Walterowi Hoferowi, który od kilku lat niepodzielnie rządzi w skokach narciarskich, zależy tylko na zarabianiu pieniędzy. Nie przejmuje się zdrowiem zawodników. Najważniejszy jest interes sponsorów. Sobotnia tragedia Jana Mazocha to wina Hofera, który w takich warunkach pozwolił komukolwiek skakać.
Skoro obradujące pod przewodnictwem Hofera jury (oprócz Hofera w Zakopanem byli to Fin Pekka Hyvaerinen, Polak Jan Kowal, Niemiec Helmut Wegscheider oraz Miran Tepes ze
Słowenii) mogło z powodu spóźnienia Finów przenieść na sobotę kwalifikacje, powinno też odwołać konkurs.
"W tych warunkach pogodowych zwycięzcę można było ustalić w hotelu, ciągnąc zapałki. Efekt byłby ten sam, a Mazoch nie leżałby teraz w śpiączce w szpitalu" - powiedział "Faktowi" drugi trener naszej reprezentacji Łukasz Kruczek.
Hofer nie przerwał konkursu, bo zależało mu na wypełnieniu kontraktów reklamowych. Teraz poniesie za to surową karę, bo nieszczęsny Mazoch jest wnukiem Jirzego Raski, doskonałego skoczka z Czechosłowacji. Mistrz olimpijski z Grenoble jest znany z porywczego charakteru. W sytuacji, kiedy z powodu błędnej decyzji Hofera jego wnuk może zostać kaleką, na pewno nie puści tej sprawy płazem. Tym bardziej że Hofer zachowuje się tak, jakby kolejne krytyczne wypowiedzi skoczków oraz ich trenerów zupełnie nie dawały mu do myślenia.
Nawet wczoraj, choć widać było, że coraz silniejszy wiatr znowu będzie zagrażał życiu zawodników, długo zwlekał z decyzją o odwołaniu zawodów. Austriak paradował po skoczni ze swoim nieodłącznym uśmieszkiem. Jakby nie dostrzegł tragedii. Szybko wymazał ją z pamięci.
Tyle że kibice nie pozwolą mu o tym zapomnieć. Mazoch zwożony w toboganie ze skoczni wyglądał przerażająco. Otwarte oczy, rozchylone usta, sztywna szczęka i cofnięty język zwiastowały najgorsze. Poodzierana i obita głowa sprawiała tak makabryczne wrażenie, że dziewczyna innego czeskiego skoczka Jana Matury zemdlała na ten widok.
Takiego wypadku nie było od trzech lat. W 2003 roku w Kuusamo Austriak Thomas Morgenstern przekoziołkował ponad bulą i upadł na kręgosłup. Wtedy cudem skończyło się na wstrząśnieniu mózgu i złamaniu palca. Na ten cud zapewne liczą bliscy Jana Mazocha.
"W tych warunkach pogodowych zwycięzcę można było ustalić w hotelu, ciągnąc zapałki. Efekt byłby ten sam, a Mazoch nie leżałby teraz w śpiączce w szpitalu" - powiedział "Faktowi" drugi trener naszej reprezentacji Łukasz Kruczek.
Hofer nie przerwał konkursu, bo zależało mu na wypełnieniu kontraktów reklamowych. Teraz poniesie za to surową karę, bo nieszczęsny Mazoch jest wnukiem Jirzego Raski, doskonałego skoczka z Czechosłowacji. Mistrz olimpijski z Grenoble jest znany z porywczego charakteru. W sytuacji, kiedy z powodu błędnej decyzji Hofera jego wnuk może zostać kaleką, na pewno nie puści tej sprawy płazem. Tym bardziej że Hofer zachowuje się tak, jakby kolejne krytyczne wypowiedzi skoczków oraz ich trenerów zupełnie nie dawały mu do myślenia.
Nawet wczoraj, choć widać było, że coraz silniejszy wiatr znowu będzie zagrażał życiu zawodników, długo zwlekał z decyzją o odwołaniu zawodów. Austriak paradował po skoczni ze swoim nieodłącznym uśmieszkiem. Jakby nie dostrzegł tragedii. Szybko wymazał ją z pamięci.
Tyle że kibice nie pozwolą mu o tym zapomnieć. Mazoch zwożony w toboganie ze skoczni wyglądał przerażająco. Otwarte oczy, rozchylone usta, sztywna szczęka i cofnięty język zwiastowały najgorsze. Poodzierana i obita głowa sprawiała tak makabryczne wrażenie, że dziewczyna innego czeskiego skoczka Jana Matury zemdlała na ten widok.
Takiego wypadku nie było od trzech lat. W 2003 roku w Kuusamo Austriak Thomas Morgenstern przekoziołkował ponad bulą i upadł na kręgosłup. Wtedy cudem skończyło się na wstrząśnieniu mózgu i złamaniu palca. Na ten cud zapewne liczą bliscy Jana Mazocha.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|