Od kilku dni jest Pan w Polsce, ale czy wzorem innych kierowców Formuły 1 nie myśli Pan o przeprowadzeniu się do Monako albo Szwajcarii?
Robert Kubica: Nie. Gdy tylko mogę, wracam do rodzinnego Krakowa. Ostatnio nie jest to proste, bo mam mnóstwo obowiązków związanych z pracą. Prowadzę taki tryb życia, że w zasadzie nie mam
możliwości zamieszkać gdzieś na stałe. Ale kiedy już tu jestem, mogę spokojnie wyjść na spacer po rynku. Ludzie, których wtedy spotykam, są dla mnie bardzo serdeczni.
Jest Pan przesądny? Felipe Massa zdradził ostatnio, że przez cały weekend w Brazylii używał tej samej, szczęśliwej dla niego bielizny...
Nic z tych rzeczy, ja zmieniam bieliznę codziennie! (śmiech)
Co by Pan poradził chłopcom, którzy chcą zrobić taką karierę jak Robert Kubica?
Nie mogę powiedzieć, bo potem ktoś zarzuci mi, że namawiam ich do ucieczki z Polski. A tak na serio, młodzi powinni jeździć jak najwięcej i być wobec siebie samokrytyczni. Słyszałem o
pomysłach budowy toru F1 w naszym kraju, ale na razie ważniejsze jest, by dzieciaki miały gdzie pojeździć gokartami. Moich następców nie znajdziemy wśród dwudziestolatków, lecz znacznie
młodszych.
Przejażdżka bolidem Formuły 1 była Pana marzeniem. Zostało spełnione, więc o czym teraz marzy Kubica?
Nie mam już marzeń. Teraz stawiam sobie cele.
Nie marzy Pan nawet o mistrzostwie świata?
A może tytuł jest celem, a nie marzeniem? To się zmienia, wszystko będzie zależeć od sytuacji. W przyszłym sezonie dobrze byłoby kilka razy stanąć na podium.
Którzy kierowcy będą największymi rywalami w walce o to podium?
Ci, co zawsze. Kimi Raikkonen, Fernando Alonso, może Felipe Massa i kierowcy Renault – Giancarlo Fisichella oraz Heikki Kovalainen.
Alonso ostatnio powiedział, że będzie Pan dla niego groźnym rywalem...
Jeżeli tak mówi, to znaczy że się boi (śmiech). Mam nadzieję, że powalczę z nim o podium. Jeśli tak się stanie, będzie to oznaczało, że jesteśmy w czołówce. Nadal ulepszamy bolid.
Testowaliśmy już nową skrzynię biegów, dzięki której zyskamy kilka dziesiątych sekundy na okrążeniu. To dużo.
Czy boi się Pan wsiadając do samochodu wyścigowego?
Nie myślę wtedy o bezpieczeństwie. Jeżdżę tak szybko, jak się da. Sporty samochodowe nie są tak niebezpieczne,
jak się ludziom wydaje. Kiedy bolid uderza w bandę, wokół niego efektownie fruwają oderwane części, ale kokpit, w którym siedzę jest tak wytrzymały, że nie zrobi się w nim nawet
półmilimetrowa dziura.
Wyścigi nadal są dla Pana przyjemnością?
Tak. Wciąż traktuję to jako zabawę, jeżdżąc czuję dużą satysfakcję. Budząc się rano nie myślę: trzeba iść do pracy, bo szef mnie zwolni. Kiedy poczuję, że jest inaczej, zacznę
szukać sobie czegoś nowego.