Dziennik Gazeta Prawana logo

"Do Pekinu pojechał pijak, a mogło być srebro"

9 września 2008, 12:20
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Michał Bieniek to jeden z najzdolniejszych polskich skoczków wzwyż. Niestety, mimo znakomitego rekordu życiowego (2.35), na najważniejszych imprezach kompletnie zawodzi. Jego trener Bogumił Mańka wie jednak czemu. "Gdyby PZLA zamiast pijaków wysłał do Pekinu trenerów, chociażby mnie, Bieniek wróciłby ze srebrnym medalem" - żali się Mańka.

Zdaniem Mańki Bieniek na igrzyskach mógł liczyć się nawet w walce o srebro. Skończyło się jednak tylko na eliminacjach.

Wynik mojego podopiecznego był słaby (2,20 m), bo przez trzy tygodnie nie miałem z nim kontaktu. Szkoda, bo jego dyspozycja w momencie startu w Pekinie była naprawdę wysoka" - powiedział "Przeglądowi Sportowemu".

Bardziej krytyczne w stosunku do Bieńka jest mistrz olimpijski Jacek Wszoła. "Zawodnik musi się samemu odnaleźć na zawodach. Nie może być tak, ze stale przegrywa ważne starty, bo wiecznie coś mu przeszkadza" - podsumowuje Wszoła.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj