Na pojedynkach z udziałem Fury'ego nie można się nudzić. Prawdziwe show dał zanim pojawił się w ringu. Ubrany w królewskie szaty, z koroną na głowie i siedząc na tronie - tak wyglądała jego prezentacja przed rewanżem z Wilderem. Pierwszy ich pojedynek odbył się pod koniec 2018 roku i zakończył remisem.

Reklama

"Dla mnie remis jest porażką, ponieważ liczy się tylko zwycięstwo" - stwierdził Fury, który bardzo dobrze spisał się w drugiej konfrontacji w Las Vegas. Był zdecydowanie lepszy i wygrał przed czasem z niepokonanym dotąd Amerykaninem.

"Jestem swoim najostrzejszym krytykiem. Wiem, że mogę boksować jeszcze lepiej. Doskonalenie nowego stylu trwa latami, lecz szybko się uczę" - stwierdził czempion jednej z największych organizacji na świecie.

Anglik, który legitymuje się rekordem 30-0-1 (21 KO), posłał na deski broniącego tytułu Wildera (42-1-1, 41 KO) w trzeciej rundzie, a potem w piątej. W siódmym starciu w narożniku bokser nazywający siebie "Królem Cyganów" dopadł przeciwnika i znów trafił kilka razy, a sędzia przerwał walkę.

"Król wrócił na swoje miejsce – na tron" – przyznał triumfator.

Wkrótce po pojedynku zaczęły się pojawiać komentarze dotyczące ewentualnego trzeciego pojedynku Fury'ego z Wilderem (taki zapis jest w kontrakcie) albo unifikacyjnej potyczki z Anthonym Joshuą (23-1, 21 KO), mistrzem globu WBA, IBF, WBO.

Za tym drugim rozwiązaniem optuje promotor Joshuy Eddie Hearn: "Latem zorganizujmy walkę, która wyłoni niekwestionowanego mistrza świata".

Fury nie musi spieszyć się z decyzją, na razie zewsząd zbiera gratulacje. W bezdyskusyjny sposób pokonał rywala, który był mistrzem World Boxing Council kategorii ciężkiej od pięciu lat; Wilder wygrał m.in. z Arturem Szpilką w 2016 roku.

"Tyson Fury pokazał, że jest wielki, gratulacje. Wilder musi wyciągnąć wnioski po tej porażce, głowa do góry" - ocenił słynny przed laty Lennox Lewis. Z kolei inny dawny gwiazdor George Foreman dodał: "Jeśli ktoś chce być mistrzem, musi wygrać z Furym".

Wilder zapowiada, że to nie koniec... "Wrócę silniejszy. Nawet najwięksi przegrywali i wracali" - dodał "Bronze Bomber".

Na trybunach MGM Grand w Las Vegas było 15,8 tys. kibiców. Wpływy z biletów osiągnęły rekordowe 16,9 mln dol.

Pod względem liczby ciosów Fury zdecydowanie okazał się lepszy – 267 wyprowadził, a 82 doszły celu. Dla porównania – Wilder 141 uderzeń i 34 skuteczne.

Do momentu przerwania walki Anglik prowadził 59:52, 59:52, 58:53.

Fury zasłynął już wcześniej - pokonaniem w listopadzie 2015 roku Władimira Kliczki. Najpierw jednak zrezygnował z pasa mistrza świata IBF, a pasy WBO i WBA stracił, ponieważ z powodu kłopotów z alkoholem, narkotykami i depresją zrezygnował z rewanżu z Ukraińcem. W 2018 roku wrócił na ring po ponad dwóch latach przerwy.

Reklama

"Ja wybieram się na bitwę, on wybiera się na bitwę. Myślę, że kibice nie będą zawiedzeni" - przyznał Fury przed rewanżem z Wilderem i miał rację. Po ostatnim gongu znów mógł także zaśpiewać.

Podczas sobotniej gali Meksykanin Emanuel Navarrete (31-1, 27 KO) obronił pas WBO wagi super koguciej, pokonując w 11. rundzie Filipińczyka Jeo Santisimę (19-3, 16 KO).