"Ta robota nie jest mi potrzebna, by przetrwać. Jak moja praca się komuś nie podoba, to podaję rękę na pożegnanie" - mówi w rozmowie z "Faktem" selekcjoner reprezentacji Polski Leo Beenhakker. Holender nie boi się, że może zostać zwolniony. I śpi spokojnie.
Fakt: Oczekiwania w stosunku do reprezentacji po zwycięskim meczu z Portugalią są ogromne...
Leo Beenhakker: I co mam z tym zrobić? To nie mój problem.
Wcześniej była jednak wielka krytyka, a przecież opinia publiczna jest w stanie nawet zwalniać trenerów...
I co z tego?
Pan się tym nie przejmuje?
Nie, bo nie muszę. Jestem człowiekiem niezależnym. Ta robota nie jest mi potrzebna, by przetrwać. Jak moja praca się komuś nie podoba, to podaję rękę na pożegnanie. Znam swoją wartość - wiem, że jestem dobry. Poradzę sobie.
Co z Żurawskim? Od 13 miesięcy nie strzelił w kadrze bramki, w klubie ostatnio się ożywił, ale ten sezon nie jest dla niego udany...
Teraz bramki strzelają inni. Jestem bardzo zadowolony z Żurawskiego. Pracuje ciężko, reprezentuje drużynę jako kapitan. Jeśli ktoś myśli, że taki gość jak Żurawski jest tylko po to, by strzelać bramki, to jest w błędzie. Zrobiłem go kapitanem i tak zostanie.
Pan zawsze broni piłkarzy...
To nie jest kwestia bronienia! Facet jest w podstawowej jedenastce, gra w Celticu, w Lidze Mistrzów... to wielki piłkarz!
Ostatnio w meczu Ligi Mistrzów był najsłabszy na boisku...
To pańska opinia, ja się z tym nie zgadzam. Wy zawsze szukacie ofiar. Najpierw był Dudek, teraz jest Żurawski. Nie rozumiem tego sposobu myślenia.
Podobno numerem jeden w bramce, pod nieobecność Wojciecha Kowalewskiego, ma być Tomasz Kuszczak?
Ciekawe... jak był Jerzy Dudek, to pisaliście, że to skandal, bo on nie gra w klubie. Teraz pańska gazeta pisze, że będzie to Kuszczak, a przecież on też nie gra w klubie. Gdzie jest różnica?
Jest spora. O Kuszczaku daliśmy informację, a o Dudku opinię.
Dla mnie żadna. Zresztą nie podjąłem jeszcze decyzji. Jest Boruc, Dudek, Kuszczak, Pawełek, Fabiański... Poznacie mój wybór za dwa tygodnie.
A co z piłkarzami GKS Bełchatów? Odkrycia naszej ekstraklasy, jak Garguła i Matusiak, nagle przestali grać...
Ale są w wystarczająco dobrej formie, by nadal dostawać powołania. Czasami tak się zdarza, że ktoś jest w słabszej dyspozycji, ale nie widzę powodów, by wymieniać ludzi w tej grupie, którą mam.
Proszę powiedzieć, jak naprawdę było z propozycją pracy dla pana w Australii. Według gazet australijskich, prezes tamtejszej federacji Frank Lowy jednak przyjechał do Europy, żeby się z panem spotkać. To w końcu spotkaliście się czy nie?
Nie.
A dzwoni?
Setki osób do mnie dzwonią! OK, powiem tak: w poniedziałek i wtorek pracuję w Trynidadzie, w środę i czwartek w Australii, ale nie martwcie się: w piątek, sobotę i niedzielę jestem w Polsce. Pasuje panu taki układ?
Jasne, bo przynajmniej na kolejkę ligową wraca pan do nas...
No tak, ale w poniedziałek znowu muszę wyjechać... Dajmy spokój! Pracuję teraz w Polsce!
Leo Beenhakker: I co mam z tym zrobić? To nie mój problem.
Wcześniej była jednak wielka krytyka, a przecież opinia publiczna jest w stanie nawet zwalniać trenerów...
I co z tego?
Pan się tym nie przejmuje?
Nie, bo nie muszę. Jestem człowiekiem niezależnym. Ta robota nie jest mi potrzebna, by przetrwać. Jak moja praca się komuś nie podoba, to podaję rękę na pożegnanie. Znam swoją wartość - wiem, że jestem dobry. Poradzę sobie.
Co z Żurawskim? Od 13 miesięcy nie strzelił w kadrze bramki, w klubie ostatnio się ożywił, ale ten sezon nie jest dla niego udany...
Teraz bramki strzelają inni. Jestem bardzo zadowolony z Żurawskiego. Pracuje ciężko, reprezentuje drużynę jako kapitan. Jeśli ktoś myśli, że taki gość jak Żurawski jest tylko po to, by strzelać bramki, to jest w błędzie. Zrobiłem go kapitanem i tak zostanie.
Pan zawsze broni piłkarzy...
To nie jest kwestia bronienia! Facet jest w podstawowej jedenastce, gra w Celticu, w Lidze Mistrzów... to wielki piłkarz!
Ostatnio w meczu Ligi Mistrzów był najsłabszy na boisku...
To pańska opinia, ja się z tym nie zgadzam. Wy zawsze szukacie ofiar. Najpierw był Dudek, teraz jest Żurawski. Nie rozumiem tego sposobu myślenia.
Podobno numerem jeden w bramce, pod nieobecność Wojciecha Kowalewskiego, ma być Tomasz Kuszczak?
Ciekawe... jak był Jerzy Dudek, to pisaliście, że to skandal, bo on nie gra w klubie. Teraz pańska gazeta pisze, że będzie to Kuszczak, a przecież on też nie gra w klubie. Gdzie jest różnica?
Jest spora. O Kuszczaku daliśmy informację, a o Dudku opinię.
Dla mnie żadna. Zresztą nie podjąłem jeszcze decyzji. Jest Boruc, Dudek, Kuszczak, Pawełek, Fabiański... Poznacie mój wybór za dwa tygodnie.
A co z piłkarzami GKS Bełchatów? Odkrycia naszej ekstraklasy, jak Garguła i Matusiak, nagle przestali grać...
Ale są w wystarczająco dobrej formie, by nadal dostawać powołania. Czasami tak się zdarza, że ktoś jest w słabszej dyspozycji, ale nie widzę powodów, by wymieniać ludzi w tej grupie, którą mam.
Proszę powiedzieć, jak naprawdę było z propozycją pracy dla pana w Australii. Według gazet australijskich, prezes tamtejszej federacji Frank Lowy jednak przyjechał do Europy, żeby się z panem spotkać. To w końcu spotkaliście się czy nie?
Nie.
A dzwoni?
Setki osób do mnie dzwonią! OK, powiem tak: w poniedziałek i wtorek pracuję w Trynidadzie, w środę i czwartek w Australii, ale nie martwcie się: w piątek, sobotę i niedzielę jestem w Polsce. Pasuje panu taki układ?
Jasne, bo przynajmniej na kolejkę ligową wraca pan do nas...
No tak, ale w poniedziałek znowu muszę wyjechać... Dajmy spokój! Pracuję teraz w Polsce!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|