Dziennik.pl logo

Brandon McNulty mistrzem świata! Amerykanin zaskoczył faworytów w Montrealu

dzisiaj, 08:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Brandon McNulty mistrzem świata! Amerykanin zaskoczył faworytów w Montrealu
Brandon McNulty mistrzem świata! Amerykanin zaskoczył faworytów w Montrealu/PAP/EPA
Brandon McNulty sprawił ogromną niespodziankę w wyścigu elity ze startu wspólnego podczas mistrzostw świata w Montrealu. Amerykanin zaatakował 32 kilometry przed metą, samotnie utrzymał przewagę nad faworytami i sięgnął po tęczową koszulkę. Michał Kwiatkowski ukończył niezwykle wymagającą rywalizację na 50. miejscu.

McNulty przechytrzył faworytów

28-letni Brandon McNulty triumfował po efektownej, samotnej akcji. Reprezentant USA zaatakował z niewielkiej grupy prowadzącej 32 kilometry przed metą i wykorzystał brak zdecydowania wśród rywali.

Amerykanin szybko wypracował ponad minutę przewagi, choć do samego końca nie mógł być pewny zwycięstwa. W grupie pościgowej kolejni zawodnicy próbowali ruszać w pogoń, a przewaga lidera w pewnym momencie stopniała do zaledwie 12 sekund.

Ogromną rolę odegrał wówczas Matteo Jorgenson. Kolega McNulty'ego z reprezentacji USA skutecznie neutralizował próby ataków. Podążał za zawodnikami ruszającymi w pogoń, ale nie dawał zmian, utrudniając współpracę rywalom. McNulty wytrzymał presję i jako pierwszy przeciął linię mety.

Matthews i Van der Poel na podium

Amerykanin wyprzedził o 13 sekund niewielką grupę pościgową. Drugie miejsce zajął Australijczyk Michael Matthews, a brązowy medal zdobył Holender Mathieu van der Poel.

Tuż za podium uplasował się kolejny reprezentant USA Quinn Simmons. W czołowej dziesiątce znaleźli się także m.in. Isaac del Toro, Mads Pedersen, Tom Pidcock, Matteo Jorgenson, Giulio Ciccone oraz Ben Healy.

Evenepoel bez historycznego dubletu

Rozczarowania nie krył Remco Evenepoel. Belg marzył o tym, by jako pierwszy kolarz zdobyć podczas jednych mistrzostw świata złoto zarówno w jeździe indywidualnej na czas, jak i w wyścigu ze startu wspólnego.

Po triumfie w czasówce w niedzielnym wyścigu nie zdołał jednak włączyć się do walki o medal. Zajął 12. miejsce ze stratą 25 sekund do zwycięzcy.

Ekstremalnie trudny wyścig. Do mety dotarło tylko 58 kolarzy

Rywalizacja w Montrealu była jednym z najtrudniejszych wyścigów mistrzostw świata w ostatnich latach. Trasa liczyła aż 273,4 km i była drugim najdłuższym dystansem w historii czempionatu.

Dodatkowo zawodnicy musieli mierzyć się z bardzo nierównym, szarpanym tempem. Skalę trudności najlepiej pokazuje liczba kolarzy, którzy dotarli do mety. Spośród 183 startujących wyścig ukończyło zaledwie 58.

W ostatniej grupie, dokładnie 10 minut za zwycięzcą, finiszował Michał Kwiatkowski. Mistrz świata z Ponferrady z 2014 roku został sklasyfikowany na 50. pozycji. Pozostali reprezentanci Polski: Jakub Kaczmarek, Piotr Pękala i Mateusz Gajdulewicz nie ukończyli rywalizacji.

McNulty znów daje się poznać polskim kibicom

Nowy mistrz świata jest doskonale znany polskim fanom kolarstwa. W 2025 roku Brandon McNulty wygrał w Wieliczce jazdę indywidualną na czas, a następnie zwyciężył w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne.

Na co dzień Amerykanin reprezentuje UAE Team Emirates-XRG, gdzie ściga się u boku Tadeja Pogacara. Słoweniec planował bronić w Kanadzie tytułu mistrza świata, ale jego sezon zakończył się przedwcześnie z powodu kontuzji odniesionej podczas Vuelta a Espana.

„Do ostatnich 100 metrów nawet w to nie wierzyłem”

McNulty po przekroczeniu mety nie krył niedowierzania.

- Szczerze mówiąc, to... sam nie wiem. Jestem kompletnie zagubiony. Do ostatnich 100 metrów nawet w to nie wierzyłem. Wiedziałem, że potrzebny będzie cud i chyba dziś cud się zdarzył. Na ostatnim podjeździe umierałem ze zmęczenia, ale cisnąłem dalej. Każdy kolarz marzy o tym, żeby kiedyś mieć tęczową koszulkę. Wiedząc, że będę ją nosił przez rok, po prostu nie mogę w to uwierzyć - mówił Amerykanin.

Dzięki zwycięstwu McNulty został trzecim amerykańskim mistrzem świata elity w wyścigu ze startu wspólnego. Wcześniej po tęczową koszulkę sięgali Greg LeMond w 1983 i 1989 roku oraz Lance Armstrong w 1993 roku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj