Lakers do finału dotarli po raz 32. Żaden inny klub nie grał w nim tak często. Na koncie mają 16 tytułów mistrzowskich, a 17 może się pochwalić Boston Celtics.

Reklama

W sezonie zasadniczym byli najlepszą drużyną za Zachodzie, co w serii z Nuggets czyniło ich faworytami. Ekipa ze stanu Kolorado w dwóch wcześniejszych rundach zaliczyła niesamowite powroty. Zarówno w rywalizacji z Utah Jazz, jak i Los Angeles Clippers przegrywała 1-3, a ostatecznie wygrywała 4-3.

W trzeciej kwarcie Lakers prowadzili już róźnicą 15 punktów, ale tuż przed jej zakończeniem Nuggets doprowadzili do remisu po 84. Odwrócenie losów rywalizacji uniemożliwił im jednak LeBron James. Skrzydłowy Lakers szybko wyprowadził swój zespół na siedmiopunktowe prowadzenie i już do końca kontrolowali przebieg gry.

James po raz 27. w meczu play off uzyskał triple-double. Złożyło się na nie 38 punktów, 16 zbiórek i 10 asyst. Solidne wsparcie zapewnił mu Anthony Davis, który dołożył 27 pkt.

Kiedy James podpisał kontrakt z Lakers (w 2018 roku - red.), powiedział nam, że doprowadzi nas do finału. Bez wątpienia dotrzymał słowa - napisał na Twitterze legendarny zawodnik Lakers Magic Johnson.

James został zaledwie czwartym zawodnikiem w historii, który w finale zagra po raz dziesiąty. Dołączył do: Billa Russella (12 występów), Sama Jonesa (11) i Kareema Abdula-Jabbara (10). Mistrzostwo udało mu się zdobyć trzy razy - w 2012 i 2013 z Miami Heat i w 2016 z Cleveland Cavaliers.

Wśród pokonanych najlepsi byli Serb Nikola Jokic i Jerami Grant, którzy zdobyli po 20 punktów.

Lakers muszą teraz zaczekać na zakończenie rywalizacji w Konferencji Wschodniej. Bliżej awansu jest Miami Heat, które prowadzi z Celtics 3-2. Najbliższy mecz tych drużyn zaplanowano na niedzielę, a ewentualny siódmy, decydujący na środę.