Embiid miał rewelacyjny początek sezonu. Średnio notował blisko 30 punktów na mecz przy skuteczności rzutów z gry przekraczającej 50 procent. Jego nazwisko regularnie pojawiało się w dyskusji o nagrodzie dla najbardziej wartościowego zawodnika (MVP). 13 marca doznał jednak kontuzji nogi w meczu z Washington Wizards.

Reklama

Niezdolny do gry był przez trzy tygodnie. Na parkiet wrócił w sobotę, ale w meczu z Minnesota Timberwolves jeszcze nie przypominał dawnego siebie - trafił sześć z 14 rzutów z gry. W starciu z Celtics dominował już po obu stronach parkietu.

"Wróciłem" - powiedział po spotkaniu do trenera Doca Riversa. "Zauważyłem" - odparł szkoleniowiec.

Embiid już po pierwszej kwarcie miał na koncie 12 punktów. Trener Cetlics Brad Stevens zaczął dokonywać zmian w składzie i taktyce, aby zneutralizować Kameruńczyka. Jednak gdy chwilami się to udawało, to z większej swobody szybko zaczęli korzystać inni gracze 76ers.

W trzeciej kwarcie przewaga gości sięgnęła 21 punktów i już do końca kontrolowali przebieg gry. Do świetnej gry Embiida 17 punktów dołożył Danny Green, który m.in. trafił pięć z sześciu rzutów "za trzy". Wśród pokonanych najlepszy był Jayson Tatum - 20 pkt.

Reklama

76ers z bilansem 35 zwycięstw i 16 porażek prowadzą w tabeli Konferencji Wschodniej. Takim samym legitymuje się ekipa Brooklyn Nets.

Na Zachodzie liderem jest Utah Jazz (38-12). Koszykarze z Salt Lake City minionej nocy odpoczywali.

Piąte miejsce zajmują broniący tytułu Los Angeles Lakers (32-19). "Jeziorowcy" wciąż muszą sobie radzić bez kontuzjowanych LeBrona Jamesa i Anthony'ego Davisa, ale we wtorek zdołali pokonać mistrzów z 2019 roku Toronto Raptors 110:101.

Kanadyjska ekipa z powodu restrykcji w podróżowaniu cały sezon swoje domowe mecze rozgrywa w Tampie na Florydzie. Raptors nawet trochę nie przypominają już drużyny, która zdolna była walczyć o najwyższe cele. Z bilansem 20-31 zajmują dopiero 11. miejsce na Wschodzie.