Po meczu ćwierćfinałowym Polska - Chorwacja (30:27) piłkarzy ręcznych w turnieju olimpijskim w Rio de Janeiro powiedzieli:

Reklama

Adam Wiśniewski: "W końcu zaskoczyły pewne elementy, które ciężko trenowaliśmy. Wcześniej były pytania dlaczego gramy w ten sposób. Cały czas trenowaliśmy ustawienia, ale ciągle tego czegoś brakowało. W końcu trafiliśmy z tym czymś. Od początku byliśmy bardzo skoncentrowani, a przy remisie Chorwaci nas nie przełamali. W pierwszej połowie Piotrek Wyszomirski odbijał bardzo dużo piłek, dlatego było prowadzenie. W drugiej połowie to się trochę zmieniło. Summa summarum wygraliśmy, trzeba się cieszyć. Jesteśmy w tym miejscu, o którym każdy z nas marzył, by być. Brawa dla całego zespołu. Świętowania nie będzie. Będziemy dalej skromnie przygotowywać się do meczu z Danią. Wierzyliśmy w to, że w końcu nam się może coś udać".

Karol Bielecki: "Udało nam się wykonać plan trenera i z tego się cieszymy. Cieszę się, że udawało mi się trafiać. Sytuacje były, szedłem zdecydowanie i na szczęście trafiałem. Dowieźliśmy prowadzenie do końca. Zagraliśmy bardzo konsekwentnie i mądrze. Tak się złożyło, że akurat ćwierćfinał był najlepszym meczem w naszym wykonaniu w tym turnieju. Na razie się nie podniecamy, bo nic nie mamy. Tych meczów ważnych już było wiele, parę lat już mam, myślę zatem, że jeden z wielu. Spotkanie do wygrania, jak tysiące innych w życiu. Skupiamy się teraz na tym, żeby zrealizować założenia taktyczne. Na szczęście trafiłem z formą, ale w życiu raz jest lepiej, raz gorzej. W Pekinie byliśmy innym zespołem, mieliśmy inne sytuacje. Paru z nas miało wiele lat mniej, teraz mamy większe doświadczenie i piszemy nową historię. Mam nadzieję, że będzie pozytywna. Tak jest w sporcie, że raz jest beznadziejnie, a raz wspaniale. Nie ma żadnego znaczenia, z kim gramy w półfinale. Zadecyduje dyspozycja dnia. Nie czujemy zmęczenia. Myślę, że już teraz moglibyśmy grać kolejny mecz".

Michał Jurecki: "Udało nam się awansować najpierw do ćwierćfinału i wiedzieliśmy, że to będzie najważniejsze. Wyszliśmy bardzo zmotywowani, a ja kibicowałem im z ławki jak tylko mogłem. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani, jeśli chodzi o obronę. Bardzo dużo analizowaliśmy grę przeciwnika, ale także ten mecz, który pół roku temu przegraliśmy w Krakowie w mistrzostwach Europy. Nie mogliśmy popełnić tych samych błędów i to się udało. Plan w ataku został zrealizowany. To nie był jednak dla nas żaden rewanż. Skupialiśmy się tylko na tym, co tutaj. Karol Bielecki rozgrywa wyśmienity turniej, ale to jeszcze nie koniec. Przed nami kolejne ciężkie zawody".

Piotr Wyszomirski (bramkarz): "Nie wiem, czy to był mecz życia, są jeszcze dwa przed nami. Chciałbym powiedzieć po turnieju, że rozegrałem więcej dobrych meczów niż tylko ten z Chorwacją. Trener uczył nas, byśmy byli cierpliwi i konsekwentni w ataku. Obrona i kontra – to najgroźniejsze bronie Chorwatów, a tego było bardzo mało. Moim zdaniem dzięki atakowi wygraliśmy ten mecz. Byłem tak skoncentrowany, że nie pamiętam nawet, co było na meczu. Jesteśmy bardzo doświadczoną drużyną i to, co sobie ustaliliśmy - wychodziło. Nie gubiliśmy też głupich piłek. To była walka o wszystko dla nas. Chcieliśmy być w najlepszej czwórce. Modliłem się przed meczem, w trakcie i prosiłem jeszcze Sławka Szmala, żeby się modlił. Można powiedzieć, że wymodliliśmy to zwycięstwo. Jesteśmy w czwórce, to jest sport, wszystko może się zdarzyć. Teraz mecz z Danią, a to drużyna na pewno świetna technicznie. Musimy zachować zimną głowę. Będziemy na pewno walczyć. Kto nam dawał szansę z Chorwatami? Byli pierwsi w grupie A, pokonali Francuzów jedną bramkę, a wiadomo jak się skończyło. Zobaczyli, że Michał Jurecki się nie rozgrzewa i już w ogóle nas zlekceważyli. A my pokazaliśmy, że bez +Dzidziusia+ też potrafimy wygrać".