"Byłem załamany po przegranym ligowym meczu z Polpakiem Świecie, a koledzy z zespołu wydzwaniali do mojego kumpla z drużyny Roberta Gittensa żebyśmy poszli razem z nimi odreagować stres. I po chyba siódmym telefonie dołączyliśmy do nich" - relacjonuje Tony.
To, co stało się potem jest wielkim szokiem dla czarnoskórego koszykarza. "Siedzieliśmy sobie spokojnie, gdy nagle wywiązała się sprzeczka pomiędzy mną, a jednym z zawodników. Wyszliśmy na zewnątrz" - mówi. Jaki był powód awantury? "Sam nie wiem. Chyba chodziło im o to, że jestem czarny. Ktoś powiedział, że potrąciłem jakąś dziewczynę, ale ja sobie czegoś takiego nie przypominam" - kontynuuje.
Kolejne wydarzenia Akins pamięta jak przez mgłę. "Dostałem mocno od kogoś w tył głowy i za chwilę w szczękę. Zamroczyło mnie. Nic potem nie pamiętam" - mówi. Amerykanin trafił do szpitala. Jest tak mocno poobijany, że nie będzie mógł grać w koszykówkę przynajmniej przez sześć miesięcy.
Kto mu to zrobił? "Nie chcę mówić, kto mnie uderzył. Boję się" - zdradza. A działacze klubu z Jarosławia nie zamierzają pomóc swojemu najlepszemu koszykarzowi i natychmiast rozwiązali z nim kontrakt. Co zrobi zawodnik? "Chcę jak najszybciej wyjechać z Polski. Ale najpierw niech oddadzą mi zaległe pieniądze" - kończy Amerykanin, który po pierwszych czterech kolejkach jest trzecim najlepszym strzelcem Dominet Bank Ekstraligi. A raczej był, bo wyniku już nie poprawi.
Kontrakt rozwiązano także z drugim amerykańskim koszykarzem, Roberto Gittensem. On także uczestniczył w bójce, ale jego rany są znacznie mniej poważne niż Akinsa.
Władze klubu ukarały także dwóch innych zawodników, którzy byli wtedy w lokalu. Do wyjaśnienia sprawy przez policję zawieszono Grzegorza Kordasa i Tomasza Fortunę. Był tam jeszcze inny koszykarz, Tomasz Przewrocki, ale to on wezwał policję i nie był agresywny dlatego od klubu otrzymał tylko naganę z ostrzeżeniem.