Dziennik Gazeta Prawana logo

Kubica: Chcę być tylko dobrym kierowcą

12 października 2007, 13:57
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
"Nie jestem gwiazdą" - mówi DZIENNIKOWI Robert Kubica. Polski kierowca ma za sobą pierwszy sezon startów w Formule 1. Rok zaczynał jako kierowca testowy temu BMW-Sauber. Teraz ma za sobą sześć startów w wyścigach Grand Prix. Po tym co w nich pokazał uznawany jest za wielki talent.
Rafał Kazimierczak: Ten sezon należał do pana.
Robert Kubica: Chyba nie. Było wiele rzeczy, które chciałbym zmienić na lepsze.

Narzeka pan, zamiast cieszyć się z tego, co pan osiągnął?
Ze wszystkiego cieszę się bardzo krótko. A błędy staram się analizować długo. I wyciągać z nich wnioski. Na Węgrzech, w moim debiucie w wyścigu F1, zaryzykowaliśmy z ciśnieniem opon. Okazało się, że niepotrzebnie. Do tego popełniłem kilka błędów, o co mam do siebie pretensje. Nie ukrywam, że potrzebuję doświadczenia i zgrania z zespołem. Im więcej będę jeździł, tym będę mądrzejszy.

Minęło trochę czasu od dnia, w którym dowiedział się pan, że w przyszłym sezonie będzie kierowcą wyścigowym BMW. Wtedy mówił pan, że nie ma czasu na radość, bo musi się przygotować do Grand Prix Brazylii. A teraz?
Wszystko jest tak, jak było. Nie zmieniłem się i na pewno się nie zmienię. Decyzja teamu to potwierdzenie, że dobrze pracowałem w tym sezonie. To oczywiście dodaje pewności siebie, ale nie ma i nie będzie miało żadnego wpływu na moją jazdę. Zawsze dawałem z siebie wszystko. Teraz będzie tak samo. A mam nadzieję, że nawet lepiej.

Z Formuły 1 odszedł Michael Schumacher. O panu mówi się: przyszła gwiazda, nawet mistrz świata. Nie podobają się panu te określenia?
Nie, bo nie nazwałbym siebie gwiazdą. Na pewno nią nie jestem. Mam 21 lat i tylko roczne doświadczenie w F1. To mało. Znam swoje miejsce, wiem, że muszę
się jeszcze długo uczyć. Poza tym mnie nie interesuje bycie gwiazdą. Ja chcę być dobrym kierowcą. Mój cel jest taki: kiedy popełnię błąd muszę zrobić wszystko, żeby się nie powtórzył. Niektórzy na pewno widzą we mnie kierowcę, który będzie wygrywał wyścigi. Jeżeli to prawda, to wszyscy musimy poczekać.

Nie szkoda panu, że Schumacher odszedł na emeryturę? Nie będzie pan z nim rywalizował, nie będzie pan miał szansy, żeby go pokonać.
Michael to symbol F1 na całym świecie. Jeżeli w jakimś punkcie ziemi zapytać o Schumachera kogoś nie mającego pojęcia o F1 i tak powie, że to ten gość z czerwonego samochodu. Prawdziwy symbol. Nie jestem rozczarowany tym, że odchodzi. Może niektórzy kierowcy myślą, że teraz będzie łatwiej wygrywać. Ja tak nie myślę. I tak będę miał z kim rywalizować. W F1 jest kilku świetnych kierowców.

Denerwował się pan czasami podczas wycigów?
Nigdy. Nie czułem i nie czuję żadnej presji.

To możliwe w tym sporcie?
Możliwe. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Ja się w ogóle, nawet w życiu prywatnym, niczym nie stresuję.

Nie czuje pan presji, że jeden pana błąd i praca kilkuset osób pójdzie na marne?
Każdy stawia sobie jakiś cel i stara go osiągnąć. Z wielu wyścigow, w których zajmowalem dobre miejsca, byłem niezadowolony. Ja sam oczekuję od siebie najwięcej. I największe pretensje zawsze mam tylko do siebie. Nie uważam tego za presję.

Co chce pan osiągnąć w przyszłym sezonie?
Wiadomo, że bardzo dużo będzie zależało od zmian, jakie zajdą w F1. Wszystkie zespoły, które jeździły na Michelinach, więc i mój, muszą przestawić się na opony Bridgestone. Według mnie to niekorzystna zmiana dla BMW Sauber, będzie nam ciężej, niż w tym sezonie. Ale nie mamy wyjścia, musimy bardzo szybko przystosować się do nowych warunków. Będzie mniej testów, więc na wszystko mamy mniej czasu.

Zdążycie?
Wierzę w mój zespół. Mamy świetnych ludzi, co udowodnił ten sezon, w którym bardzo szybko zbudowaliśmy dobry bolid. Zbliżyliśmy się do czołówki. To pokazuje, że w 2007 możemy być groźni. Tylko że każdy zespół ma taki sam cel, nikt nie zapadnie w zimowy sen. Różnica jest taka, że musimy być szybsi, bo to my ich gonimy.

Czyli nie prędko zobaczymy pana na najwyższym stopniu podium?
Nie jestem jeszcze gotowy do wygrywania wyścigów, samochód też nie. A 2007 rok? W F1 nie ma miejsca na cuda, ale z drugiej strony w mojej karierze wydarzyło się już kilka rzeczy niemożliwych. Problem w tym, że pogoń za najlepszymi to proces, który zabiera dużo czasu. W przyszłym sezonie nie dogonimy Renault, Ferrari i McLarena. Ale musimy się do nich zbliżyć. Chociaż może być i tak, że będziemy zajmować gorsze miejsca, niż teraz. Na pewno dobre jest to, że zostaję w teamie. Bedę pracował z ludźmi, którym znam i którym ufam. To moja przewaga.

Fernando Alonso przechodzi z Renault do McLarena, Kimi Raikkonen z McLarena do Ferrari. To znaczy, że w nowych zespołach będą mieć problemy?
Nie sdzę, bo to świetni, profesjonalni kierowcy. Zimą będą testować nowe bolidy, a zespoły na pewno im pomogą. Przecież kierowca i team mają ten sam cel.

Przed Grand Prix Brazylii testował pan samochód już na przyszły sezon.
Nie samochód, tylko różne rozwiązania, które prawdopodobnie znajdą się w bolidzie w przyszłym sezonie. Elektronikę, skrzynię biegów. Na razie wszystko jest w fazie rozwoju.

Panu podobają się te zmiany?
Trudno powiedzieć. Dziś wygląda na to, że prędkość bolidu i tak się nie zmieni.

Nie lubi pan udzielać wywiadów, ale o samochodach może pan rozmawiać godzinami.
Według mnie żeby zostać dobrym kierowcą nie wystarczy tylko szybko jeździć. Trzeba jeszcze czuć samochód, poznać go. Wiedza techniczna i rozmowy z mechanikami są bardzo ważne. To pomaga całemu zespołowi. W każdym teamie, w którym jeździłem, miałem dobre kontakty ze wszystkimi. No, może w jednym nie było ok. Nawet jeżeli mieliśmy słabe wyniki, rostawaliśmy się w zgodzie, bez zbędnych awantur. Atmosfera w zespole musi być dobra. Lubię współpracować z ludźmi, z którymi się rozumiem. Przecież to także od nich zależy mój wynik.

Jak zamierza pan odpocząć po sezonie?
Ten rok rzeczywiście był bardzo długi i wyczerpujący. Zwłaszcza ostatnie trzy miesiące, kiedy we wszystkich testach jeździłem przez trzy dni. Nie wiem, jak będę odpoczywał, ale wiem, że nie mam na to za wiele czasu. Bolidem nie mogę jeździć przez półtora miesiąca, będę miał jednak inne zajęcia. W sumie to żałuję, że w tym czasie nie będzie testów.

Zastanawiał się pan czasami, jak mogłaby potoczyć się pana kariera, gdyby rok temu BMW nie zaryzykowało i nie postawiło na pana?
Całe moje życie związane jest z wyścigami. Gdyby nie udało mi się dostać do F1, na pewno nie straciłbym zapału do tego, co robię. Nie ma mowy. Osiągnąłem to, co wszyscy kierowcy chcą osiągnąć. Ale ja mierzę wyżej. Jestem sportowcem, a każdy sportowiec chce wygrywać. W życiu trzeba się zajmować tym, co daje radość. Ja kręcę kierownicą i zamierzam nią kręcić najdłużej, jak się da. Dłużej, niż tylko w sezonie 2007.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj