Dziennik Gazeta Prawana logo

Zbigniew Boniek: Belgom brakuje fantazji

12 października 2007, 14:09
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Jak widzę, że teraz podniecacie się jakimś polskim piłkarzem, tylko dlatego, że zagrał 90 minut w zagranicznym klubie albo strzelił gola w przegranym meczu, to mi się śmiać chce" - mówi były trener reprezentacji Polski, Zbigniew Boniek. "Zibi" opowiada DZIENNIKOWI o swojej piłkarskiej karierze i nadchodzącym wielkimi krokami meczu z Belgią.
Znów gramy ważny mecz z Belgią. To chyba przeciwnik, który najlepiej się panu kojarzy...
Nie lubię odgrzebywać w trupów. Idę do przodu, mam swoje nowe pasje, biznesy, ale... No nie da się ukryć, że ten mecz z mistrzostw świata w Hiszpanii stał się moją wizytówką. Trzy gole im strzeliłem i każdy w innym stylu. Żaden nie był przypadkowy. W Belgii zdobyłem też Puchar Europy po meczu na Heysel gdzie rozegrała się tragedia. Wiele razy ogrywałem belgijskich rywali jako zawodnik Juventusu. Debiutowałem w roli trenera reprezentacji Polski także w meczu z Belgią. Trochę im za skórę zalazłem, bo jak ląduję na lotnisku w Brukseli to mnie wszyscy rozpoznają. Zresztą przyjaźnię się z wieloma Belgami. To przesympatyczni ludzie. Vercauteren, Ceulemans, Gerets, Pfaff... Znam chyba wszystkich.

Od Belgii zaczęła się pana wielka kariera...
To nie ja wymyśliłem. Przecież rozegrałem mnóstwo innych równie dobrych meczów. Wcześniej i później. W finale Superpucharu Europy strzeliłem dwa gole Liverpoolowi, sam wygrałem ten mecz. Wtedy jednak media nie były tak rozbudowane jak obecnie, nie było tylu transmisji. Jak widzę, że teraz podniecacie się jakimś polskim piłkarzem, tylko dlatego, że zagrał 90 minut w zagranicznym klubie, albo strzelił gola w przegranym meczu to mi się śmiać chce. Nie zamierzam się przechwalać, ale dwóch środkowych belgijskich obrońców z meczu w mundialu 1982 r. Millecamps i Meeuws pobiło się o moją koszulkę.

Sądzi pan, że zespół Beenhakkera ma szanse wygrać w Brukseli, a nie tylko walczyć o remis?
Belgowie nie są frajerami, ale można ich spokojnie ograć. Jeśli chcemy jechać na mistrzostwa Europy, po prostu powinniśmy to zrobić. Belgom brakuje trochę fantazji, którą mają Polacy. Są solidni, ale tylko odtąd dotąd... Z przyjemnością obejrzę ten mecz z przyjaciółmi przy dobrym winku.

Czy Polska drużyna po sukcesie z Portugalią potrafi pójść za ciosem?
My Polacy w ogóle tego nie potrafimy. Nasz problem jest taki, że sukcesy nie są owocem jakiejś strategii i przemyślanego działania. Zbyt dużo w tym przypadkowości, takich polskich zrywów. Nie potrafimy wykorzystać sukcesów. I co z tego, że odnieśliśmy ich w sumie mnóstwo, skoro nic z tego nie wynika. Nie wybudowaliśmy żadnego obiektu sportowego, nie postawiliśmy stadionu. U nas najwięcej stadionów obiecuje się tuż przed wyborami. Wspaniałych, ale wirtualnych, powstaje całe mnóstwo. Teraz jest szansa na organizację mistrzostw Europy w 2012 roku i w zwizku z tym powstało wiele fajnych projektów. Martwi mnie jednak to, co się z nimi stanie, kiedy nam tej orgaznizacji nie przyznają. Oby nie wrzucono tych planów do szafy.

Na idola wyrasta Euzebiusz Smolarek, który zapewnił nam zwycięstwa w meczach z Kazachstanem i Portugalią.
Każdy sukces potrzebuje jakiegoś ojca. Ebi to fajny, sympatyczny chłopak ze smykałką do piłki, może być kojarzony pozytywnie, ale na razie chyba nic więcej. Dopiero jest na starcie do kariery. Żeby kogoś robić idolem wypadałoby, aby wygrał jakiś turniej, a nie jeden konkurs. Celowo nawiązuję do prawdziwego idola Adama Małysza.

Czy Ebi jest już lepszy od swojego ojca Włodzimierza?
Słucham? No, nie przesadzajmy. Zawodnik międzynarodowego pokroju powinien być dobry w finałach mistrzostw świata lub Europy. A na razie mamy eliminacje. To też jest charakterystyczne dla nas, Polaków. Kiedy inni zaczynają się podniecać walką w turnieju, my już mamy uniesienia za sobą. Bo wydaje nam się, że wygranie eliminacji to niesłychany sukces. Znam Włodka Smolarka doskonale od lat. Wiedziałem jego gole w europejskich pucharach, w finałach mistrzostw świata. Widziałem jak odbierał medal w mundialu. Jego syna jeszcze w tej roli nie widziałem, ale życzę mu tego z całego serca.

Beenhakker ma kilka problemów ze składem. Nie będzie mógł zagrać Jeleń, Golański, Rasiak...
A co to za problem? Przecież nie ma ludzi niezastąpionych. Pardon! Są. Terenowi działacze Polskiego Związku Piłki Nożnej. Przynajmniej tak twierdzili podczas ostatniego zjazdu PZPN.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj