Dziennik Gazeta Prawana logo

Lewandowski zaprasza Kszczota do... Kenii

2 sierpnia 2010, 13:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marcin Lewandowski po zdobyciu w Barcelonie tytułu mistrza Europy w biegu na 800 m zamierza do następnego sezonu przygotowywać się ponownie w Kenii. Chciałby jechać razem z Adamem Kszczotem, ale brązowy medalista, jak na razie, nie widzi siebie w Afryce.

"W Kenii panują dość ciężkie warunki pogodowe i mieszkalne. Trudno tam samemu wytrzymać, dlatego chętnie wybrałbym się z jakąś grupką. Może uda się namówić Adama" - powiedział Lewandowski (SL WKS Zawisza Bydgoszcz).

Złotego medalistę zaprosił do Kenii pod koniec ubiegłego roku mistrz olimpijski z Pekinu Wilfred Bungei, urodzony w Kabirisangu koło Kapsabet. Z tej wioski pochodzą również rekordzista świata w biegu na 800 m Wilson Kipketer i wicemistrzyni pekińskich igrzysk na tym dystansie Janeth Jepkosgei.

Kszczot nie zamierza jednak wyjeżdżać do Kenii. Jak twierdzi, jest tam dla niego za wysoko. "Poza tym mój organizm nie jest jeszcze przygotowany na tak duże obciążenia. Byłem w tym roku w St. Moritz, to jest około 1700 m n.p.m. Już tam trenowało się dosyć ciężko. Do takich wysokości trzeba się najpierw przyzwyczaić" - uważa zawodnik RKS Łódź.

Podopieczny Stanisława Jaszczaka nie bierze nawet pod uwagę wspólnych treningów z Lewandowskim.

"Do tej pory sam ćwiczyłem i przynosiło to efekty. Często rywalizacja jest na tyle zacięta, że warto samemu hartować ducha. Założenia są zazwyczaj od góry ustalone przez trenera. Raz biega się troszkę luźniej, innym razem szybciej, dlatego trudno byłoby się zgrać" - wyjaśnił.

Kszczot cieszy się jednak z tego, że ma w kraju rywala, który mobilizuje go do ciężkich treningów.

"We dwóch jest zawsze raźniej, zwłaszcza jak dochodzi do zagranicznych biegów. To nie jest tak, że na bieżni człowiek przed samym startem zamienia się w lwa i patrzy na innych wilkiem. Między nami występują całkiem normalne, koleżeńskie relacje. Nie zdarzyło się, byśmy spychali się z bieżni" - zaznaczył.

To drugi brązowy medal zdobyty przez niespełna 21-letniego Kszczota w seniorskiej imprezie rangi mistrzowskiej. W marcu stanął w Dausze na najniższym stopniu podium halowych mistrzostw świata.

"Obydwa trofea są dla mnie równie cenne. Pierwsze starty, pierwsze medale, naprawdę wielkie szczęście. Nie da się tego opisać. W czym tkwi mój sukces? Przede wszystkim w ciężkiej pracy, ale i szczęściu" - przyznał.

Teraz chce przede wszystkim udowodnić, że nie tylko umie biegać skutecznie, ale i szybko.

"Nie miałem jeszcze okazji sprawdzić do końca swojej dyspozycji. Startowałem w niewielu mityngach. Do tej pory skupiałem się na przygotowaniach do mistrzostw w Barcelonie" - podkreślił.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj