Dziennik Gazeta Prawana logo

"Marzyła mi się funkcja trenera Polski"

12 października 2007, 13:53
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Nie ukrywam, że rola selekcjonera mi się marzyła. Każdy, kto stwierdzi, że nie ma takich marzeń, będzie po prostu kłamał. Bo każdy chciałby dostać nowoczesnego mercedesa. Dla trenera posada selekcjonera to to samo" - mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA trener Stefan Majewski, który był kandydatem na trenera piłkarskiej reprezentacji Polski.

ŻELISŁAW ŻYŻYŃSKI: Gdy w czerwcu odszedł pan z Widzewa Łódź po wywalczeniu awansu do ekstraklasy, mówiło się, że Zbigniew Boniek obiecał panu pomoc w wywalczeniu posady trenera reprezentacji Polski. Selekcjonerem został jednak Leo Beenhakker, a pan stał się bezrobotnym. Aż do teraz, gdy objął pan Cracovię. Biało-czerwone pasy to nie to samo co kadra biało-czerwonych.
STEFAN MAJEWSKI:
To były tylko plotki, że jestem faworytem wyścigu o posadę selekcjonera. Tyle samo prawdy było w doniesieniach o poparciu Bońka. Naprawdę nie odszedłem z Widzewa dlatego, by zostać trenerem reprezentacji. Po prostu uważam, że szkoleniowiec nie powinien pracować w jednym klubie dłużej niż dwa, trzy lata, bo następuje zmęczenie materiału. Ludzie nie są już sobie w stanie nic nowego przekazać.

W Anglii trenerzy pracują długimi latami w jednym klubie.
Ale jest spory przepływ piłkarzy. Manchester United i Arsenal sprzed czterech lat i teraz, to zupełnie inne drużyny. Ze Zbyszkiem ustaliłem już w kwietniu, że odejdę z Widzewa po sezonie. Dość wcześnie powiedziałem o tym piłkarzom. O kadrze wtedy nie myślałem.

Ale zaczął pan o niej myśleć?
O tym, że jestem faworytem do tej posady, mówiono już zanim objął tę posadę Paweł Janas. Dlatego teraz plotek nie traktowałem poważnie. Choć nie ukrywam, że rola selekcjonera mi się marzyła. Każdy, kto stwierdzi, że nie ma takich marzeń, będzie po prostu kłamał. Bo każdy chciałby dostać nowoczesnego mercedesa. Dla trenera posada selekcjonera to to samo.

Ma pan do kogoś żal, że wybrano Beenhakkera a nie Majewskiego?
W żadnym razie! Nie ma takiego tematu. Trzy miesiące byłem bez pracy, ale miałem przynajmniej czas na dłuższy urlop i odwiedziny dzieci w Niemczech. Przy okazji popatrzyłem na treningi kilku zespołów Bundesligi, gdzie nadal miło przyjmują mnie starzy znajomi. Nie nudziło mi się.

Długo pan czekał na oferty pracy.
Nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej być bez pracy tak długo. Jeszcze miesiąc, dwa i można wypaść z obiegu. Na szczęście miałem do wyboru trzy oferty. Wybrałem Cracovię i uważam, że dobrze zrobiłem.

Wróćmy jednak do reprezentacji. Jak pan ocenia pracę Beenhakkera?
Nie zamierzam jej oceniać, to nie moja sprawa. Nadal uważam, że selekcjonerem reprezentacji Polski powinien być Polak. W kraju nie brakuje dobrych kandydatów. A proszę spojrzeć na początki Holendra, na to, ile miał kłopotów i jak ciężki start. Nie jest łatwo przestawić się na specyfikę pracy w obcym kraju.

Pan przecież pracował w Niemczech. Nawet konserwatywni Anglicy postawili na Szweda Erikssona.
Pracowałem, bo wcześniej tam długo grałem. A Anglicy do dziś żałują swojej decyzji.

Polska dziś jest pełna uwielbienia dla Holendra po zwycięstwie nad Portugalią.
Bo nasi piłkarze zagrali we wspaniałym stylu, co jest warte podkreślenia. Ale nie można zapominać o wcześniejszych spotkaniach. Gdyby selekcjonerem był Polak, to po meczach z Danią, Finlandią i Kazachstanem byłby już zwolniony, zniszczony przez media i przegnany w niesławie. Poczekajmy co będzie dalej. Z nożem na gardle, przeciwko wielkim drużynom, zawsze umieliśmy grać.

Jeśli Polska awansuje do finałów mistrzostw Europy zmieni pan zdanie na temat Beenhakkera?
Ależ ja go bardzo szanuję, więc nie mam co zmieniać zdania. Mogę najwyżej zmienić pogląd na temat sensu zatrudniania obcokrajowca. Na razie uważam, że lepszy byłby na tej posadzie Polak. I nikt mi nie powie, że osiągnąłby gorsze wyniki niż Leo Beenhakker w tych eliminacjach do tej pory.

Może zagraniczny trener jest dobry dlatego, że piłkarze mają do niego więcej szacunku niż do Polaka? Nie dyskutują, tylko wypełniają polecenia. Sam pan miał kiedyś we Wronkach problemy dyscypliną i przegrał pan z piłkarzami, którzy nie chcieli trenować w Wielki Poniedziałek.
To były problemy całej polskiej piłki i to ona przegrała w tamtej sytuacji. Górą było chamstwo paru zawodników. Nie ma sensu do tego wracać. A zresztą, jest pan pewien, że nie przeciwstawią się obcokrajowcowi? W klubach bywały już takie przypadki.

Z Wronek wyjechał pan z opinią trenera konfliktowego. Z zawodnikami Cracovii długo pan rozmawiał?
Nie za długo, bo im dłuższa rozmowa, tym więcej mogłoby popełnić się w niej błędów. A mówiąc serio, zrozumieliśmy się bez problemów. Tego efektem była wygrana 2:0 w Płocku. Mieliśmy dwa tygodnie na poprawę defensywy, bo w ataku ten zespół grać umie. Dobrze przepracowaliśmy ten czas. W Widzewie też z nikim się nie kłóciłem, co nie potwierdza złej opinii na mój temat.

W Widzewie miał pan najbezpieczniejszą posadę w Polsce, bo klubem rządził pana przyjaciel Zbigniew Boniek. Prezes Filipiak z Cracovii ma ponoć trudny charakter i zwalnia trenerów błyskawicznie. Nawet takich z 10-letnim kontraktem.
Ja mam dwuletni i wierzę, że go wypełnię. Profesor Filipiak zrobił na mnie korzystne wrażenie już w czasie turnieju oldbojów w Krakowie, tydzień przed moim zatrudnieniem. Porozmawialiśmy wtedy trochę, ale nie o tym, bym został trenerem. Jego charakteru jeszcze nie znam, ale wiem, że jest z Bydgoszczy, tak jak ja. Idąc do Amiki też słyszałem, że prezes mnie szybko zwolni. Przepracowałem tam spokojnie kilka lat. Wtedy w ekstraklasie nie było trenera, który gdzieś pracowałby dłużej.

O tym, by przywrócić do kadry Pawła Drumlaka już pan z prezesem rozmawiał? To chyba za dobry piłkarz na rezerwy? Odsunął go nie trener, ale prezes Filipiak.
Widziałem, jak grał w niedzielę w drugiej drużynie. Radził sobie dobrze, ale to przecież niska klasa rozgrywkowa. Jego sprawa była już zamknięta przed moim przyjściem. Nie ma jej.

Czyli, od razu pan odpuszcza?
Nie, nie mieszam się do nie swoich spraw.

Teraz pana sprawą jest Cracovia. Prezes zażądał europejskich pucharów?
Bądźmy poważni. Najpierw musimy zająć miejsce w środku tabeli. Potencjał mamy na miejsce w ósemce. Ale na razie trzeba odrabiać straty. Wiosną popatrzymy w górę tabeli.

Prezes nie wydaje milionów na transfery.
Będziemy robić małe kroki, bo robiąc duże można się potknąć. Cracovia będzie grać lepiej, zapewniam.

Chyba, że wcześniej zostanie pan zwolniony.
Wierzę, że popracuję w Krakowie do końca czerwca 2008.

*Stefan Majewski - szef Rady Trenerów PZPN, trener Cracovii. Ostatnio wywalczył awans do ekstraklasy z Widzewem Łódź, wcześniej pracował m.in. w Amice Wronki (dwa razy zdobył z nią Puchar Polski, raz Superpuchar), Zagłębiu Lubin i Polonii Warszawa, którą wprowadził do ekstraklasy. Był też II trenerem reprezentacji Polski. Jako piłkarz wystąpił 40 razy w reprezentacji, dwukrotnie w mistrzostwach świata (w 1982 i 1986 roku).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj