Dziennik Gazeta Prawana logo

Majewski: Nie mam nic na usprawiedliwienie

2 września 2011, 15:46
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Nie mam nic na usprawiedliwienie. Powinienem był to wygrać, a straszliwie zepsułem" - skomentował dziewiąte miejsce w konkursie pchnięcia kulą 13. mistrzostw świata w koreańskim Daegu Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa).

Zły, zawiedziony, ze spuszczoną głową opuszczał stadion złoty medalista olimpijski z Pekinu, wicemistrz świata i Europy. Nikt się tego nie spodziewał. Dziewiąte miejsce i brak awansu do ścisłego finału było szokiem nie tylko dla polskich dziennikarzy, ale i zagranicznych. Sam Majewski winy szuka tylko u siebie.

"Bardzo zepsułem ten konkurs. Przepraszam wszystkich kibiców, trenera Henryka Olszewskiego za to, że zmarnowałem rok wspólnej pracy, bardzo ciężkiej pracy. Ja tutaj powinienem walczyć o trochę inne pozycje, ale nie wyszło" - powiedział.

Porażka tym bardziej boli, że poziom konkursu nie był zbyt wysoki i w zasięgu Majewskiego, który w tym sezonie pchnął już 21,60. Triumfował młody Niemiec David Storl wynikiem 21,78. "Konkurs jak było widać, rozkręcał się bardzo powoli. Po tym pierwszym całkiem niezłym pchnięciu, powinienem robić dalej swoje, a zamiast tego wszystko psułem technicznie. Źle, źle, bardzo źle się to ułożyło" - dodał.

30-letni Majewski zapewnił, że spalona pierwsza próba nie powinna miała mieć wpływu na kolejne podejścia. "Miałem dalej tak samo mocno pchać. Bez kalkulacji, bez zmian. Niestety, nie wyszło. Technicznie wyglądało to najgorzej jak się dało. Mimo, że ten konkurs stał na bardzo słabym poziomie, ja byłem dziewiąty" - ocenił. Jak przyznał, po raz ostatni w ten sposób się czuł w 2005 roku, po mistrzostwach świata w Helsinkach. Wówczas też zajął dziewiąte miejsce.

Zawody w Daegu nie idą Polakom najlepiej. Z sześciu szans medalowych, udało się wykorzystać jedną - po złoto w skoku o tyczce sięgnął Paweł Wojciechowski (SL WKS Zawisza Bydgoszcz). Rywalizacja potrwa do 4 września.

"Mam nadzieję, że na mnie ta cała czarna seria się skończy. Może jeszcze z jeden medal zabierzemy. Nie wyszło nam. Okazuje się, że nie zawsze wychodzi. Ale że wszystkim naraz? To naprawdę pech. Do igrzysk mamy rok, więc ja bym zbytnio się nie martwił. Jak teraz jest katastrofa, to w igrzyskach powinno być dobrze" - ma nadzieję Majewski, który podkreślił, że w jego przypadku nerwy w Daegu nie odegrały decydującej roli.

"Psychika nie zawiodła, psułem wszystko techniczne. Za bardzo chciałem pchnąć tutaj daleko. Spaprałem to jak junior. W każdym starcie są nerwy i to jest potrzebne, bo bez tego nie ma występu, ale nie można przekraczać pewnych granic" - zaznaczył. Najbliższy start Majewski ma zaplanowany w Zurychu w mityngu Diamentowej Ligi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj