"Fakt": Marzyłeś o wyjeździe do Anglii, ale lepsza oferta przyszła z Bordeaux.
Łukasz Fabiański: I ten kierunek nie jest zły! W Anglii byłem kilka razy na stażach, znam język, lubię ten futbol. We Francji wszystkiego trzeba uczyć się od nowa. Ale to fajne i duże
wyzwanie.
I mniejsze pieniądze.
Zasada jest jasna: mając do wyboru lepszy klub i mniejsze pieniądze, decyduję się właśnie na takie rozwiązanie. No i jeszcze jedno - trzeba grać,
grać, grać.
A w Legii teraz nie grasz...
Oswoiłem się z tym, ale nie odpowiadała mi ta sytuacja. Z drugiej strony - w ciągu ostatnich trzech miesięcy, w różnych rozgrywkach
wystąpiłem w siedemnastu meczach. Każdy niósł ze sobą obciążenie psychiczne. Początek sezonu mieliśmy słabszy. Nie wiem, czy zostałem kozłem ofiarnym. Może trener zdecydował po prostu,
że da mi odpocząć.
Kiedy wracasz do składu?
Jak najszybciej! Czuję się świetnie, jestem wypoczęty i głodny gry.
Podobno trofeum Faktu zostało na razie w klubie?
Tak, bo to bardzo ciężki i duży puchar.
A zasłużony?
Myślę, że tak. To był dobry sezon. Przecież dopiero wchodziłem do "dorosłej" piłki jako pierwszy bramkarz, i to od razu w takim zespole
jak Legia. Wszystko naprawdę fajnie się ułożyło. Zdobyliśmy mistrzostwo, przeżyłem parę pięknych chwil.
Spodziewałeś się, że tak szybko zastąpisz Artura Boruca w bramce Legii?
Życie nas zaskakuje. Niczego nie kalkulowałem. Trenowałem, robiłem swoje i czekałem. Ktoś dał mi szansę, a ja ją wykorzystałem.
Najpiękniejsza chwila sezonu?
Hmmm, mecz w Zabrzu? Tam zapewniliśmy sobie tytuł. Ja obroniłem parę strzałów.
Najgorszy moment...
Chyba w Pucharze UEFA. Przegraliśmy z FC Zurych, myśląc, że to będzie łatwy rywal. Pomyliliśmy się. Zresztą nie tylko my - nikt nie docenił Szwajcarów. Poprzedni triumfatorzy klasyfikacji
Faktu, Frankowski i Żurawski, wyjeżdżali do zagranicznych klubów. Ty też w lidze polskiej już chyba niczego się nie nauczysz.
Dlaczego?
Każdy mecz może być lekcją. Ale jestem gotowy na wyjazd.
Na kolejne trofa też?
Myślę, że to wasze nie jest ostatnim. Ani mistrzostwo Polski to nie jest mój ostatni sukces. To dopiero początek.
Masz w domu specjalne miejsce na puchary i medale?
Nie jestem maniakiem zbierania trofeów. To po prostu miła premia za dobrze wykonaną pracę. Mam ich trochę w domu w
Warszawie, część stoi u rodziców. Ich to kręci najbardziej (śmiech).