Dziennik Gazeta Prawana logo

"Z Brukseli na prezesa PZPN"

12 października 2007, 13:55
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Kiedy premierem był Kazimierz Marcinkiewicz, dostałem propozycję, żeby zostać ministrem sportu" - zdradza w rozmowie z DZIENNIKIEM Ryszard Czarnecki. Teraz europoseł Samoobrony chce zostać prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej!
CEZARY KOWALSKI: Po Warszawie krążą wieści, że niebawem zajmie pan miejsce Tomasza Lipca i zostanie ministrem sportu.
RYSZARD CZARNECKI: Bez komentarza. Ministrem jest Tomasz Lipiec i nawet nie wypada mi wypowiadać się na ten temat.

Niech pan nie żartuje. Od kiedy polscy politycy nabrali takich manier?
Mogę powiedzieć jedynie, że dostałem taką propozycję, kiedy premierem był pan Kazimierz Marcinkiewicz. Ale się nie zgodziłem. Uznałem, że ówczesna sytuacja nie gwarantowała stabilności.

A teraz?
A teraz jest trochę inaczej.

Eurodeputowany może tak nagle rzucić swoją działalność w Brukseli i zostać ministrem?
A dlaczego nie? Niedawno ministrem integracji w rządzie szwedzkim została moja koleżanka, eurodeputowana Cecylia Malström. Parę miesięcy temu z Brukseli do rządu włoskiego wyjechało dwóch europosłów. To jest praktykowane.

Czyli teraz to już pan przyjmie propozycję...
To pan powiedział. Ale na pewno nie wykluczam takiej decyzji.

Kiedyś Jan Pietrzak zastanawiał się, „jak pod jedną d... zmieścić dwa fotele. Przecież pan chce być także prezesem PZPN.
Znam jednego polityka, który chciałby zmieścić trzy fotele. Próbował zostać kuratorem PZPN, prezesem związku i ministrem sportu.

O kogo chodzi?
Nie wypada mi o tym mówić, bo jest z mojej partii. A tak serio to wcale nie twierdzę, że chcę zostać ministrem. Ale prezesem PZPN, owszem. Uważam, że nadszedł czas, aby głośno o tym powiedzieć. Mam zamiar kandydować, jeśli ustąpi Michał Listkiewicz.

Zbigniew Boniek twierdzi, że nadaje się pan do tego tak jak do objęcia prezesury w NBP, czyli wcale.
Nie zawsze dobry piłkarz zostaje później dobrym trenerem. Nigdzie też nie jest powiedziane, że ktoś taki jak ja, który grał w piłkę tylko amatorsko na uniwersytecie, będzie złym prezesem związku. I niech Zbyszek nie bierze tego do siebie.

Co pan zmieni w PZPN?
Zwiększę rolę klubów piłkarskich, wprowadzę zarządzanie menedżerskie, zmniejszę prezydium, pozyskam większe środki z ministerstwa na szkolenie młodzieży, zorganizuję Szkoły Mistrzostwa Sportowego w 49 miastach, a nie w 16, jak jest teraz. Na wzór francuski zaproponuję ustawę, która będzie zachętą dla samorządów lokalnych do sponsorowania klubów. Dzięki klubom reklamowane będą miasta. Na Olympique Lyon częściej mówi się przecież po prostu Lyon, na inne kluby Lille czy Marsylia. Na wzór turecki przeforsuję ulgi i odpisy dla firm wykładających pieniądze na piłkę nożną. Zlikwiduję obserwatorów na meczach piłkarskich, bo to oni ustawiali sędziów i dzięki nim handlowano meczami. Postaram się o większy lobbing w FIFA i UEFA. To skandal, żeby większy wpływ na tę federacje miały Cypr czy Malta.

Brzmi to jak polityczne obietnice przedwyborcze.
Ale ja mam to zamiar zrobić naprawdę. Nie jestem zwykłym politykiem, który chce wypłynąć dzięki piłce nożnej. Jest dokładnie odwrotnie. Ja chcę wykorzystać swoje doświadczenie polityczne, znajomości i różne układy do tego, aby pomóc polskiej piłce. Dzięki temu, że tyle czasu jestem już w Europarlamencie w Brukseli, wiem o Unii Europejskiej bardzo wiele. Wiem, jak zdobywać środki na budowę stadionów. W większości przypadków aż 85 procent kosztów wybudowania np. takiego obiektu jak w Kielcach może pokryć Unia. Tylko ci ludzie w samorządach lokalnych muszą wiedzieć, jak to wydobyć. Jako prezes PZPN będę im pomagać.

Najpierw musi pan wygrać wybory. Kto będzie najgroźniejszym konkurentem?
Wybitny trener Jerzy Engel. Co prawda mówi, że nie będzie kandydować, ale będzie.

Ktoś jeszcze?
Podobno Zbigniew Koźmiński chce wystawić swojego syna Marka.

I co? Jakie ma pan szanse?
Duże, bo ja nie umiem przegrywać.

Czyżby? Ostatnio w Zurychu to pan i delegacja ministra Lipca dostaliście po uszach od Seppa Blattera. Rząd przestraszył się sankcji FIFA, kuratora w PZPN nie będzie, zapowiadana rewolucja rozeszła się po kościach.
Wprowadzenie przez ministra sportu kuratora do PZPN równałoby się wykluczeniu reprezentacji Polski po zwycięstwie nad Portugalią z rozgrywek międzynarodowych. To samo spotkałoby juniorów i Wisłę Kraków. Nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Naród by tego nie wybaczył.

Scenariusz miał być taki: po grudniowej decyzji w sprawie organizacji mistrzostw Euro 2012 i ostatnim meczu 15 grudnia Wisły z Feyenoordem minister wprowadza kuratora, FIFA wyklucza nas z rozgrywek. W ciągu następnych trzech miesięcy robi się porządek, wprowadza nowych ludzi. W efekcie FIFA przywraca nas do rozgrywek. Plan ministra popsuła decyzja FIFA o przesunięciu rozstrzygnięcia w sprawie Euro 2012 do kwietnia. Za dużo mielibyśmy do stracenia.
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj