"Próbowałem grać w piłkę nożną, w tenisa stołowego, pływać. Wytrzymywałem najwyżej pół roku. A sport motorowy nigdy mi się nie nudził" - mówi DZIENNIKOWI Sebastian Vettel, kierowca testowy teamu BMW-Sauber. Niemiec ma tylko jeden cel w karierze - zostać mistrzem świata.
Rafał Kazimierczak: Pana kariera rozwija się błyskawicznie. Jest pan zaskoczony, że już jako 19-latek trafił do F1?
Sebastian Vettel: Bardzo zaskoczony. Oczywiście nie trafiłem tu znikąd, bo od kilkunastu lat startuję w wyścigach. Zawsze chciałem więcej, niż miałem, ale Formuła 1? Czasami sam nie wierzę w to, że już w niej jestem.
Jest pan najmłodszym kierowcą F1, wszyscy się panem interesują. Nie przeszkadza panu ta wrzawa medialna?
Moim zadaniem jest jazda samochodem. Jeżeli kogoś interesuje, co mam do powiedzienia na ten temat, to z chęcią opowiadam. Nie ma znaczenia, że jestem najmłodszy. Nawet nie wiem, kto jest najstarszy. W wyścigach wiek nic nie znaczy.
Talent odziedziczył pan po ojcu?
Chyba tak. Ojciec lubi wyścigi, sam startował w gokartach. Ale nigdy nie zachęcał mnie do tego, żebym został kierowcą wyścigowym. Rodzice nie mówili, że mam wybierać szkołę albo wyścigi. To była tylko moja decyzja.
Pierwszy gokart podarował panu ojciec?
Miałem trzy lata i bardzo chciałem jeździć samochodem. Oczywiście nie mogłem, bo nikt nie dałby mi prawa jazdy. Więc ojciec podarował mi prezent, który odmienił moje życie.
Robertowi Kubicy też pomagali rodzice.
W tym sporcie potrzebna jest pomoc. Na początku rodziców, którzy będą wspierali i wszystko finansowali. Bez rodziców nic bym nie osiągnął. Od zawsze pozwalali mi robić to, co sprawiało mi najwięcej radości. Za to jestem im wdzięczny. Bardzo wcześnie trafiłem do sportów motorowych. Próbowałem grać w piłkę nożną, w tenisa stołowego, pływać. Wytrzymywałem najwyżej pół roku. A sport motorowy nigdy mi się nie nudził.
Lubi pan piłkę nożną?
Sam gram w piłkę i ciągle oglądam jakieś mecze.
Mistrzostwa świata też?
Oczywiście, w tym mecz Niemcy – Polska. Ale były nerwy. Szło nam ciężko, na szczęście w końcu wygraliśmy. Wiem, że Klose, Podolski i chyba Borowski pochodzą z Polski.
Zna pan Adama Małysza? Obydwaj startujecie w kaskach Red Bulla.
Każdy zna Adama Małysza. Niestety, nigdy się nie spotkaliśmy. Kojarzy mi się z bardzo dalekimi skokami i z wąsami. Nie lubię tych wąsów, ale hej, to Adam Małysz. Duży szacunek.
Niemieckie gazet pisały, że został pan wypożyczony do BMW Sauber z teamu Red Bulla.
To bzdura. Proszę nie wierzyć w to, co piszą niektóre gazety. Jestem tym zażenowany. Nie ma żadnej umowy, że w 2008, 2009 albo innym roku będę kierowcą Red Bulla. Jestem kierowcą BMW Sauber.
Od kiedy znacie się z Kubicą?
Od 2000 roku, kiedy obydwaj byliśmy w kartingu. On kończył tam karierę, ja zaczynałem. Wygrywał ze mną, bo był bardziej doświadczony. Ale nie było mu łatwo. Robert zawsze jest krok przede mną, a ja go gonię. Kiedy on był w Formule 3, ja w Formule BMW. On w World Series, ja w F3. Teraz razem jesteśmy w F1, nie możemy już awansować.
Kubica niespodziewanie zastąpił w zespole Jacquesa Villeneuve'a. Może teraz powinien uważać na pana?
Robert to bardzo dobry kierowca, szybki, a do tego świetnie współpracuje z inżynierami. Znamy się długo, więc wiem, że w ogóle się nie zmienił. Jesteśmy w podobnym wieku, często rozmawiamy i robimy sobie żarty. Poza torem spotykamy się tylko na zespołowych imprezach. Czy musi na mnie uważać? Dostał szansę i ją wykorzystał. Robert zasługuje na to, żeby być kierowcą wyścigowym.
Kubica jako kierowca testowy naciskał Nicka Heidfelda i Jacquesa Villeneuve'a. Pan zamierza robić to samo?
Oczywiście, to jedno z moich zadań.
Kariera Kubicy jest imponująca. Jest dla pana wzorem?
Nie. W F1 każdy musi skupiać się na sobie.
Pana idolem jest Michael Schumacher?
Tak. Ale nie smuc się, że odszedł z F1. Dla mnie to nic nie zmieni. Chcę pewnego dnia jeździć w wyścigach. Nie będę miał okazji pokonać Michaela, ale będą inni mistrzowie.
Znacie się osobiście?
Tak. To bardzo miły facet. Nigdy nie dał mi odczuć, że on jest wielkim mistrzem, a ja nowicjuszem. Traktuje mnie jak młodszego kolegę. Czasami spotykamy się na torze kartingowym, bo Michael nadal lubi jeździć gokartami.
Cały czas jest w tym dobry?
O tak. Bardzo dobry.
Jaki jest pana cel w F1?
Zostać mistrzem świata. Najszybciej, jak to możliwe.
Jak udało się panu dzielić w tym sezonie czas na starty w F1 i F3?
Na szczęście nie musiałem tego robić od początku sezonu, tylko od sierpnia, kiedy Robert zastąpił w zespole Jacquesa Villeneuve'a. Nie było to łatwe, ale nie bedę narzekał. Lubię wyścigi, więc im więcej jeżdżę, tym lepiej. Zwiedziłem kawałek świata, co tydzień byłem w innym miejscu, zwłaszcza w ostatnich pięciu tygodniach. Najważniejsze, że miałem okazję tak często jeździć samochodem.
W 2007 roku będzie pan startował tylko w F1?
Jeszcze nie wiadomo. Razem z szefami teamu musimy się zastanowić, czy dam radę startować w innych seriach.
A życie poza sportem? Ma pan czas na zabawę jak normalny nastolatek?
Oczywiście. Spotykam się z przyjaciółmi, często gramy w piłkę nożną. Jest to możliwe, nawet jeśli prowadzi się takie życie jak ja.
Sebastian Vettel: Bardzo zaskoczony. Oczywiście nie trafiłem tu znikąd, bo od kilkunastu lat startuję w wyścigach. Zawsze chciałem więcej, niż miałem, ale Formuła 1? Czasami sam nie wierzę w to, że już w niej jestem.
Jest pan najmłodszym kierowcą F1, wszyscy się panem interesują. Nie przeszkadza panu ta wrzawa medialna?
Moim zadaniem jest jazda samochodem. Jeżeli kogoś interesuje, co mam do powiedzienia na ten temat, to z chęcią opowiadam. Nie ma znaczenia, że jestem najmłodszy. Nawet nie wiem, kto jest najstarszy. W wyścigach wiek nic nie znaczy.
Talent odziedziczył pan po ojcu?
Chyba tak. Ojciec lubi wyścigi, sam startował w gokartach. Ale nigdy nie zachęcał mnie do tego, żebym został kierowcą wyścigowym. Rodzice nie mówili, że mam wybierać szkołę albo wyścigi. To była tylko moja decyzja.
Pierwszy gokart podarował panu ojciec?
Miałem trzy lata i bardzo chciałem jeździć samochodem. Oczywiście nie mogłem, bo nikt nie dałby mi prawa jazdy. Więc ojciec podarował mi prezent, który odmienił moje życie.
Robertowi Kubicy też pomagali rodzice.
W tym sporcie potrzebna jest pomoc. Na początku rodziców, którzy będą wspierali i wszystko finansowali. Bez rodziców nic bym nie osiągnął. Od zawsze pozwalali mi robić to, co sprawiało mi najwięcej radości. Za to jestem im wdzięczny. Bardzo wcześnie trafiłem do sportów motorowych. Próbowałem grać w piłkę nożną, w tenisa stołowego, pływać. Wytrzymywałem najwyżej pół roku. A sport motorowy nigdy mi się nie nudził.
Lubi pan piłkę nożną?
Sam gram w piłkę i ciągle oglądam jakieś mecze.
Mistrzostwa świata też?
Oczywiście, w tym mecz Niemcy – Polska. Ale były nerwy. Szło nam ciężko, na szczęście w końcu wygraliśmy. Wiem, że Klose, Podolski i chyba Borowski pochodzą z Polski.
Zna pan Adama Małysza? Obydwaj startujecie w kaskach Red Bulla.
Każdy zna Adama Małysza. Niestety, nigdy się nie spotkaliśmy. Kojarzy mi się z bardzo dalekimi skokami i z wąsami. Nie lubię tych wąsów, ale hej, to Adam Małysz. Duży szacunek.
Niemieckie gazet pisały, że został pan wypożyczony do BMW Sauber z teamu Red Bulla.
To bzdura. Proszę nie wierzyć w to, co piszą niektóre gazety. Jestem tym zażenowany. Nie ma żadnej umowy, że w 2008, 2009 albo innym roku będę kierowcą Red Bulla. Jestem kierowcą BMW Sauber.
Od kiedy znacie się z Kubicą?
Od 2000 roku, kiedy obydwaj byliśmy w kartingu. On kończył tam karierę, ja zaczynałem. Wygrywał ze mną, bo był bardziej doświadczony. Ale nie było mu łatwo. Robert zawsze jest krok przede mną, a ja go gonię. Kiedy on był w Formule 3, ja w Formule BMW. On w World Series, ja w F3. Teraz razem jesteśmy w F1, nie możemy już awansować.
Kubica niespodziewanie zastąpił w zespole Jacquesa Villeneuve'a. Może teraz powinien uważać na pana?
Robert to bardzo dobry kierowca, szybki, a do tego świetnie współpracuje z inżynierami. Znamy się długo, więc wiem, że w ogóle się nie zmienił. Jesteśmy w podobnym wieku, często rozmawiamy i robimy sobie żarty. Poza torem spotykamy się tylko na zespołowych imprezach. Czy musi na mnie uważać? Dostał szansę i ją wykorzystał. Robert zasługuje na to, żeby być kierowcą wyścigowym.
Kubica jako kierowca testowy naciskał Nicka Heidfelda i Jacquesa Villeneuve'a. Pan zamierza robić to samo?
Oczywiście, to jedno z moich zadań.
Kariera Kubicy jest imponująca. Jest dla pana wzorem?
Nie. W F1 każdy musi skupiać się na sobie.
Pana idolem jest Michael Schumacher?
Tak. Ale nie smuc się, że odszedł z F1. Dla mnie to nic nie zmieni. Chcę pewnego dnia jeździć w wyścigach. Nie będę miał okazji pokonać Michaela, ale będą inni mistrzowie.
Znacie się osobiście?
Tak. To bardzo miły facet. Nigdy nie dał mi odczuć, że on jest wielkim mistrzem, a ja nowicjuszem. Traktuje mnie jak młodszego kolegę. Czasami spotykamy się na torze kartingowym, bo Michael nadal lubi jeździć gokartami.
Cały czas jest w tym dobry?
O tak. Bardzo dobry.
Jaki jest pana cel w F1?
Zostać mistrzem świata. Najszybciej, jak to możliwe.
Jak udało się panu dzielić w tym sezonie czas na starty w F1 i F3?
Na szczęście nie musiałem tego robić od początku sezonu, tylko od sierpnia, kiedy Robert zastąpił w zespole Jacquesa Villeneuve'a. Nie było to łatwe, ale nie bedę narzekał. Lubię wyścigi, więc im więcej jeżdżę, tym lepiej. Zwiedziłem kawałek świata, co tydzień byłem w innym miejscu, zwłaszcza w ostatnich pięciu tygodniach. Najważniejsze, że miałem okazję tak często jeździć samochodem.
W 2007 roku będzie pan startował tylko w F1?
Jeszcze nie wiadomo. Razem z szefami teamu musimy się zastanowić, czy dam radę startować w innych seriach.
A życie poza sportem? Ma pan czas na zabawę jak normalny nastolatek?
Oczywiście. Spotykam się z przyjaciółmi, często gramy w piłkę nożną. Jest to możliwe, nawet jeśli prowadzi się takie życie jak ja.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|