiej piłce. Bo działacze, którzy nic nie osiągnęli, chcą decydować o reprezentacji. A tego człowiek, który prowadził Real Madryt i reprezentację Holandii, znieść nie może.
Dlatego Beenhakker coraz częściej zwierza się przyjaciołom, że chce rzucić wszystko w diabły i znaleźć sobie do trenowania normalną drużynę.