Stal była blisko osiągnięcia historycznego sukcesu. Pod koniec trzeciej kwarty prowadziła 64:55, ale w ostatnich 10 minutach nie potrafiła znaleźć sposobu na zatrzymanie agresywnie i fizycznie grającego przeciwnika.

Reklama

Oba zespoły spotkały się w turnieju grupowym we Włocławku, a stawką było pierwsze miejsce w grupie. Wówczas ostrowianie wygrali 93:86, ale rywale awansowali do dalszej fazy rozgrywek z drugiej lokaty.

Niedzielne finałowe spotkanie było już zupełnie innym widowiskiem, o zdecydowanie większym ciężarze gatunkowym, toczone w zupełnie odmiennej atmosferze niż w Polsce. Koszykarze Stali po raz pierwszy od ponad pół roku zagrali przy tak licznej i żywo reagującej publiczności. Na trybunach "Menora Mivtachim Arena" zasiadło ponad cztery tysiące kibiców, niemal w 100 procentach dopingujących zespół Ironi. Ness Ziona to miejscowość leżąca na przedmieściach Tel Awiwu, a więc grał on praktycznie u siebie.

Początek należał do gospodarzy, którzy grali bardzo kombinacyjnie i szukali swoich szans głównie spod kosza. Podopieczni Igora Milicia nie za bardzo potrafili sobie poradzić z nieszablonowymi atakami przeciwnika, który szybko objął kilkupunktowe prowadzenie.

Ostrowianie postawili na rzuty z dystansu, dwukrotnie Jakub Garbacz i Denzel Andersson trafili "za trzy" i Stal po serii 9-0 wygrywała 16-12. Ta przewaga utrzymywała się jednak bardzo krótko, Ironi wróciło do swojej gry, nie do zatrzymania byli Patrick Miller i Braian Angola i znów Izraelici dyktowali warunki gry. Zespół z Wielkopolski miał spore kłopoty ze skutecznością, a Ironi po akcji Millera prowadziło już 42:30. Tuż przed przerwą Stal zmniejszyła straty, ale gospodarze sprawiali już wrażenie pewnych siebie.

Trzecia kwarta to prawdziwy popis tegorocznych finalistów mistrzostw Polski, którzy trafiali "za trzy" jak na zawołanie i praktycznie zrezygnowali szukania szansy pod koszem. Garbacz w 25. minucie miał już na koncie sześć celnych "trójek", a gdy faulowany Chris Smith celnie rzucił zza linii 6,75 m i wykorzystał rzut wolny, gospodarzom zajrzało w oczy widmo porażki. Nie wytrzymał nerwowo trener Ironi Brad Greenberg, który został ukarany przewinieniem technicznym.

W ostatnich 10 minutach grał już tylko jeden zespół. Koszykarze Stali przez blisko sześć minut nie oddali celnego rzutu, a tę niemoc przerwał kosz samobójczy, bowiem po niecelnym rzucie Jamesa Florence'a, któryś z graczy Ironi niefortunnie próbował zebrać piłkę i ta wpadła do kosza. W czwartej kwarcie Stal pogrążył Nimrod Levi, który praktycznie jako jedyny z zawodników gospodarzy trafiał z dystansu. Stal z kolei rzutami za trzy punkty z nieprzygotowanych pozycji i trochę na siłę próbowała odrobić straty, ale Garbacz i Florence seryjnie pudłowali. Florence w końcu trafił "za trzy" i ostrowianie przegrywali już tylko 72:74, lecz w końcówce podopieczni Milicica byli już bezradni.