W meczu Ligi Mistrzów z Benficą Lizbona środkowy obrońca pana drużyny Gary Caldwell strzelił panu właściwie trzy gole.
Można tak powiedzieć. W pierwszym wypadku załatwił mnie osobiście, a później dwukrotnie wystawiał piłkę rywalom. Bywa i tak.
Nie mógł pan wyciągnąć żadnej piłki?
No przecież wyciągnąłem trzy. Tyle że z siatki. A tak poważnie to każdy z tych strzałów mogłem obronić. Musiałbym mieć jednak mnóstwo szczęścia.
Przy pierwszym golu nie wykonał pan nawet ruchu.
Bo nie spodziewałem się, że tak pięknego gola może strzelić mi mój kolega.
Co Caldwell usłyszał od was w szatni?
Zupełnie nic. Każdemu mogą zdarzyć się takie błędy. Trener Gordon Strachan też nic nie mówił. I bez gadania Gary był potwornie przygnębiony. Po co chłopa dobijać, raczej trzeba mu
współczuć.
Cały Celtic zagrał beznadziejnie.
A Benfica niewiele lepiej. To w ogóle był taki sobie mecz. Gdybyśmy zaprezentowali swój zwykły poziom, inaczej by to wyglądało.
Mimo wszystko jest pan zadowolony.
A czym mam się martwić? Mamy sześć punktów. Jeśli wygramy jeszcze jeden mecz, to pewnie wyjdziemy z grupy i będziemy grać dalej. Tu, w Szkocji, nie ma czasu na zastanawianie się,
rozpamiętywanie. Teraz czeka nas mecz z Hearts, o Benfice już wszyscy zapomnieli.
W Lidze Mistrzów gra pan po raz pierwszy w życiu. Jakie wrażenia?
Nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowany albo że rozgrywki są przereklamowane. Grają tu naprawdę mocne drużyny. Z tym że niewiele to się różni od zwykłego meczu. Wyjątkowości nadaje
hymn Ligi Mistrzów wykonywany przed każdym meczem.
Wraca pan do bramki reprezentacji Polski na mecz z Belgią. Stresuje to pana?
A skąd! Przecież w tym roku grałem już w reprezentacji wiele razy. Specjalnie się nie mobilizuję, traktuję to wszystko na luzie, bo czasami takie przesadne nastawianie się na jeden mecz może
tylko zaszkodzić.
Rozmawiał pan już w cztery oczy z Beenhakkerem. Podobno był na meczu z Benficą w Lizbonie.
Na pewno to był Darek Szpakowski i z nim pogadałem, a Beenhakkera nie widziałem. Jakoś do tej pory nie było okazji do rozmowy. Takie tylko tam pogaduszki w przelocie. Jakieś uwagi podczas
ostatniego zgrupowania i to wszystko.
Ucichła już wrzawa w Szkocji po pana "wystąpieniach religijnych"?
Trudno powiedzieć. Ostatnio wyciągnęli mi po pół roku, że się kiedyś przeżegnałem przed meczem. Zawsze to robiłem i będę robić. Mogę się jednak spodziewać, że będą mi chcieli
wlepić karę.
I zapłaci pan?
Chyba pan żartuje. Po to są prawnicy, aby zajmowali się takim sprawami.
Spotkał się pan z jakimiś reakcjami na ulicach Glasgow?
Tak, kibice Celtiku na mój widok nagle zaczynają się żegnać. Nie przeszkadza mi to, nie będę chodził i każdemu z osobna tłumaczył, że to nie była z mojej strony żadna manifestacja, a
jedynie symbol mojej wiary. Znak krzyża wykonuję tylko i wyłącznie dla siebie.
Miałem na myśli reakcje kibiców protestanckich Glasgow Rangers.
Oczywiście liczę się z tym, że mogę w każdej chwili po gębie dostać. Ale wie pan, jakoś mnie to nie przeraża.